Burza wokół zamku Stobnica

Burza wokół zamku Stobnica

STOBNICA. Minął nieco ponad tydzień od pierwszych doniesień w sensacyjnym tonie o tajemniczym zamku na wyspie w Stobnicy i zainteresowanie nim wcale nie słabnie. Dla naszych czytelników wielkich tajemnic w tym wszystkim nie ma, bo od wielu lat systematycznie informujemy o postępie prac przy budowie zamku.
Skąd więc tyle sensacji?
Lato jest dla części branży dziennikarskiej okresem martwym informacyjnie. Media nazywają go „okresem ogórkowym”, bo politycy wyjeżdżają na wakacje i nie ma ważnych, wielkich i ogólnopolskich wydarzeń, więc część braci dziennikarskiej sięga po letnie sensacje – ogórkowe. Długi czas taką sensacją był Nessi – potwór mieszkający w głębi szkockiego jeziora Loch Ness. Gdy Nessi się rzekomo wynurzał, prasa to opisywała i jakoś ogórkowe lato przelatywało.
W Polsce mamy własne potwory. Jednym z nich jest sześciometrowy pyton nad Wisłą, pełznący w kierunku Moskwy, a w krainie nad Wartą „wyrósł” dla odmiany tajemniczy zamek.
– Jaki on tam tajemniczy, skoro „Obornicka” opisuje go co pewien czas – mówią oborniczanie, a mieszkańcy Stobnicy dodają: Zanim wyrósł, przez wieś przejechały tysiące wielkich ciężarówek z betonem i innymi materiałami budowlanymi, więc trudno było nie zauważyć.
Dla reszty kraju zamek 
aż kipiał od sensacji.
Jeden z użytkowników serwisu Wykop.pl opublikował 6 lipca zdjęcia, na których widać budowę ceglanego zamku, zlokalizowanego w rejonie miejscowości Stobnica. Media na początku donosiły o wielkim zamku rodu Kulczyków. Aktywiści z organizacji Miasto Jest Nasze podali, bodaj jako pierwsi, krążącą w sieci opinię, że za finansowaniem zamku stoi Sebastian Kulczyk, choć od razu zastrzegali, że to informacja mało wiarygodna. W końcu każda tajemnicza inwestycja w Wielkopolsce automatycznie wiązana jest z rodzeństwem Kulczyk, więc nic w tym dziwnego, bowiem tego typu inwestycja wymaga sporych nakładów finansowych, więc plotki automatycznie wskazują jako inwestorów rodzinę Kulczyków.
Te opowieści można włożyć jednak między bajki. Informacje ujęte w obwieszczeniach burmistrza Obornik czy dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu potwierdzają, że Kulczykowie nie mają nic wspólnego z budowanym na sztucznym zbiorniku zamkiem. Oni sami także wydali oświadczenie, z którego jasno wynika, że ani teren ani budowa nie są w ich władaniu, ani nigdy nie były.
Kolejną sensacją były zdjęcia z lotu ptaka, ukazujące ogrom inwestycji położonej na wyspie wśród bujnych drzew. Budynek wygląda imponująco i do tego jeszcze ta wyspa…
Wśród internautów nie brakowało głosów oburzenia. Zadaniem wielu z nich – taka budowla na jeziorze w sercu puszczy to nieporozumienie. Ogromna bryła zamczyska zwieńczona niemal 50-metrowej wysokości wieżą na terenie dzikiej puszczy? – Czyje to, kto pozwolił – można wyczytać we wpisach wyraźny tembr oburzenia, a ci najbardziej oburzeni to ekolodzy, ci prawdziwi i ci samozwańczy. Pytają, kto to buduje i co to będzie? Sensacja goni sensację, pojawiają się nazwiska „zamieszanych” w zamek przyrodoznawców, takich jak prof. dr hab. Piotr Tryjanowski, dyrektor Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i pięciu innych naukowców, czy Włodzimierz Kowal, były nadleśniczy Nadleśnictwa Oborniki, zasiadający też w Radzie Fundacji Fauna Polski.
