Kawerna „Pod Orłem” i jej wielka historia

Kawerna „Pod Orłem” i jej wielka historia

OBORNIKI. Już tylko najstarsi oborniczanie pamiętają hotel „Pod Orłem”, jeden z najbardziej ekskluzywnych w całych Obornikach, a Oborniki w początkach XX wieku hotelami stały. Wynikało to z faktu, iż była tu Kasa Chorych, mieszcząca się w obecnym magistracie i obsługująca wiele powiatów północnej Wielkopolski.
Przybywający do lekarzy chorzy mieli się więc gdzie zatrzymać i co zjeść, bo w Obornikach było też kilkanaście restauracji, kawiarń czy jadłodajni.
Należący od 1905 roku do rodziny obornickiej Klose hotel „Pod Orłem”, nie tylko wygodnie ich gościł i dobrze karmił, ale odegrał też ważną rolę podczas powstania wielkopolskiego. Tam bowiem spotykali się ze starostą Stanisławem Jordanem tacy patrioci jak Edmund Stefanowicz, Henryk Dolacki, Stanisław Mazer, Andrzej Przybecki, Józef Grossmann i Bolesław Smorawski, u którego w sąsiednim zresztą domu padło pierwszy raz hasło „do boju!” W hotelu, przy obecnej ulicy Powstańców Wielkopolskich, zapadały pierwsze decyzje, tam wydawano rozkazy, stamtąd powstańcy ruszali do boju.
Oborniczanie zdobyli niepodległość, a przez progi hotelu i jego restauracji przewijały się najwyśmienitsze nazwiska ówczesnej Wielkopolski północnej i środkowej. Wiele zmieniła okupacja niemiecka, jeszcze więcej rządy komunistyczne. Apartamenty hotelowe zamieniono na mieszkania, wyposażenie salonów wyrzucono do lodowni będącej rodzajem lodówki, a właściciele hotelu zamieszkali kątem u swego lokatora.
Nadszedł wreszcie rok 89 i powróciła demokracja. Państwo Klose odzyskali mury hotelu „Pod Orłem” oraz kina. O ile Krzysztofowi i Pawłowi Klose udało się z różnym skutkiem reaktywować kino pod nową nazwą Laterna Magika, o tyle hotel przeszedł do przeszłości.
Tu się jednak jego historia nie kończy, bowiem pan Paweł nigdy nie zgodził się na pogrzebanie dorobku jego rodziny, a przy okazji ważnego miejsca dla historii Obornik. Dokonując „cudu” odbudował i odtworzył dawne hotelowe wnętrza. Nie ma w nich ciężkich łóżek czy zakurzonych otoman. Są nowoczesne meble ustawione w kilku pokojach jedno, dwu, trzy i czteroosobowych.
Duże wygodne i komfortowo wyposażone łazienki dopełniają kompletu.
Powróciła też dawna restauracja, choć w zupełnie innym kształcie. Pawłowi Klose udało się zachować jej dawny styl. Jest to rodzaj kawiarni z daniem ciepłym. Wyjątkowy nastrój budują ściany pokryte ciemną boazerią oraz surową cegłą, a punktem kulminacyjnym jest błyszczący złotem podgrzewacz wody przypominający dawny samowar, zawsze gotów do zaparzenia kawy lub herbaty.
Wchodząc do hotelu i dalej na jego podwórze łatwo przejść z rzeczywistości ruchliwej, nowoczesnej ulicy do świata spokoju, nostalgii, nastroju panującego tam równe 100 lat temu i niczym niezmąconego do teraz. Równy starobruk pod stopami, na wprost brama przejazdowa na kolejną ulicę i dobrze utrzymane dyskretne wychodki pod murem po północnej stronie podwórza. Nieopodal potężna, głęboka na co najmniej dwa metry lodownia, będąca jak i pozostałe elementy atrapą. Vis a vis lodowni przyklejone do muru schody do dawnej sali projektorów kinowych.
Całość wydaje się wręcz nierzeczywista i każdy, kto tam wchodzi, zdaje sobie sprawę z tego, że wiele razy przejeżdżał lub przechodził obok tego miejsca nie mając o jego istnieniu żadnego pojęcia.
Tak przynajmniej twierdzili goście Pawła Klose, którzy zebrali się tam w grudniowy wieczór, by wspominać dni przed wybuchem i zaraz po wybuchu powstania wielkopolskiego.
Inicjatorem spotkania był Jakub Dyczkowski wraz z kolegami ze Stowarzyszenia Historyczno-Rekonstrukcyjnego Kraina Wa-rty i z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Obornickiej oraz biblioteki publicznej. Zaprosili na wieczór wspomnień władze powiatu, biblioteki Obornik i grono przyjaciół. Przed wejściem go hotelu stali żołnierze w strojach z epoki. W jednej z kawiarnianych sal siedziało grono osób w strojach z czasów powstania.
Zofia Kotecka przypomniała historię sztandaru powstańczego z Kiszewa, były wspominania, opowieści i gawędy, dzięki ogromnej pracy Andrzeja Gintrowicza ilustrowane dawnymi zdjęciami z powstańczymi pieśniami w tle. Na opisanym tu podwórcu dokonano „zbrojnego napadu na Niemców ciemiężycieli”, a goście mieli okazję zwiedzić cały obiekt.
Potem na stołach stanęły kawy i herbaty oraz ciasta, jak na kawiarnię przystało oraz dyżurne danie ciepłe, by zadość uczynić tawernie.
Paweł Klose opowiedział o planach związanych z Kawerną (połączenie kawiarni i tawerny) oraz hotelu „Pod Orłem”.
Hotel ruszy niebawem, a kawiarnia już zaprasza gości. Warto odwiedzić to miejsce, bo jest wyjątkowo magiczne i to określenie pasuje do niego wręcz wyjątkowo.

Podobne artykuły