Historia puszczy, czyli wielki nalot i wielkie odrodzenie

Historia puszczy, czyli wielki nalot i wielkie odrodzenie

ZIEMIA OBORNICKA. Za sprawa stopnickiego zamku o puszczy Noteckiej pisze się i mówi ostatnio bardzo często. Tymczasem wiele osób słabo zna historię puszczy, choć jest ona drugim pod względem wielkości w Polsce. Postaramy się więc w ogromnym skrócie przybliżyć to co w Puszczy Noteckiej najciekawsze. Jest to historia jej powstania, upadku a potem odrodzenia.
Puszcza Notecka, jest zwartym, jednolitym kompleksem leśnym o ogromnej powierzchni bo liczącej sobie około 133,4 tyś. ha. Pomimo, że położona jest miedzy dwoma rzekami, Notecią i Wartą, przeważają na niej gleby piaszczyste i ciągły niedobór wody. Znajduje się tutaj największy w Polsce zespół wydm śródlądowych, które porośnięte są jednowiekowym lasem, w większości sosnowym (około 93%) posadzonym po wielkiej gradacji sówki choinówki w latach 1922 – 1924.
W roku 1922 lasy puszczy oraz inne połacie zachodniej Polski zupełnie niespodziewanie nawiedził masowy nalot niepozornego, małego motyla zwanego sówka choinówką, lub też czasami strzygonią choinówką. W Puszczy Noteckiej ucierpiało około 70 tyś ha, więc niemal połowa drzewostanu. Klęska ta zasadniczo zmieniła krajobraz na wiele dziesięcioleci.
Na początku maja 1924 roku pojawiło się tak dużo motyli, że o zmroku było słychać szum. Wylęgłe gąsienice zjadały to, czego nie zdołały zjeść w poprzednich latach. Natychmiast po pojawieniu się sówki administracja lasów państwowych zaczęła stosować wszelkie znane wtedy środki zaradcze.
Teoria, ani też praktyka, na tamten czas nie znała radykalnego środka do walki z tą klęską. W okresie lotu motyli rozpalano ogniska w kierunku których zlatywały się motyle. Gąsienice zwalczano kopiąc rowki ochronne, do których wpadały gąsienice przemieszczające się w poszukiwaniu żeru, po czym w tych rowkach je niszczono. Zbierano też i niszczono gąsienice przy pomocy drużyn robotniczych, które lepkimi szmatami zbierały gąsienice z pni. Jesienią grabiono ściółkę, w której znajdowały się poczwarki szkodnika i usypywano z nich kopce uniemożliwiając wydostanie się motyli, a tym samym złożenie jajek. Metody, które się nie sprawdziły ze względu na rozmiar klęski, to wypędzanie specjalnej rasy świń w drzewostan opanowany przez szkodnika, czy wywożenie do lasu kur w ruchomych kurnikach.
Największą pomoc w próbie ratowania lasu dała sama przyroda. Zauważono, że w pełnej zieleni utrzymywały się jedynie mniejsze kępy i pojedyncze drzewa w pobliżu mrowisk. Właśnie dzięki licznym mrowiskom pozostał niezniszczony fragment drzewostanu nad jeziorem Mniszym, w Nadleśnictwie Sieraków, gdzie utworzony został Rezerwat Cegliniec. Bardzo ważnym sprzymierzeńcem w walce z nadmiernym rozmnażaniem się szkodnika okazały się ptaki, jednak było ich zbyt mało.
W trzeci roku gradacji, pod koniec czerwca 1924 roku, zauważono pierwsze masowe obumieranie gąsienic. W przeciągu kilkunastu dni nie było ani jednej żyjącej gąsienicy sówki. Ich nagła śmierć nastąpiła jeszcze przed ukończeniem okresu żerowania, gdy gąsienice jeszcze nie były w pełni swego rozwoju. Leśnicy odetchnęli z ulgą. Gradacja strzygoni załamała się miedzy innymi na skutek spasożytowania gąsienic przez larwy owadów z rodziny rączycowatych. Gąsienice i poczwarki opanowały też grzyby, które zabijały je, jako organizm chorobotwórczy. Nie ulegało wątpliwości, że Puszcza Notecka została na wielkich przestrzeniach prawie doszczętnie zniszczona.
1 lipca 1924 roku ówczesna „Gazeta Szamotulska” donosiła: Napad sówki choinówki na nasze lasy jest dla nich klęską, dającą się porównać chyba tylko z nieszczęściem wojny. Wielka wojna oszczędziła przynajmniej jedną dzielnice Polski, ale za to przychodzi na nią inna klęska, niosąca nieobliczalne, srogie następstwa. A klęsce tej, ani zaradzić, ani przeciwdziałać ludzkimi siłami nie sposób. Po wykoszeniu ręką wojny ludzi, przychodzi śmierć lasów…