Zanim to wyjaśnimy trzeba przyznać, że „sensacja i skandal” w Stobnicy owszem były, ale w zupełnie innym czasie i innym miejscu.
Skandal, owszem, był.
Pisaliśmy o tym dokładnie 17 lat temu, a już całkiem precyzyjnie – w połowie lipca 2001 roku.
W tym czasie pan Ś., walczył o odzyskanie od państwa swego dawnego majątku w Stobnicy, który zabrali po komuniści. Był to teren rozległy ale w dużej mierze przez lata zalesiony, a przepisy pozwalały wówczas na odzyskanie jedynie do 100 hektarów terenu zalesionego. Pan Ś. „przyznał się” wiec do zaledwie 99 hektarów, a potem, dzięki „wyjątkowej przychylności” ówczesnego obornickiego burmistrza udało mu się je w końcu odzyskać.
Ojciec miasta znalazł nieco dokumentów, część ich jakoś mu zaginęła i ostatecznie potwierdziło się, że terenu zalesionego jest ciut poniżej 100 hektarów i las został wyrokiem (IV.SA.184/96, IV.SA.496/97) Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 grudnia 1997 wyłączony z zasobów Lasów Państwowych. Od tej chwili jedynie gmina wydawała zgodę na wyrąb i ewentualny podział lasu na działki rekreacyjne lub budowlane, a gminą zarządzał przychylny burmistrz z nie mniej przychylnym panu Ś. zarządem.
Pan Ś., załatwiwszy wszystko po swojej myśli, „odsprzedał” z wdzięczności za bodaj 50 groszy za metr – lub jak kto woli za symboliczne pięć tysięcy – burmistrzowi i jego zastępcy po hektarze najładniejszych terenów leżących przy samej szosie.
Do ideału brakowało działkom tylko dwóch elementów. Na jednej z działek stał stary dom, w którym od 30 lat mieszkał Teodor F. – były schorowany pracownik Lasów Państwowych. Przepracował w nich całe życie, a gdy ciężka praca uczyniła z niego kalekę, rencista nie mógł się cieszyć ze spokojnego życie w lesie, który sam pielęgnował. Burmistrz Obornik przekwaterował go w trybie pilnym i nic już nie mąciło krajobrazu działki.
Drugą sprawa to strumień Kończak, płynący przez działkę burmistrza, a omijający krzywdząco posiadłość wiceburmistrza. Ten ostatni znalazł sposób, by też mieć strumyk i to darmo.
Wysłał spychacz i kopertkę z gminnej spółki na swoją część lasu, by zniwelowały teren i wykopały rów pod jego strumyk. Do rowu przekierowano potem Kończak i każdy z „władców” miał własną rzeczkę.
Gdy nasza gazeta zainteresowała się tą sprawą, burmistrzowie wyjaśnili, że – spółka MPGK wykonała tam jedynie prace rekultywacyjne na stobnickim wysypisku śmieci.

Dowiedliśmy co prawda, że „wysypisko” znajdowało się kilkaset metrów dalej, za cmentarzem i po prawej, a nie po lewej stronie drogi, jednak odpowiedzi na nasze twierdzenia nie było, a ówczesna rada miejska rzecz całą pominęła zgodnym i przyzwalającym milczeniem, bo taka to też była rada miejska i takie były czasy.
Wracając jednak do sprawy zamku, warto wyjaśnić to w oparciu o fakty i pomijając wszelkie zbędne „sensacyje”.
Kto i co tam buduje
Z obwieszczenia burmistrza Obornik czy dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu wynika, że za budowę odpowiedzialna jest poznańska spółka D.J.T. Stoją za nią Dymitr i Tymoteusz Paweł Nowakowie, synowie Michała Pawła Nowaka, twórcy odzieżowej marki Solar.
