Bez pomocy dobrych ludzi trudno będzie im przetrwać

GMINA OBORNIKI. Pan Przemysław cierpi na epilepsję i cukrzycę. Jego żona Kamila i dwie córki, 13-letnia Michalina i 11-letnia Zuzanna, mają genetyczną chorobę Recklinghausena. Rodzina utrzymuje się z niespełna pięciohektarowego gospodarstwa. Nie głodują, jednak ciężkie choroby wymagają ponoszenia coraz większych kosztów i trudno im sobie z nimi poradzić.
Państwo Kamila i Przemysław Schulz opowiedzieli swoją historię, pełną nieszczęść, bólu, wyrzeczeń, ale też ogromnej miłości i poświecenia.
Gdy Kamila Schulz zauważyła, że z jej organizmem dzieje się coś niedobrego, lekarka zbagatelizowała to. Lekarz, który przyjął ją prywatnie zlecił wykonanie wymazu i badań. Po dwóch dniach była diagnoza. Lekarze nadal lekceważyli jej problem i coraz bardziej widoczne zmiany na ciele. Uwierzyła im. Dostała skierowania do specjalisty. Na wizytę u endokrynologa musiała czekać ponad dwa lata. Zaszła w tym czasie w ciążę, potem znowu. Gdy nie było poprawy, w bydgoskim szpitalu dowiedziała się, że nie tylko ciężko choruje, ale jest też nosicielem groźnej choroby Recklinghausena, genetycznie przenoszonej na dzieci. – Gdybym wcześniej o tym wiedziała, zrezygnowałabym z posiadania potomstwa.
Obie córki chorują. Jedna z nich ma ogromne zmiany na ciele, w tym na głowie i twarzy. Nie można tego wyleczyć. Można jedynie operować i znów operować. Tych operacji było już wiele. Wszystkie poważne i wszystkie skutkujące ogromnym cierpieniem. Pomiędzy operacjami były badania i zabiegi. By mieć choć cień wyobrażenia o ciężarze choroby wystarczy powiedzieć, że jedna z dziewczynek była w ciągu dwóch lat aż 40 razy poddawana narkozie, docierając tą drogą na skraj ludzkiej wytrzymałości.
U drugiej z dziewczynek najwięcej zmian widać na nogach. Jej dziecięcym marzeniem jest ubranie butów sportowych typu adidas. Opuchlizny, zmiany i paprzące się bolesne blizny pooperacyjne na to nie pozwalają.
Życie państwa Schulz zamyka się pomiędzy domem a szpitalami.
Dziewczynki przy tych wszystkich problemach świetnie się uczą, a pani Kamila mówi: – Jesteśmy mimo wszystko szczęśliwi, bo mamy siebie.
Rodzinę objął opieką Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Sztywny gorset przepisów nie pozawala jednak bogatej gminie przekazać państwu Schulz takich środków, by wystarczało im na prywatne badania i wizyty lekarskie, bo na te bezpłatne muszą zbyt długo czekać. Na rehabilitację, której NFZ w porę nie zabezpiecza. Na przejazdy do bydgoskiej kliniki, które nie są przez państwo refundowane.
Jak wygląda pomoc państwa osobom niepełnosprawnym jest powszechnie wiadome.
Burmistrz Obornik wraz z zastępcą oraz Ośrodek Pomocy Społecznej zorganizowali za zgodą rodziny z Sycyna konferencję, by uzyskać dla państwa Schulz dodatkową i stałą pomoc, bo nie chodzi tu o pomoc jednorazową. Już pomaga rodzinie Stowarzyszenie Wspólnota Wolontariuszy Hospicyjnych „Ludzki Gest”. Wspierają ją sąsiedzi z sołtysem na czele. Ogromną pomoc niesie im szkoła w Chrustowie. Potrzebna prócz pomocy rzeczowej jest jednak też pomoc materialna. Zostało już uruchomione przez „Ludzki Gest” konto bankowe, na które można wpłacać na rzecz rodziny z Sycyna pieniądze.
Jego numer to: 13 1140 2004 0000 3102 7708 5624 z dopiskiem RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ. Jeżeli ludzie o wrażliwym sercu wesprą rodzinę, dadzą jej szansę na przetrwanie.

Podobne artykuły