Stanęła budowa budynków komunalnych

Stanęła budowa budynków komunalnych

OBORNIKI. Jeszcze w kwietniu tempo na budowie przy ulicy Łukowskiej, gdzie powstają cztery budynki z 32 mieszkaniami było całkiem obiecujące, a przedsięwzięcie nie zagrożone.
Całość miała być gotowa do końca lipca, ale na przeszkodzie miały stanąć deszcze. Zleceniodawca, czyli gmina Oborniki aneksowała na wniosek wykonawcy umowę przesuwając termin oddania inwestycji do 10 września. Wykonawca 9 września ponownie wnioskował o przedłużenie terminu. Burmistrz poprosił w tej sytuacji o harmonogramu prac, jednak go nie otrzymał. Zamiast tego wykonawca wycofał się z placu budowy, ogłaszając jednocześnie upadłość.
Takie przypadki już się zdarzały, choć bardzo rzadko. Swego czasu w ten sposób wycofała się firma rozbudowująca szkołę w Chrustowie, a potem firma budująca pomieszczenia socjalne przy OCS. W tym konkretnym teraz przypadku wykonawca bankrut będzie się prawdopodobnie starał dowieść, że winnym jest sama gmina Oborniki, która zezwoliła na wejście w pobliże placu budowy gazownikom przygotowującym zasilanie baraków gazem.
Według Jacka Glapiaka: Ich argumenty są łatwe do storpedowania. Zatarg na linii budowlańcy-gazownicy, nie ma nic wspólnego z gminą, bo gazowników wysłała firma PGNiGE, a budowlańcy przekazali im plac budowy bez pośrednictwa gminy. Także podnoszony problem wzrostu cen za przyłącze nie obejmuje gminy. Sieć gazowa jest mimo tych zawirowań gotowa, wystarczy umieścić skrzynki gazowe na murach, co nie koliduje z resztą prac budowlanych. Gminny architekt wyliczył, że prace przy podłączeniu gazu nie trwały długo, a jednak żaden z czterech budynków nie jest skończony.
Według Jacka Glapiaka: Jeden z budynków jest w stanie surowy, reszta nie ma instalacji grzewczej, a złe relacje z podwykonawcą nic nie zmieną. Brak wszelkich wykończeń, białego montażu, brak stolarki wewnętrznej, a jakość tynków wewnętrznych nie zdaje egzaminu, jest konieczne ich osuszenie.
Tymczasem, gdy burmistrz zastanawiał się na tym, czy by nie przedłużyć terminu budowniczym, choćby dla świętego spokoju i by dokończyli dzieła, na które czeka ponad 30 rodzin, z budowy odeszli pracownicy, a ci którzy się pojawiali, to jedynie po to, by załadować i wywieść z placu budowy pozostawione tam materiały.
Tu trzeba wyjaśnić, że materiał był wykonawcy, z wyjątkiem tego wbudowanego. W trakcie kończenia kolejnych etapów prac dokonywano ich odbiorów częściowych, za które gmina zapłaciła.
Teraz sprawę przejęli prawnicy. Burmistrz spodziewa się z dokumentu regulującego aktualny stan faktyczny z intencją obarczenia gminy odpowiedzialnością za to, że prac nie dokończono. Więc albo teraz ubiegnie wykonawców i mu wypowie, albo przedłuży termin nawet o te niezawinione przez gminę dni kolizji z budową przyłączy gazowych.
Warto też mieć świadomość, że odstąpienie od budowy skazuje winnego na zapłacenie 10% wartości inwestycji. W tym konkretnym przypadku, to ponad 400 tysięcy złotych. Tak już czysto teoretycznie, taka strata może się wykonawcy nawet paradoksalnie opłacić.
Nagły wzrost cen na materiały budowlane mógłby spowodować większą stratę, przetarg i umowa na wybudowanie czterech budynków takiej zwyżki nie zakładała.
W tej sytuacji optymalnym wyjściem byłoby bankructwo, bo można uniknąć zapłacenia ZUS-ów, podatków, czy odpraw pracownikom.
Jak jest w tym konkretnym przypadku, tego nie wiadomo, pewnym jest tylko to, ze 32 rodziny, które liczyły na mieszkanie, będą musiały uzbroić się w dużą dawkę cierpliwości, aż gmina nie wyprostuje spraw z wykonawcą, ewentualnie pozyska nowego, a ten okaże się na dodatek terminowy.

Podobne artykuły