Jego zamysł o stworzeniu Solara powstała z marzeń pana Michała o dalekich podróżach i była rezultatem jego wyjazdu do Indii. Tam właśnie postanowił podarować świadomym i pewnym siebie kobietom coś pięknego, czyli doskonałej jakości ubrania. W 1989 roku stworzył wraz z trzema wspólnikami markę modową, zaczynając tym samym tworzyć historię polskiej mody. Praca prawie 800 osób i talent wielu zdolnych twórców sprawiły, że w ręce kobiet trafiały doskonałe kolekcje. Doceniła to branża mody i biznesu – wyróżniając Solar m.in. statuetką Doskonałości Mody „Twój Styl”, wyróżnił ją „Diamentami Forbesa”, otrzymali też kilkakrotnie nagrodę „Laur Klienta”. Pierwszy sklep z logo Solar został otwarty w 1998 r. a obecnie sieć tworzy 74 własnych sklepów firmowych, 19 placówek franczyzowych oraz 71 sklepów partnerskich. Współpracują z 18 partnerami z zagranicy i mają trzy placówki franczyzowe zlokalizowane w Niemczech i Luksemburgu.
Michał Paweł Nowak, twórca odzieżowej marki Solar, w roku 2013 wycofał się z przedsięwzięcia. Wedle informacji money.pl, sprzedał swoje udziały w spółce Solar za 78 milionów złotych. To najprawdopodobniej był najlepszy moment na sprzedaż akcji tej spółki, ponieważ dziś Solar notuje straty. W tym samym roku z Rady Nadzorczej wycofał się jego syn Dymitr, który deklarował chęć poświęcenia się karierze architekta.
Dymitr Nowak jest z wykształcenia architektem, urodził się w 1989 r.. Jego brat Tymoteusz zajmuje się biznesem. Obaj mają w firmie udziały warte po 1,9 mln zł.
D.J.T. na swojej stronie internetowej chwali się, że jest działającym od 2002 r. na rynku rodzinnym przedsięwzięciem. „Prowadzimy działalność inwestycyjną na rynku nieruchomości mieszkaniowych, biurowych i magazynowych. Stawiamy szczególny nacisk na długoterminowe, niekonwencjonalne inwestycje mieszkaniowe” – czytamy. Faktycznie, budowa zamku odbiega od tradycyjnych inwestycji deweloperskich.
Powstający tam zamek jest: Budynkiem stanowiącym w efekcie formę piętrzącej się bryły zwieńczonej dominantą, z 15 kondycjami, w tym 14 nadziemnymi oraz jedną podziemną. Smukła dominanta to wieża, która w najwyższym punkcie sięgnie 47,96 m. Pozostała część budynku w przeważającej części nie przekroczy 15 m. Podanie jego wysokości jest o tyle trudne, że jego bryła nie będzie zwarta. Na szerokiej bazie dolnej kondygnacji zaprojektowano zestaw brył piętrzących się w górę i stopniowo wytracających wysokość. Całość zamknie się w kompozycji mniejszych form – Można przeczytać w dokumencie przygotowanym w styczniu 2015 r. na polecenie Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu.
Aby zachować charakter zamku, inwestor postanowił, że okna będą niewielkie. – W większości są to małe okna o powierzchni przeszklenia nie przekraczającej 1,5 m2 Składać się na nie będą małe tafle o wymiarach 30×40 i 30×50 cm.
Zgodnie z deklaracją z raportu w budynku na stałe ma mieszkać 97 osób i 10 osób obsługi. Zamek zostanie podzielony na 46 mieszkań – apartamentów. Będzie mogło w nich zamieszkać około 100 osób (kolejne 10 potrzebne będzie do obsługi), Ci, którzy zamieszkają na wyspie o długości około 200 metrów i szerokości około 50 metrów, będą mieli do dyspozycji własną kotłownię i oczyszczalnię ścieków. Wszystkie mieszkania, jakie powstaną w budowanym zamku w Stobnicy, po ukończeniu zostaną wystawione na sprzedaż.
