Czarne dymy to nie zawsze śmieci

OBORNIKI. Co jakiś czas ktoś informuje władze Obornik lub naszą redakcję o paskudnie dymiących kominach. Wśród adresów powtarzają się takie, jak budynek wielorodzinny przy ulicy Czarnkowskiej, obiekt należący do gminnej spółdzielni czy budynek ośrodka kultury. Wszystkie te adresy zna doskonale straż miejska i choć palących w piecach różne świństwo w Obornikach nie brakuje, to akurat w tych wymienionych miejscach nigdy niczego niezgodnego z przepisami nie stwierdzono. Pod wymienionymi adresami palą w kotłach zawodowi palacze, którzy nie mają żadnego interesu, by spalać coś innego niż węgiel.
Tu warto pamiętać, że w Polsce nadal nie ma norm na węgiel, więc to co można dostać z kopalnianego składu, od dobrego węgla czasami bardzo się różni.
Częściej śmieci palą się na wsiach niż w miejskich kotłowniach. Bywa tak, że skarga na sąsiada staje się zasadna, ale problem jest z dowiedzeniem mu palenia w piecu czymś innym niż określone przepisami materiały opałowe, do których nie należą papier z kolorowych gazet czy poobiednie resztki.
Co innego złapanie kogoś na gorącym uczynku, tak jak miało to miejsce niedawno w Rożnowie.
Tam telefon od sąsiadów uruchomił straż miejską, a strażnicy po przybyciu pod wskazany adres stwierdzili, że mieszkaniec jednej z posesji palił na podwórku stare plastikowe węże, opakowania z tworzyw sztucznych, gumę i inne odpady, a pytany o to, dlaczego tak robi, zamiast te śmieci wrzucić do pojemnika na plastik odparł, że sam nie wie. Teraz solidny mandat będzie mu przypomniał o tym, że nie należy smrodzić sąsiadom tym, czego samemu nie chciałoby się wdychać.

Podobne artykuły