Kolejki do lekarzy się wydłużają, a pacjenci narzekają i uciekają

POWIAT OBORNICKI. Aktualna sytuacja w służbie zdrowia na terenie powiatu obornickiego optymizmem nie napawa.
Relacjonująca ją Urszula Bak, naczelnik wydziału obywatelskiego starostwa powiatowego oświadczyła: Kolejki do lekarzy, jak były tak są niestety nadal. Nic nie uda się załatwić „od ręki”, a przeciętne oczekiwanie na wizytę trwa od 2 do 3 miesięcy i nic się w tym względzie nie poprawia. Najdłużej trzeba czekać na wizytę u stomatologów. U innych specjalistów lepiej nie jest. Kolejki się wydłużają, sytuacja się nie poprawia.
Wśród powodów jest brak lekarzy, brak pieniędzy na zakup ich porad, czy jak twierdzi dyrektor SP ZOZ Małgorzata Ludzkowska, niewiedza lekarzy pierwszego kontaktu.
Przykładem tu może być sprawa pilnej kolonskopii zaleconej panu Andrzejowi z Bąblińca przez specjalistę na cito po ponad półrocznym oczekiwaniu na wizytę. Mając poważny problem i skierowanie muszę czekać grubo ponad pół roku.
Małgorzata Ludzkowska twierdzi, że: Lekarze rodzinni są niedoinformowani i niepotrzebnie pan Andrzej czeka. Lekarz leczący pacjenta w szpitalu zadecyduje o takim badaniu. Resztę badań wykonuje się w ambulatorium i lekarze to powinni wiedzieć i nie kierować do szpitala.
Tu pojawia się problem kierowanie do szpitala, bo trafić tam wcale nie łatwo i nic szybko się nie da.
Radny gminy Rogoźno Krzysztof Nikodem opowiadał o swych perypetiach związanych z ratowaniem rannego człowieka. Gdy mieszkańcy Rogoźna skarżyli mu się na wielogodzinne oczekiwanie w izbie przyjęć na ratunek, nie dowierzał. Wreszcie przyszła jego kolej. – Zawiozłem do szpitala rannego z uszkodzoną nogą. Przyjął go pielęgniarz w budynku oddalonym od chirurgii i odesłał do innego budynku, by obejrzał go lekarz. Ten wysłał pacjenta do izby przyjęć. Stamtąd go odesłano do małego budynku do innego lekarza. Ten wysłał rannego do kolejnego budynku na prześwietlenie, po którym pacjenta odesłano znów do lekarza, u którego już był. Razem było to sześć wizyt u lekarzy, by opatrzyć pacjentowi nogę.
Słuchająca tego Urszula Bak stwierdziła – Cóż, taka jest procedura. Krzysztof Nikodem jednak się z nią nie zgodził, bo jak stwierdził – Sami lekarze są tą sytuacją zaskoczeni. Jeden z nich pytał, po co tego człowieka mu odesłano.
Urszula Bak nie odniosła się do jego słów twierdząc: Nie jestem kompetentna. Oświadczyła jednak, że trzeba w izbie przyjęć swoje odczekać, bo tak ma być. – Pacjent ma czekać w izbie sześć godzin, potem zapada decyzja o jego przyjęciu.
Ostrzegła też, że: Będą jeszcze większe problemy, bo trwa rozbudowa i przebudowa izby przyjęć. Trwają prace budowlane i będzie więcej utrudnień i tak to będzie wyglądać do końca roku.
Zdaniem burmistrza Romana Szuberskiego: W obornickim szpitalu zbyt długo się czeka. Burmistrz ma jednak tę wygodę, że do Wągrowca mu bliżej niż do Obornik. Cóż mają powiedzieć oborniczanie, którzy mogą uciekać jedynie do Szamotuł lub Poznania.
Tak też zrobił mężczyzna, któremu piła niemal obcięła palec. Pognał z wiszącym palcem do obornickiego szpitala, a tam zapadła decyzja o amputacji. Pacjent jest muzykiem, więc palca było mu szkoda. Na amputację się nie zgodził i pojechał do szpitala w Poznaniu. Tam palec mu lekarze przyszyli i dziś jest on już sprawny.
Pochwał dla obornickiej lecznicy jest tyleż samo co skarg. Pacjenci z powiatu obornickiego muszą jednak pamiętać, że mimo rosnącej wciąż bryły, jest to wciąż malutki szpital powiatowy o minimalnych referencjach. Na dodatek w szpitalnym państwie powstały niezależne księstwa rządzone absolutnie i bez znajomości lepiej się nie zbliżać.
Bez względu na ilość warstw świeżej farby nałożonej na stare mury, brakuje w lecznicy specjalistów, przemęczony personel dorabia w nim na kolejnym etacie, a dyrektor podlicza wciąż straty.
Nierzadko więcej można uzyskać w przyszpitalnej kaplicy, niż tkwiąc godzinami przed izbą przyjęć.

Podobne artykuły