Plaga fotografów i nieporozumień wynikających z urzędniczej arogancji

GMINA OBORNIKI. Od pewnego czasu jacyś osobnicy fotografują zza płotu domy i obejścia rolnicze. – Kto to robi i czemu to służy – pytali burmistrza Tomasza Szramę mieszkańcy Łukowa, Żernik, Bąblińca i Bąblina.
Może to jakaś mafia, może zwykli złodzieje, a może to sam burmistrz nakazał, żeby nas złupić podatkami? Szybko się na szczęście okazało, że cel jest zbożny, choć wykonanie fatalne.
Robienie zdjęć zleciło warszawskiej firmie obornickie starostwo powiatowe dla aktualizacji posiadanych map. Burmistrz poprosił o wyjaśnienie całej tej sprawy pracującą w powiatowym wydziale geodezji Joannę Tecław. Wedle jej słów – zaskoczenia być nie powinno, bo na początku grudnia wywieszone zostały w starostwie i w gminie kartki z odpowiednią informacją i to powinno wystarczyć. To jedyna forma informowania i nie musimy już robić nic więcej.
Burmistrz był zdania odmiennego: Uważam, że nie powinni się skradać jak złodzieje, ale przedstawić się, poinformować, kto i co zlecił i byłoby wszystko jasne. Joanna Tecław zgodziła się z nim, że: błędem ze strony fotografów było to, że nie zgłaszają się u sołtysów. Jednak po chwili dodała: Ale nie muszą tego robić.
Wyjaśniła też, że będą fotografować dwie ekipy, po obu stronach Warty. Zakład usług geodezyjnych z Warszawy wysłał swych fotografów, ale oni się gubią, bo nie znają gminy. Obywatele winni ich naprowadzać na budynki, których tamci nie dostrzegli. – My, jako starostwo, nie żądaliśmy tych zdjęć, to ich inicjatywa, bo to im ułatwia pracę. Na podstawie zdjęć widzą, ile dany budynek ma kondygnacji i jakie ma pokrycie dachu. Zdjęcia są też dowodem w ewentualnych sporach – tłumaczyła pani Joanna obornickim sołtysom. Ci byli jednak sceptyczni co do działań powiatu.
Dorota Schilke z Kiszewa zarzuca geodetom ogromny bałagan. – Mają w ewidencji nasz nowy dom i przybudówkę, a 150-letniego budynku chlewni nie mają. Jeżeli mieszkańcy wsi nie uczestniczą w pracach geodetów, to są potem błędy, więc zamiast fotografować z ukrycia warto się zgłaszać do mieszkańców.
Marek Tecław ze Świerkówek stwierdził: Fotografowie chodząc w terenie powinni mieć widoczne oznaczenia. Nie zgodziła się z nim Joanna Tecław: Geodeta nie musi mieć kamizeli ani kasku, ale upoważnienie od starosty. Pan Marek zauważył: Tego nie widać, bo noszą upoważnienia w kieszeni. Mój pomysł jest wart przemyślenia, bo posłuży wszystkim.
Tomasz Szrama zauważył: Musicie mieć harmonogram prac. Pani Joanna odparła: Nie musimy. Zmieniają się warunki pogodowe i trudno będzie planować, więc pracują luźno, a starosto nie ma na to wpływu.
Tomasz Szrama z zaskoczeniem odparł: Dziwni mnie to, dla nas też pracują firmy prywatne, ale zawsze żądamy harmonogramu lub go sami im wyznaczamy. Jeden z wynajętych przez was fotografów działa tak bezmyślnie, że robi zdjęcia zza płotu, a jak ktoś wychodzi z domu, to on się chowa w samochodzie niczym jakiś idiota. Nie wiem dlaczego starostwo tak straszy ludzi, ani ta akcja nie jest dobrze realizowana ani nagłośniona, a potem chodzą plotki, że chcemy podnieść podatki i zupełnie niepotrzebne, bo to nieprawda. My podatków nie podniesiemy, a cała wina spada na nas.
Namawiał ją o rozsyłanie pism do sołtysów, bo wysiłek niewielki, a sołtysi powiadomią mieszkańców.
O właściwe informowanie społeczeństwa dopraszał się też Paweł Dreger. – Obywatele nie chodzą aż tak często do urzędów, by sprawdzić czy wisi tam jakaś nowa kartka w prawie fotografowania. Ja sam raz na dwa tygodnie czytam to co wisi w korytarzu urzędu. Lepiej powiadomić sołtysów, a ci mieszkańców, to będzie lepiej. Okażcie nam szacunek, my przekazujemy obywatelom wieści miłe i niemiłe. Na koniec ostrzegł: Niedługo będą wybory, które dotyczą też pani szefa.
Zdaniem Andrzeja Ilskiego, akcja jest chaotyczna i źle przygotowana. Powinna być poprzedzona akcją informacyjną, by ludzie wiedzieli jak reagować. – U mnie był taki jeden i pytał co to za budynek, kiedy był zbudowany. Mam budynek, w którym była chlewnia, teraz jest gospodarczy, a będzie sam nie wiem. Jak go sklasyfikujecie? Ile zapłacę? Ja nie znam roku budowy, nie pamiętam tego tak szczegółowo i nie mam czasu na sprawdzenie.
Pan Andrzej znalazł u pani Joanny Tecław zrozumienie, ponieważ i ona uważa, że lista dotycząca budynków rolniczych jest zbyt długa, każdy ma swoją klasyfikację, kiedy był budowany? – Tego nie rozumiem, po co te pytania, ważna jest powierzchnia, funkcja, ilość kondygnacji. Jako geodeci zgadzamy się, że 33 pozycje do wypełnienie to nazbyt dużo, są niepotrzebne, ale ustawodawca tak postanowił. Taki spis będzie przez dwa tygodnie wyłożony do wglądu w starostwie i można będzie tam wnosić zmiany. Potem zostanie ogłoszony i wtedy znów 30 dni będzie na weryfikację danych, a potem zmiany będą kosztowne.
Tomasz Szrama zaproponował, by zaprosić kogoś z nadzoru budowlanego, aby wyjaśnił kwestię starych, niezalegalizowanych budynków i powiedział co z tym zrobić, aby było dobrze i bezproblemowo. – Będziemy pośredniczyć w przepływie informacji od starostwa do mieszkańców.
Joanna Tecław zaproponowała spotkanie z „fotogeodetami” podczas zebrań wiejskich.
To jednak sugestia zbyt późna, bo część takich zebrań już się odbyła. Lepszym wyjściem będzie zgłaszanie się do sołtysów, a ci powiadomią o akcji mieszkańców. Jeżeli urzędnicza arogancja ustąpi przed ludzką życzliwością, skorzystają na tym wszyscy.

Podobne artykuły