Akt terrorystyczny w obornickim starostwie: kto grozi śmiercią Renacie Tomaszewskiej?

Akt terrorystyczny w obornickim starostwie: kto grozi śmiercią Renacie Tomaszewskiej?

OBORNIKI. W miniony czwartek, podczas trwania V w tej kadencji sesji rady powiatu, przewodnicząca Renata Toma­szewska, po upływie półtorej godziny posiedzenia i omówieniu oraz przegłosowaniu części programu, zarządziła około godziny 17:45 kilkunastominutową przerwę.
Dla przewodniczącej był to zwyczajowy czas na przeglądanie adresowanej do niej korespondencji, żeby móc podzielić się pod koniec sesji zawartymi w niej informacjami z resztą rady.
W jednej z kopert znajdował się tajemniczy biały proszek oraz kartonik z ręcznie napisanym listem, zawierającym odniesienie do zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i pogróżki o grożącej także jej śmierci, o ile ta nie zniknie.
Renata Tomaszewska natychmiast o tym policję. Osoba, która list napisała, była bardzo krytyczna wobec sposobu zarządzenia Rogoźnem przez burmistrza Romana Szuberskiego i Renatę Tomaszewską. Dowodziła tym doskonałej znajomości rogozińskich realiów. Była szczególnie niechętna wobec takich inwestycji, jak przebudowa placu Karola Marcinkowskiego, wielu ulic, budowy chodników czy mieszkań socjalnych dla – tu oryginalne stwierdzenie z listu – „skoncentrowanej w jednym miejscu patologii”.
Z listu wynikało, że jego autor obawia się, iż podobny styl rządzenia Renata Tomaszewska przeniesie na grunt powiatu. Zagroził, że albo w ciągu dwóch miesięcy odda ona swój mandat, zrezygnuje ze swej funkcji i najlepiej wyprowadzi się z miasta oraz kraju, bo w przeciwnym razie zginie tak jak prezydent Gdańska.
Choć w liście było wiele inwektyw, napisany on został bez żadnych błędów ortograficznych, stylistycznych czy inter­punkcyjnych. Autorka lub raczej autor użył w nim wyrazów i zwrotów charakteryzujących osobę dobrze wykształconą humanistycznie. Cały list miał też wiele odniesień antysemickich i ksenofobicznych nasilających się pod jego koniec, co mogło dowodzić rosnącej pasji autora. Nie była to groźba czysto polityczna, ale bardziej personalna.
W tym miejscu trzeba wyjaśnić, że Renata Tomaszewska jest osobą, co do której poglądów politycznych nikt nie ma żadnej wiedzy, bo nigdy ich nie ujawniła. Ci, którzy ją dobrze znają, zgodnie twierdzą, że jedynym podziałem jaki w życiu stosuje, to podział ludzi na mądrych i tych drugich, na dobrych i złych – bez barw politycznych, wyznaniowych czy narodowych.
Adresatka listu, po powiadomieniu policji, zachowała pełen spokój oczekując na przybycie służb. Te pojawiły się bardzo szybko.
Najpierw dotarli policjanci z Obornik, potem dołączyli kryminalni specjaliści od terroryzmu z poznańskiej komendy wojewódzkiej.
Przed budynkiem starostwa pojawiły się wozy bojowe państwowej straży pożarnej oraz wsparcia z OSP Ocieszyn, Kiszewo oraz OSP Rogoźno. Po pewnym czasie dołączył do nich wóz ratownictwa chemicznego z Poznania. Była to jednostka specjalna do neutralizowania wszelkich zagrożeń związanych z materiałami niebezpiecznymi.
W tym czasie starosta Zofia Kotecka ogłosiła przerwanie sesji rady powiatu, która będzie kontynuowana w późniejszym czasie. Obecni w sali sesyjnej policjanci zaapelowali o opuszczenie lokalu przez radnych, urzędników, gości i jedynego w tym miejscu i czasie przedstawiciela prasy, redaktora Ziemi Obornickiej. Czekającym w holu sprzątaczkom zakazano wejścia do sali do czasu decyzji służb chemicznych.
Renata Tomaszewska została wyizolowana do momentu oceny substancji chemicznej z jaką miała styczność.
Równolegle dwie osoby mające bezpośredni kontakt z przesyłką poczuły się źle. Zgłosiły to ratownikom i pod budynek starostwa przybyła karetka z zespołem ratownictwa medycznego. Wspomniane osoby zostały przebadane. Po stwierdzeniu braku zagrożenia zdrowia i życia zaopatrzono je w środki uspakajające i pozostały na miejscu zdarzenia. Tak zakończyła się czwartkowa sesja rady powiatu.
Przesyłka trafiła do specjalnego pojemnika niesionego przez strażaków w kombinezonach ochronnych i szybo znalazła się w laboratorium. W wyniku przeprowadzonego badania analitycznego tajemniczego proszku stwierdzono, że badany związek nie stwarza zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi. 
