Stosy płoną a opłata za wywóz śmieci musi poszybować w górę

RYCZYWÓŁ. Płoną w całym kraju wysypiska śmieci, a na płonącej „kupce” z 50 tys. ton odpadów można zarobić nawet kilkanaście milionów – wyliczają znawcy problemu, więc temat śmieciowy stał się nomen omen palący.
Również z tego powodu do Ryczywołu przybył prezes Zakładu Zagospodarowania Odpadów Nowe – Toniszewo – Kopaszyn, Waldemar Szygenda, gdzie ostatecznie lądują ryczywolskie śmieci.
Drugim powodem jest to, że prezes uzyskał właśnie absolutorium i jest nadal prezesem spółki „śmieciowej”. Należy do niej 15 gmin, w tym Ryczywół. W zakładzie zagospodarowania odpadów sortuje się odpady w ilości ponad 40 tys. ton rocznie i jest to niestety trochę za dużo, bo miało być ich do przerobienia maksimum 35 tysięcy, więc zakład robi bokami, rzędna odpadów na pryzmie rośnie, a wojewoda podnosi opłaty i trzeba będzie je podnieść także dostawcom owych śmieci.
Góra odpadów rośnie bo z 438 ton PET i innych plastików niewiele da się przetworzyć na paliwo. To jeden z niewielu sposobów ich zagospodarowania. Jeszcze niedawno każdy kawałek tworzywa kupowali Chińczycy, lecz od początku tego roku powiedzieli Europie basta i nie biorą już nic. W tej sytuacji zakłady bez nowoczesnych spalarni mają poważne problemy z pozbyciem się hałd plastików i jak napisaliśmy na wstępnie, niemal co tydzień wybucha gdzieś w kraju pożar.
Wedle słów Waldemara Szygendy: W Polsce zbiera się dwa razy plastików, niż kraj jest w stanie przetworzyć. W ten sposób nie wykonuje się dyrektyw europejskich i będzie z tym problem.
W Kopaszynie nie jest wcale lepiej. Nie są w stanie sprzedać ani przetworzyć nawet połowy tworzyw, które do nich wpływają. Znacznie łatwiej wychodzi im kompostowanie odpadów zielonych.
Resztę się sortuje, zagospodarowuje lub odkłada w formie balastu do ponownego sortowania, gdy tylko pojawi się szansa na zagospodarowanie kolejnej porcji. Po selekcji balast prasuje się w kostki i wysyła do Żnina, tam wysuszona masa idzie do jednej z cementowni pod Inowrocław.
Tak czy inaczej na składowisku zostaje na koniec ok. 33 % wszystkiego co trafi do Kopaszyna.
Obecny podczas spotkania z prezesem przewodniczący rady gminy Michał Bogacz zapytał Waldemara Szygendę o to jakie są szanse na zmniejszenie owych 33% odpadów idących na „wielką kupę”. Prezes przyznał, że można by zmniejszyć ilość składowanego balastu, ale potrzebne są poważne inwestycje, a to się wiąże z ogromnymi pieniędzmi.
Tu trzeba wyjaśnić, że gmina Ryczywół ma w spółce zaledwie ok. 5% udziałów i nie może dyktować jej polityki cenowej.
Ubiegły rok działalności spółki skończył się co prawda zyskiem, ale niewielkim i raczej „papierowym”.
Zysku było wszystkiego 493 tys. złotych na czysto, więc owe 5% przyniosło gminie niecałe 25 tys. złotych. To bardzo niewiele w porównaniu do kosztów kolejnych inwestycji.
– Ten rok zapowiada się finansowo znacznie gorzej – ostrzegł prezes Kopaszyna i dodał bez ogródek: Trzeba będzie pomyśleć o podwyżce cen za odbiór śmieci. Opłata za tonę wzrosła nam z 279 na 320 złotych. Gmina powinna przyzwyczajać mieszkańców do nadchodzącej podwyżki, bo jak nie będzie ona wprowadzana płynnie, to będzie potem taki skok, że aż zaboli.