Kto zechce mieszkać w odludnym nieco i chronionym zamczysku na wyspie? Każdy kto ma taką fantazję, potrzebę i odpowiednie środki, no bo kto bogatym zabroni?
Będzie to taki sam w swej głównej funkcji budynek wielorodzinny jak inne, tyle że będzie miał kształt zamku i ustronne położenie.
Do czasu zakończenia realizacji, inwestor nie chce przedstawiać jednak żadnych szczegółów oferty sprzedaży. – Biorąc pod uwagę, że obiekt jest bardzo wymagający, innowacyjny i trudny w realizacji, założeniem inwestora było i jest nadal celowe wstrzymanie się z publikacją informacji o inwestycji, a także jej wizualizacji do czasu zakończenia jej realizacji – powiedział w złożonym mediom oświadczeniu Dymitr Nowak.
Jak się ma zamek do ekologii?
Tereny, na którym powstaje, należały niegdyś do jednego z szamotulskich PGR-ów. Majątek przechodził przez ręce kilku właścicieli, aż trafiły do spółki D.J.T. Warto tu przypomnieć, że niegdyś nieopodal budowanego obecnie zamku prowadziła swą stację doświadczalną Katedra Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Była tam też ochronka dla wilków, a całością zawiadywał wówczas prof. Andrzej Bereszyński. Placówka tworzyła jednak ogromne koszty, więc ją uczelnia zlikwidowała. Prof. Andrzej Bereszyński współpracował blisko z prof. Piotrem Tryjanowskim, a ten z panami Nowakami i może to ten ostatni natchnął myślą zainwestowania w ten teren panów Nowaków, z którymi współpracował w proekologicznym stowarzyszeniu. To jednak tylko nasze niczym nie poparte przypuszczenia.
Oprócz lasu i pól były tam też stawy, pozostałość po dawnych „żelaźniakach”, jak nazwał miejsca dawnego wydobywania rud żelaza (limonitu) mieszkający tam w dzieciństwie pan Mirosław. Potem w tych stawach hodowano ryby, a teraz inwestorzy połączyli je w jeden zbiornik z wyspą pośrodku.
Ab inwestycja mogła powstać, trzeba było zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. Zmieniono go w roku 2011, ale kluczowe dokumenty wydano dopiero w roku 2014. Zanim inwestor otrzymał pozwolenie na budowę musiał uzyskać raport o oddziaływaniu na środowisko, który następnie analizował Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Poznaniu.
W raporcie stwierdzono m.in., że posiadający prawie 48-metrową wieżę obiekt nie będzie negatywnie oddziaływać na środowisko. Słowo „negatywnie” jest tu kluczowe, bowiem każda budowla na środowisko oddziaływuje i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Zamek powstaje na skraju wsi w sąsiedztwie Puszczy Noteckiej, na terenie objętym ochroną Natura 2000. Inwestycja nie byłaby możliwa, gdyby nie zgoda wydana przez profesora poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, Piotra Tryjanowskiego.  – Pomimo iż użytkowanie terenu przeznaczonego pod inwestycję potencjalnie wiąże się z ryzykiem niepokojenia i płoszenia ptaków, poprzez nadmierną jego penetrację, nie można wykazać negatywnego wpływu na żywotność ich populacji w rozpatrywanym obszarze Natura 2000  – czytamy w raporcie, a podpisało go prócz profesora i jednocześnie dyrektora Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu także pięciu innych naukowców.
Choć obszar Natura 2000 nie wyklucza na nim inwestycji, a taki teren chroniony znajduje się też na przykład w Obornikach, warto pamiętać, że prof. Piotr Tryjanowski zasiada w radzie fundacji Fauna Polski powołanej na początku 2017 r., której fundatorem jest inwestor zamku – Paweł Nowak – właściciel firmy DJT. W związku niektórzy znajdą w tym przesłanki poddające w wątpliwość pełną rzetelność opinii wydanej przez wspomnianych naukowców. Tu trzeba dodać, że nigdy nie pojawiła się żadna opinia przeciwna lub poważająca opinię profesora, zatem ta jego jest oficjalnie obowiązująca. Dlatego też pewnie rzecznik Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu przyznał, że – Zastosowane przy budowie pomysły architektoniczne są wystarczające dla ochrony ptaków, których bytność nad Notecią stanowiła podstawę do wyznaczenia obszaru chronionego.