Jednocześnie od poznańskiego policjanta, specjalizującego się w przestępstwach o charakterze terrorystycznym i związanym z nimi postępowaniem, można było usłyszeć słowa krytyki za wypuszczenie do domów osób obecnych w sali sesyjnej podczas otwarcia listu. Twierdził, że w przypadku, gdyby środek był jednak groźny dla życia i zdrowia, to wyniesienie jego cząsteczek do rodzinnych domów i innej przestrzeni publicznej mogłoby wywołać nieobliczalne skutki i konieczność izolowania wielu osób.
Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, choć pozostały pytania o autora listu i grożenia śmiercią przewodniczącej rady powiatu.
Wywołało to wiele komentarzy i domniemań, w kwestii identyfikacji autora listu.
Próba wystraszenie Renaty Tomaszewskiej nie miała większego sensu, o ile autor ją znał osobiście. Przewodnicząca uchodzi za osobą cywilnie odważną, zdecydowaną i zupełnie niepodatną na wszelkie straszenie. Można było usłyszeć sugestię, że „ktoś” mógłby osobiście zyskać na jej rezygnacji z mandatu radnego, a to wskazywało na jedną, konkretną osobę – chociaż nie ma na to żadnych dowodów. Zastanawiano się też, czy piszący był w pełni władz umysłowych, czy może ktoś „normalny” próbował jedynie taki stan sugerować. Nikt z komentujących to zdarzenie nie miał wątpliwości co do tego, że policja bez trudu ustali autora przesyłki. Charakterystyczne literki w ręcznie pisanym ostrzeżeniu będą bez wątpienia dowodem w sprawie.
Tu warto przypomnieć, że niemal dokładnie dziewięć lat temu doszło do podobnego zdarzenia w obornickim magistracie. 1 lutego 2010 w poniedziałek dotarła tam przesyłka z zawartością około pół łyżeczki białego bezwonnego proszku. Przesyłkę odebrała urzędniczka, która zaraz powiadomiła o tym fakcie swych przełożonych. Ci, zgodnie z ustaloną procedurą, zawiadomili odpowiednie służby. W urzędzie miejskim pojawili się w silnej grupie policjanci i dwa zastępy strażaków oraz pogotowie ratunkowe. Straż miejska zabezpieczyła gmach, odcinając urzędników i petentów od parteru. W tej sytuacji nie zarządzano ewakuacji.
Gdy okazało się, że urzędniczka otwierając przesyłkę uszkodziła paczuszkę z proszkiem, natychmiast ją i jej kolegę zawieziono na obserwację do szpitala. Policjanci bardzo szubko ustalili, że przesyłka nie zawiera adresu i danych nadawcy, a wysłano ją z Kalisza. Tego rodzaju przesyłek rozesłano więcej i od miesiąca były nimi nękane urzędy miast, gmin, a jedna trafiła nawet do urzędu wojewódzkiego. We wszystkich przebadanych na obecność groźnego wąglika paczuszkach znajdował się proszek do pieczenia.
Śledztwo już po paru dniach dało rezultaty. Nadawczynią okazała się starsza, niepełnosprawna mieszkanka Kalisza. Nieznane były motywy nadawczyni, gdyż pprócz fizycznego kalectwa miała ona znacznie ograniczoną poczytalność i trudno było nawiązać z nią kontakt. Od szefa służb kryminalnych dowiedzieliśmy się wówczas, iż prokurator odstępuje od ścigania sprawczyni z powodu jej niepoczytalności, kierując ją do szpitala dla umysłowo chorych.
Tak w przywołanym tu przypadku, jak i w tym z ubiegłego tygodnia, nie było zagrożenia dla zdrowia i życia, jednak tego rodzaju czyn jest traktowany przez służby bardzo poważnie.
Renata Tomaszewska została natychmiast objęta ochroną policji. Choć nie cieszy jej to zbytnio, poddała się tej procedurze. Nie zrezygnowała jednak z żadnej zaplanowanej wcześniej aktywności. Dzień po zdarzeniu była już od rana w pracy, choć dotarła tam pod czujnym okiem policjantów. Nie chciała komentować tego co zaszło. Tak ona jak i Roman Szuberski zapewnili, że będą nadal kontynuować program inwestycyjny gminy, popierany przez radę miejską oraz społeczeństwo Rogoźna. Ich doskonały wynik wyborczy dowodzi, że takie działania są w pełni akceptowane przez wyborców z ziemi rogozińskiej i żadne groźby go nie zmianą.
Dla formalności trzeba wiedzieć, że powiatem obornickim zarządza nie tyle Renata Tomaszewska co Zofia Kotecka. Pani starosta udzieliła przewodniczącej w dniu zdarzenia pełnego wsparcia, deklarując wszelką opiekę z odwiezieniem jej do domu.
Po informacji w mediach społecznych o czwartkowym wydarzeniu pojawiły się liczne komentarze, ale kilka wycięto z adnotacją, że IP autorów pozostaje do dyspozycji służb. Ma to ukrócić mowę nienawiści. Czy wpłynie też na nienawistne czyny, to trudno powiedzieć. Mamy nadzieję, że już niebawem będziemy mogli podać dane nadawcy czwartkowej przesyłki.

Podobne artykuły