Tymczasem nadchodzą wybory samorządowe i żaden wójt, burmistrz czy prezydent miasta cen śmieci wyborcom nie podniesie, jeżeli myśli o reelekcji.
Trzeba się więc z dużym prawdopodobieństwem spodziewać więc takiej podwyżki, po wyborach – i od razu pewnie dość sporej.
Dlaczego śmieci pójść muszą w górę? Bo rośnie ich ilość, a zwłaszcza ilość gabarytów i to podwójnie a nawet znacznie więcej.
Wedle prezesa: To nieprzewidziany wcześniej efekt programu 500+, bo rodziny wymieniają meble na nowe a stare wyrzucają, bo remontują mieszkania pozbywając się starych sprzętów. Trzeba będzie podnieść cenę gabarytów.
Tak robi się problem śmieciowy i jest fala pożarów. Palą się różne odpady, a najczęściej magazyny z odpadami europejskimi, bo Chiny od nikogo już nie odbierają plastików i temu podobnych materiałów. – Palą się też gabaryty – poinformował prezes Waldemar Szygenda dodając: A na takim pożarze można zarobić 10 do 12 mln złotych. Większość pożarów wybucha w soboty po godzinie 23. Wcześniej starosta danego powiatu wydaje pozwolenie na składowanie odpadów, zakłada się spółkę z kapitałem 5 tys., wybiera na prezesa 19-letnią dziewczynę bez majątku, lub naiwnego staruszka, właściciele w czasie „zaprószenia ognie” są zagranicą, brak jest monitoringu a ewentualne kary są śmiesznie niskie i głównie finansowe.
Palą się też ostatnio wyposażenia aut na złomowiskach samochodów. Metal trafia na złom, reszta to tworzywa i te się palą. Minister objechał kilka pożarowisk i stwierdził, że potrzebna jest zmiana ustawy, co spowoduje wzrost kosztów firm legalnych bez szkody dla firm z szarej strefy.
Wedle prezesa Zakładu Zagospodarowania Odpadów problem śmieciowy mają także rolnicy: Rolnicy zostali wykolegowani, folii rolniczych już nie odbiorą jako odpad komunalny, ale jako odpad z działalności gospodarczej. Nie wiem co mam z tym zrobić – powiedział zakłopotany prezes.
Odpady po nawozach powinni odbierać producenci, ale niestety nie odbierają. Rolnik może odstawić folie do spalarni ale musi zapłacić 200 złotych od tony za ich spalenie.
Sołtys Skrzetusza, Marian Głów obawia się, że folie rolnicze trafię jak dawniej do rowów.
Na razie folie i im podobne odpady z gospodarstw rolnych trafiają do Punktów Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych, zwanych PSZOKAMI. Są to jednak odpady przemysłowe, więc nie powinny, bo to miejsce na odpady komunalne.
Według słów samegp prezesa, skierowanych do radnych: Odpady zielone w pojemnikach są dla nas o 25% tańsze niż w workach, które trzeba rozcinać. Trzeba będzie wprowadzić jednolity system.
Prezes mówi o „ujednoliceniu” a brzmi to – „będzie drożej” – Ogromnym problemem są też popioły, tu też będą potrzebne regulacje. To znów ostrzeżenie – „łapcie się za portfele”.
Ubiegłotygodniowa wizyta prezesa Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Kopaszynie była z pewnością cenna, bo wniosła wiele informacji oraz wyjaśniła obecną sytuację całego sektora śmieciowego. Była też ostrzeżeniem dla mieszkańców gminy, którym sąsiedzi do niedawna zazdrościli niskich cen za wywóz śmieci, a to się najwyraźniej kończy.
Jeżeli ktoś jednak wciąż czuje niedosyt wiedzy na temat śmieci, ich selekcji oraz samego zakładu w Kopaszynie prezes Waldemar Szygenda zaprasza 9 września do Kopaszyna, gdzie od godziny 15:00 rozpocznie się festyn rodzinny. Będzie można zwiedzić zakład a on zadba o poczęstunek w postaci chleba ze smalcem i temu podobnych pyszności.

Podobne artykuły