Ostatecznie w roku 2015 opublikowany został raport o oddziaływaniu inwestycji na środowisko na potrzeby RDOŚ w Poznaniu, a autorzy dokumentu zapewnili, że nie ma żadnych przeciwwskazań dla budowy, bowiem nie zniszczy ona ekosystemu.
W sobotę 7 lipca na Twitterze autor raportu przyznał, że zna inwestora i podtrzymuje swoje zdanie o tym, że budowa w Stobnicy nie wpłynie negatywnie na środowisko.
Kolejnym krokiem było już tylko wydanie przez starostwo powiatowe pozwolenia na budowę. Próżno go jednak szukać w Biuletynie Informacji Publicznej Starostwa Powiatowego Oborniki. Powodem jest brak w tamtym czasie takiego obowiązku.
Ruszyły kontrole
Gdy wszystkie oczy zwróciły się w stronę monumentalnej budowy, powstający tam zamek zainteresował stacje radiowe i telewizyjne, a także polityków. Politycy różnych opcji skierowali w stronę Poznania i Obornik liczne kontrole w nadziei „złowienia” jakiejś grubszej ryby z obozu przeciwnego.
11 lipca, w niemal wszystkich ogólnopolskich mediach poinformowano, iż sprawą zainteresowało się na wniosek Ministra Środowiska Centralne Biuro Antykorupcyjne, które pod lupę postanowiło wziąć dokumentację budowy i pozwoleń w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu.
CBA poprosiło o ksera dokumentów związanych z tą sprawą urzędników w urzędzie miejskim i starostwie powiatowym w Obornikach oraz w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego.
Agentom towarzyszyli dziennikarze. Burmistrz Tomasz Szrama wraz z zastępcą wciąż odpowiadali na pytania ,a w ich sekretariacie brakowało miejsca dla „gości”. Wicestarosta Andrzej Okpisz oświadczył, że: Dwa wydziały w starostwie zostały w związku z tą sprawą niemal całkowicie sparaliżowane. Kserokopiarki z w magistracie i starostwie ledwie nadążały z kserowaniem dokumentów.
Minister Henryk Kowalczyk stwierdził: Ochrona polskiej przyrody jest kwestią nadrzędną i dlatego wszelkie postępowania w takich sprawach powinny być prowadzone w sposób przejrzysty i niepozostawiający pola do żadnych wątpliwości. Jednocześnie polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli w podlegającemu mu oddziale w Poznaniu. Agenci CBA wkroczyli więc siedziby Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu blokując niemal jej działanie. Wojewoda nadzorujący dla odmiany Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Obornikach zlecił przeprowadzenia kontroli placu budowy i od minionego wtorku, służby wyruszyły w teren do Stobnicy. Tam stwierdziły jedynie drobne wyjście wykonawcy inwestycji poza ten obszar budowy, który był pierwotnie zaznaczony w planie miejscowego zagospodarowania, jako rejon przeznaczony pod zabudowę usługową. Wykonawca obiecał po zakończeniu budowy teren opuścić i uporządkować.
Telewizje tworzyły co pewien czas sensacyjne newsy. Społeczeństwo komentowało i pytało. Telefon w naszej redakcji był często zajęty. Jedni pytali, a inni informowali.
Tym sposobem dowiedzieliśmy się od pana Piotra, że: Zamek jest z całą pewnością Kulczyka, który sfingował swą śmierć, by tam tajemnie zamieszkać. Pytany o to, jaki cel ma ta mistyfikacja, nieco zwątpił w swe sensacyjne doniesienie.