Wiosną 1925 roku pozostałe przy życiu, osłabione drzewostany zaatakowały szkodniki wtórne, w tym korniki, które ostatecznie je „uśmierciły”. Rozmiar klęski zmusił administrację lasów państwowych do szybkiego usunięcia zniszczonych drzewostanów, a równało się to z ogołoceniem jej na całe przyszłe dziesięciolecia. Prace, które rozpoczęto w 1925 roku, trwały cztery lata, prawie do 1929 roku. Do wyrębu lasu sprowadzono około 10 tysięcy robotników, którzy mieszkali w specjalnych drewnianych barakach. Pobudowano i naprawiono wiele dróg leśnych potrzebnych do wywozu drewna. Położono też wiele kilometrów torów kolejowych, które prowadziły do rzeki Warty, skąd drewno było ładowane na barki i spławiane. Dużą rolę w transporcie drewna odegrał port w Międzychodzie, w owym czasie nie było prawie dnia, aby Wartą przez Międzychód nie płynęły barki, czy statki z napędem mechanicznym holujące transporty drewna.
Na potrzeby wyrębu powstało wiele tartaków, których właścicielami oprócz Polaków byli Niemcy i Holendrzy. To właśnie do Niemiec i Holandii, ale też do Francji wysyłano najwięcej drewna, Częściowo wstrzymano pozyskanie i sprzedaż drewna w nadleśnictwach nie dotkniętych klęską, a tym samym kierowano zainteresowanych do nadleśnictw poklęskowych. Prasa pisała z przerażeniem: Gdzie szumiały korony drzew, gdzie żywicą przepojone powietrze leśne nęciło zmęczonego miastem obywatela, gdzie roiło się od ptactwa i zwierząt powstały pustynne nieużytki. Leśnicy zdali sobie sprawę, że potrzeba będzie dziesiątków lat mozolnej pracy i ogromnych nakładów, by lasy odnowić i doprowadzić do stanu z przed gradacji sówki. Zaraz po wycięciu pierwszych drzew, całą energią przystąpiono do prac odnowieniowych, zarówno metodą sadzenia, jak i siewu. Dyrekcja Poznańska Lasów Państwowych przydzieliła do każdego zniszczonego nadleśnictwa, po dwa nadleśnictwa opiekuńcze, które nie były dotknięte klęska, a których zadaniem było wyprodukowanie jak największej ilości sadzonek. Nie chcąc powtórzyć błędów poprzedników sadzenia „sosny po sośnie” chciano częściowo wprowadzić gatunki liściaste. Niestety łatwość produkcji i sadzenia, oraz warunki glebowe przyczyniły się do ponownego obsadzenia puszczy sosną. Brzozę sadzono praktycznie tylko wzdłuż dróg. Akcja odnowieniowa trwała do 1932 roku. Jak okiem sięgnąć puszcza została posadzona na nowo. Wskutek długiego czasu trwania klęski nastąpiło wyjałowienie gleby, powstały lotne piaski, a w miejscach niżej położonych utworzyły się jeziorka, zabagnione dolinki. Zmienił się krajobraz tych terenów, nie tylko pod względem estetycznym, ale też przyrodniczym, co spowodowało bezpowrotne wyginięcie wielu gatunków zwierząt i roślin.
Dzisiaj większość drzewostanów puszczańskich ma około 90 lat i nadal stanowi jednolitą strukturę, narażoną na wszelakie szkodniki, których z roku na rok przybywa. Aby uniknąć tragedii, jaka wydarzyła się prawie 100 lat temu, leśnicy muszą być czujni, dlatego prowadzą całoroczną diagnostykę wszystkich szkodników owadzich na każdym etapie ich rozwoju. Na podstawie tych kontroli przygotowuje się mapę zagrożenia, pomocną w ewentualnej późniejszej walce ze szkodnikiem. W sytuacjach masowej inwazji, przeprowadza się zabiegi agrolotnicze, poprzez oprysk lasu. Dziś prowadzi się mądrzejszą gospodarkę leśną, starając się wprowadzać gatunki liściaste w różnych proporcjach zmieszania, lecz ze względu na ubogie siedliska nadal głównym gatunkiem jest sosna. Pomocnym tu będzie tworzenie parku drzew mieszanych koło stobnickiego zamku.
Jeżeli kogoś historia Puszczy Noteckiej zainteresowała szczególnie, polecamy mu lekturę książki “Sieraków historia przypominana”, której wydanie przewidziane jest na listopad 2018 r.

Podobne artykuły