Pożyczkomanka w magistracie

OBORNIKI. Jedna z urzędniczek obornickiego magistratu „pożyczyła” sobie z powierzonej jej pieczy kasy 2100 złotych.
Były to pieniądze pozostałe po pewnym przedsięwzięciu opłacanym w części gotówką i winne były po rozliczeniu wrócić do banku. Wrócić nie mogą, bo ich nie ma.
Nie ma ich, bo pożyczyła je sobie urzędniczka Monika, a idąc na „chorobowe” zadzwoniła z domu do koleżanek prosząc, by się nie denerwowały, bo to ona je sobie pożyczyła, ale jak wróci do pracy to odda – obiecała pani Monika.
Panie z wydziału pani Moniki podliczyły mimo braku kasę i okazało się, że poza brakującą kwotą 2100 brakuje jeszcze dodatkowo 10 złotych. Niby niewiele, wobec pożyczki, ale zawsze jednak manko. Zadzwoniły do pani Moniki, a ta przypomniała sobie, że – tę dychę też sobie pożyczyłam, ale oddam z całą resztą.
Gdy poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie władze gminy Obornik usłyszeliśmy, że dopiero nasza redakcja zwróciła uwagę na karygodny fakt.
Pani Monika właśnie się żegna w urzędem a w ogóle – oficjalnie nikt w urzędzie takiego zdarzenia nigdzie nie zgłosił. Oczywiście niedopuszczalne jest takie zachowanie urzędnika i gdyby do takiego doszło na pewno wyciągnęlibyśmy stosowne konsekwencje.
Nasza redakcja nieformalnie dowiedziała się, że pani Monika nie obawia się konsekwencji swej „pożyczki” (używamy tego słowa jako eufemizm bo mowa tu o zwyczajnej kradzieży), gdyż i tak ma zamiar zmienić pracę. Choć nie udało się nam dowiedzieć, gdzie się ma zamiar przenieść, to jednak próbujemy zgadnąć, że zapewne do któregoś z banków. Tam dopiero będzie można sobie pożyczać i pożyczać.

Podobne artykuły