Lista „uwikłanych” w tę inwestycję polityków ze wszystkich niemal stron sceny politycznej była długa i wciąż rosła. Pytano nas o to, kto wydał zgodę na budowę w rezerwacie? Odpowiadaliśmy najczęściej, że na terenie gminy Oborniki znajduje się tylko pięć rezerwatów: Dołęga o powierzchni 1,17 a powstały w roku 1958, 80-hektarowa Świetlista Dąbrowa utworzona w roku 1998, Promenada o powierzchni 4,4 hektara – rok 1987, Wełna 9,55 hektara założony w roku 1959 oraz powstały o dwa lata wcześniej rezerwat Słonawy o powierzchni 2,92. W Stobnicy żadnego rezerwatu nie ma.
Szrama wyjaśnia.
W związku z zamieszaniem wokół zamku w Stobnicy burmistrz Tomasz Szrama złożył wyjaśnienie: Wszystko zaczęło się w roku 2009, kiedy to inwestor posiadający od kilku lat prawo własności do grunt, na którym planował inwestycję zwrócił się do ówczesnych władz miasta i rady miejskiej o przystąpienie do sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego. 24 czerwca 2009 r. uchwała przygotowana przez burmistrz Annę Rydzewską została podjęta i rozpoczęła się procedura przygotowania planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu w Stobnicy. 13 kwietnia 2010 roku projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla inwestycji w Stobnicy uzyskał pozytywną opinię Gminnej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. 31 maja 2010 roku projekt miejscowego planu zagospodarowania został wysłany do opiniowania i uzgodnienia z właściwymi organami i instytucjami. 10 września 2010 roku Wielkopolska Izba Rolnicza wydaje postanowienie o pozytywnej opinii w sprawie zmiany przeznaczenia gruntów leśnych na cele nierolnicze i nieleśne. 8 listopada 2010 roku Marszałek Województwa Wielkopolskiego podejmuje decyzję o wyrażeniu zgody na przeznaczenie gruntów leśnych o powierzchni 2,69 ha na cele nierolnicze i nieleśne.
5 września 2011 roku projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego został wyłożony do publicznego wglądu od 5 września do 5 października 2011 roku. W tym czasie została przeprowadzona dyskusja, na którą nikt nie przybył. W wyznaczonym ustawowo terminie nikt nie złożył swoich uwag do projektu miejscowego planu. W listopadzie 2011 roku nowym burmistrzem zostaje Tomasz Szrama, a legislacja przygotowania planu zagospodarowania przestrzennego pod głosowanie radnym właściwie dobiegła końca.
Szrama postanawia jednak przesłać projekt planu do organów wojewódzkich, chcąc mieć pewność, że procedura, w której nie brał udziału bowiem był wówczas dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w Obornikach, przeprowadzona została prawidłowo.
Nikt nie wnosi żadnych zastrzeżeń. 24 października 2011 roku Rada Miejska w Obornikach uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu w Stobnicy. Plan został uchwalony dla terenu o łącznej powierzchni ca 54 ha, z czego 6% przeznaczono pod zabudowę. Procedura sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego została przeprowadzona zgodnie z przepisami ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
W 2015 roku RDOŚ wydaje pozytywną opinię środowiskową, a następnie pozwolenie na budowę wydaje starostwo powiatowe w Obornikach. Budowa zamku w Stobnicy stała się wiodącym tematem ogólnopolskich mediów w minionym tygodniu.
Jak zakończy się sprawa tajemniczego zamku, pewnie nieprędko się dowiemy, ale już teraz widać, że próbuje się z niej zrobić niepotrzebnie sprawę polityczną.
Koniec sensacji.
Wreszcie inspektorzy zakończyli swoje kontrole, a werdykt brzmi jasno: kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości jedynym błędem było podanie roku 2104 jako początek budowy. Sposób prowadzenia budowy określono jako „pedantyczny”.
