Aloch stracił życie, a sąsiedzi mienie

Aloch stracił życie, a sąsiedzi mienie

OBORNIKI. Minął tydzień od pożaru, w którym tragicznie zginął oborniczanin, jednak wciąż nie można określić jednoznacznej przyczyny powstania źródła ognia.
Przypominamy, że do tragicznego pożaru kamienicy w Obornikach doszło ok. godz. 20:45.
Ogień pojawił się w mieszkaniu na drugiej kondygnacji, w budynku wielorodzinnym, przy ulicy Czarnkowskiej, zwanym przez wiele osób rabinówką. W budynku na tyłach synagogi miał przed wojną mieszkać rabin. Synagogę rozebrali podczas okupacji Niemcy, teraz w jej miejscu stoi blok mieszkalny. W budynku na tyłach mieszkał samotny mężczyzna, vis a vis drugi, a pod jego lokalem czteroosobowa rodzina, Ogień pojawił się właśnie na piętrze w lokalu zajmowanym przez dość barwną postać z centrum Obornik. Był to starszy mężczyzna z bródką, nazywany „Alochem”.
Jego pasją było zbieractwo i być może ono przyczyniło się do pożaru. „Aloch” miał też skłonność do nadużywania alkoholu, a jego lokal przypominał wysypisko śmieci. W każdym jego koncie piętrzyły się stare telewizory i radia, uszkodzony sprzęt AGD, używane ubrania, obuwie i najzwyczajniejsze śmieci, wśród których nietrudno było zaprószyć ogień. Żył w tym lokalu razem z psem. „Aloch” dbał o to, by swego pupila zawsze wyprowadzać z kagańcem na pysku. Jednak tragicznego wieczoru sąsiedzi widzieli psa po raz pierwszy bez kagańca i opieki, co ich bardzo zastanowiło.
„Alocha” co pewien czas odwiedzali znajomi, by razem „skonsumować” co nieco w jego pokoiku.
Czy tego wieczoru „Aloch” miał gościa, czy zaiskrzyło coś na „śmietnisku”, a może to jednak był raczej wykluczany niedopałek? To okaże się z czasem.
Na szczęście strażacy w sile dwóch zastępów stawili się bardzo szybko. Wsparli ich druhowie z OSP Kiszewo, Ocieszyn oraz Nieczajna.
Ewakuowano mieszkańców. Była to rodzina z dwojgiem małych dzieci, samotny mężczyzna i pies. Ten ostatni został odwieziony przez policjantów do schroniska, rodzina wybrała dom matki kobiety mieszkającej w Kiszewku, a mężczyzna zdecydował się na hotel.
Z domu wyniesiono ciało „Alocha”, który niestety nie dawał już żadnych oznak życia.
Budynek zabezpieczono, na miejsce zdarzenia przyjechał burmistrz Obornik, by osobiście zadbać o los jego mieszkańców.
Pan Wojciech z drugiej kondygnacji wybrał hotel. Jego dobytek musi przejść generalne pranie i wietrzenie, bowiem cały przesiąkł dymem i odorem spalenizny. Trafił wraz z rzeczami rodziny z dwojgiem dzieci do pomieszczeń PGKiM. Gorzej z mieniem pani Aleksandry, pana Dariusza i ich dzieci. Praktycznie nie zostało im nic. Choć ich rzeczy osobiste czy meble nie uległy spaleniu, to zniszczyła je woda. Rodzina została w tym co zdołała wynieść na sobie, bo na rękach trzymali dzieci. Z hotelu zrezygnowali, bo nie można w nim gotować.
Pani Aleksandra tułała się przez znaczną część życia od jednego domu dziecka do drugiego, a gdy znalazła wreszcie „własne cztery ściany”, zabrał je jej pożar.
Gmina zadbała o szybkie wsparcie finansowe poszkodowanych w pożarze. Pomoc społeczna oraz organizacje charytatywne pod wodzą Grażyny Stachowiak niosą im konieczne wsparcie.
Dla pana Wojciecha i pani Oli najważniejsze jest jednak odzyskanie stabilizacji, jaką daje mieszkanie.
Do swojego raczej nie wrócą. Z pierwszych oględzin budynku przez inspekcję budowlaną wynika, że strop budynku uległ wygięciu. Może to oznaczać konieczność wyburzenia.
– Poszkodowani w pożarze z całą pewnością nie zostaną na bruku – zapewnił burmistrz Tomasz Szrama. Trwa przygotowywanie dla nich innych mieszkań.
Mąż pani Aleksandry zapewnia, że mogą zamieszkać i na wsi. Tam się wychował, ceni sobie wieś, swobodę oraz bliskie relacje z sąsiadami.
Teraz rodzina musi zadbać o dzieci i ich potrzeby. Z pomocą pospieszyły im pracownicy opieki społecznej z Hanną Kniat-Szymańską na czele oraz Grażyna Stachowiak ze stowarzyszenia Wspólnota Wolontariuszy Hospicyjnych „Ludzki Gest”. Przyłączyła się także nasza redakcja.
Apelujemy o wsparcie. 2 letnia Marysia i 5 letni Wojtek potrzebują odzieży, artykułów higienicznych a także zabawek, zwłaszcza tych do których można się przytulić, by zapomnieć o tym co widziały.

Podobne artykuły