Cena śmieci razy cztery?

GMINA OBORNIKI. W międzygminnym systemie odbioru śmieci wszystko działało względnie dobrze, aż przyszło do podliczenia finansów i wtedy się okazało, że w kasie jest manko.
Zdaniem prezydenta Poznania winne temu są gminy, bo płaca za mało. Rządzący gminami wchodzącymi w system GOAP są zdania przeciwnego, uważając, że winien jest Poznań, bo generuje największy potok odpadów lub wina leży po obu stronach.
Wedle prezydenta Poznania brakujące w kasie 46 milionów powinny pokryć gminy z obornicką włącznie, wedle przedstawicieli gmin z wiceburmistrzem Piotrem Woszczykiem takie podejście jest krzywdzące. – Gdy nas potrzebowali, by wybudować system z nowoczesną spalarnią byliśmy nie ocenieni, gdy zarzadzania przez Poznań spółka ma problemy wskazuje się winnych po stronie gmin. – powiedział podczas ostatniej sesji rady miejskiej burmistrz Tomasz Szrama.
Tymczasem problemów jest więcej i nie zamiast szukać winnych lepiej jest znaleźć rozwiązania.
Jednym z problemów są zaniedbania w selekcji odpadów. Wielu osobom oraz podmiotom nie chce się selekcjonować odpadów a ucierpieć mogą na tym teraz wszyscy. Po wejściu w życie nowych przepisów, samorządy zostaną zobligowane do wprowadzenia opłaty za nieselektywne gromadzenie odpadów w wysokości czterokrotnej opłaty podstawowej.
Przypomnijmy, że obecnie mieszkaniec, który segreguje śmieci płaci 12 złotych miesięcznie. Ten, który tego nie robi – 20 zł. Po zmianach, opłata będzie wynosić czterokrotność stawki podstawowej – czyli w przypadku czteroosobowej rodziny, która nie segreguje śmieci będzie to już nie 80 zł, a ponad 190 zł.
Ministerstwo ochrony środowiska próbuje tą metodą poprawić selektywność śmieci a wiceprezydent Poznania, Tomasz Lewandowski uważa, że: Znów dokonuje ważnych zmian, które będą rodziły obowiązki po stronie samorządów, jak i mieszkańców, w ogóle tego z żądną stron nie konsultując. Te zmiany ingerują w kompetencje samorządu terytorialnego, a nie rozwiązują problemów, które ministerstwo chce rozwiązać. To warto dodać, że chodzi o nałożony przez Unię Europejską na Polskę obowiązek, aby do 2020 roku poziom segregowania odpadów nie był niższy niż 50 proc.
Według GOAP-u, proponowana zmiana jest niekorzystna. Przestrzeganie przepisów trudno by było egzekwować, a segregowane odpady przetwarzać, bo zakładów recyklingu jest za mało, a Chińczycy przestali odbierać z Polski plastik. Ponadto sprawdzanie czy mieszkańcy segregują prawidłowo, oznaczałoby wzrost zatrudnienia służb kontrolnych i gigantyczne koszty.
Aby Poznań nie przerzucił kosztów na gminy, ich burmistrzowie i wójtowie tworzą koalicję oporu. Lepiej wspólnie trwać przy obecnych cenach nić próbować opuścić GOAP, bo jak poinformował Tomasz Szrama: W razie opuszczenia międzygminnego związku, Oborniki musiałyby zapłacić dwa miliony złotych. Gdyby jednak pękł międzygminny łańcuch oporu i zostałby przyjęty plan prezydenta Jaśkowiaka, koniecznym by się stało podniesienie opłat o ok. 10 złotych.
Trwa kampania wyborcza, więc nikt z ubiegających się o fotele prezydenta, burmistrza czy wójta o cenach śmieci woli nie rozmawiać. Temat jednak nabrzmiewa i trzeba go będzie kiedyś podjąć. Na razie gminy winią za straty Poznań a Poznań wini za nie gminy. Do gry przyłącza się rząd, choć nie ma żadnych informacji na temat tego, w jaki sposób ministerstwo będzie chciało zmobilizować samorządy do pilnowania tego, czy mieszkaniec w rzeczywistości segreguje odpady.
Eksperci z GOAP-u sugerują, by w kwestii zwiększenia segregacji do poziomów wymaganych przez UE wziąć przykład z krajów zachodniej Europy, gdzie odpowiedzialność za recykling odpadów ponoszą też ich wytwórcy, czyli producenci. Nie ma do segregowanie dostatecznej zachęty finansowej, jest za to groźba podwyższenia opłat. Ich egzekwowanie ma spocząć na barkach samorządów i się zapewne nie uda. Ewentualne koszty za brak segregacji poniosą także ci mieszkańcy, którzy starannie prowadzą segregację odpadów. 
Związek GOAP chce w trosce o tych ostatnich wprowadzić drogi w realizacji obowiązek stosowania kolorowych pojemników. Pojemniki w pełni kolorowe będą z cała pewnością zbędnym kosztem, ponoszony ostatecznie przez mieszkańców. Tańszym rozwiązaniem byłyby kolorowe naklejki na klapach tańszych pojemników.
Rząd zamiast straszyć kosztami mógłby wprowadzić obowiązkowe kaucjowanie plastikowych pojemników, co równałoby się z odpowiedzialnością wytwórcy za swój produkt od momentu jego wytworzenia. Najgorszym wyjściem byłoby wyjście z GOAOP albo obciążanie mieszkańców gmin czterokrotnym wzrostem cen wywozu niesegregowanych śmieci.

Podobne artykuły