Inspektorzy potwierdzili jedynie, że: Zaplecze budowy wykracza poza jej plan, ale wykonawca zapewnił, że po zakończeniu robót nie zostanie po nich żaden ślad.
Budowa zamku może być zatem kontynuowana.
Mieszkańcy Stobnicy.
Pytaliśmy wielu stobniczan o sąsiedztwo zamku i żadna osoba nie narzekała. Pani Mariola powiedziała: Jesteśmy za tym, żeby zamek zbudowali. Budowa nam nie przeszkadza, nie ma żadnych hałasów. Mieszkaniec Stobnicy zastanawiał się: Kto miałby tam mieszkać, skoro w okolicach jest tylko las, a do Poznania trzeba jechać ponad godzinę? Gdy go zapytaliśmy – czy on byłby zainteresowany przeprowadzką – zapytał tylko – albo mi źle w mojej chałupie?
Wedle pani Marii Sahan, sołtysa wsi – To Paweł to buduje, Paweł Nowak. Ma wszystkie pozwolenia. Nawet pytał się mieszkańców, czy chcą tu takiej inwestycji. Jeździł po okolicznych domach, pytał mieszkańców. Były długie konsultacje. No i wszyscy się zgodzili.
Podczas ubiegłotygodniowej narady sołtysów pani Maria stwierdziła, że: -Takie sąsiedztwo może tylko wsi pomóc, może być z niego korzyść. Liczy na to, że z pozostałego materiału uda się wybudować w Stobnicy rynek. Użytkownicy zamku będą dbać o utrzymanie drogi, o której zarządca często zapomina.
Obecny podczas narady burmistrz Tomasz Szrama zażartował: Dzięki Stobnicy ziemia obornicka stanie się w tym roku centrum turystycznym Wielkopolski.
Głos w sprawie Stobnicy zabrało też Nadleśnictwo Oborniki. W oficjalnym komunikacie przypomnieli, że: Sprawa gruntu przeznaczonego pod inwestycję od ponad 20 lat nie dotyczy Lasów Państwowych. Plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu został uchwalony i opublikowany w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego nr 357 poz. 6308, stanowiącym załącznik 1 do uchwały nr XIV/143/11 Rady Miejskiej w Obornikach z dnia 21 października 2011 roku.  Ponadto wyjaśnia się, że nie sprawuje nadzoru nad lasami prywatnymi w tym obszarze od ponad 20 lat. Starostwo w Obornikach wykonuje ten obowiązek bezpośrednio. Nadleśnictwo Oborniki nie udostępnia żadnych dróg leśnych pozostających w zarządzie Nadleśnictwa na cele wspomnianej budowy.
Na koniec ekolodzy.
Stowarzyszenie zajmujące się ochroną przyrody obiecało, że : Za 500 sojowych parówek obronią Puszczę Notecką. Na ich liście jest jeszcze: 100 kilogramów cieciorki, Volkswagen rocznik ’98, czy wędzone tofu na niedzielę. Ekolodzy z Obozu dla Puszczy w ten sarkastyczny sposób odnieśli się do zarzutów, że nie blokują budowy zamku w Puszczy Noteckiej.
Aktywiści, znani z kilkumiesięcznej batalii w Puszczy Białowieskiej, wystosowali list list otwarty skierowany do ministra środowiska Henryka Kowalczykai premiera Matusza Morawieckiego. Fragment listu brzmi: Powodowani wyższą koniecznością, jesteśmy w stanie zablokować wskazaną inwestycję budowlaną, której Państwo i władza nie kontrolują, nie wiedzą o niej, dowiadują się o niej po fakcie.
Tu cała sprawa skręca wyraźnie w kierunku krytyki rządu, a to nie ma niczego wspólnego z tym artykułem i stobnickim zamkiem. Jeżeli ziemi obornickiej przybyła tak „głośna” inwestycja, to lepiej się z niej cieszyć, a jak się uda, to skorzystać.

Podobne artykuły