Ginekologia bez limitu

OBORNIKI. Do redakcji zgłosiła się nasza czytelniczka, by opowiedzieć nam swoją historię.
Po stwierdzonej przez lekarza dolegliwości uzyskała informację o konieczności zabiegu ginekologicznego. W obornickim szpitalu ustaliła więc termin zabiegu i cierpliwie czekała. Gdy przyszedł dzień operacji, zapakowała do torby niezbędne w takim przypadku rzeczy i stawiła się w izbie przyjęć. Tam ku pełnemu zaskoczeniu usłyszała, że termin owszem, ale nie ma już na ten rok limitów, więc może wracać do domu. Nasza czytelniczka załamana tym poprosiła nas o wyjaśnienie tej sprawy, a nam nie zajęło to wiele czasu.
Tajemnicą poliszynela jest bowiem to, że ordynatorka oddziału ginekologicznego (z Poznania), przyjmuje w Obornikach „swoje” poznańskie pacjentki. Tu wykonuje im zabiegi z puli zabiegów zakontraktowanych przez obornicki szpital na potrzeby mieszkanek powiatu obornickiego. Pacjentki zapobiegliwej pani doktor często nawet nie są hospitalizowane w szpitalu, wybierając lokalny hotel, więc sytuacja jest taka, że wolnych łóżek na oddziale nie brakuje, ale limit się skończył.
Takie działanie jest legalne, ale czy po to gmina dołożyła powiatowi na szpital 4,5 miliona?
Nasza czytelniczka na szczęście sobie poradziła. Zadzwoniła do szpitala w Szamotułach i usłyszała – możemy panią przyjąć już jutro.
Niesmak jednak pozostał i wiele pytań, na które powinien odpowiedzieć zarządzający szpitalem starosta. Tymczasem do obornickiego magistratu wpłynął kolejny wniosek o wsparcie szpitala z budżetu Obornik na kwotę 150 tysięcy złotych. Tym sposobem gmina staje się dojną krową, której na domiar złego ktoś wciąż podkrada siano.

Podobne artykuły