Co zrobić z tą rodziną?

GMINA OBORNIKI. Pewna wielodzietna obornicka rodzina miała problemy finansowe. Długo i solidnie zalegali z czynszem za spółdzielcze mieszkanie, opłatami za media i innymi płatnościami. Konieczna była w tej sytuacji eksmisja. Ojciec rodziny odsiadywał spory wyrok, pani domu łatwo się w tym czasie zaprzyjaźniała i rodzinie przybywało dzieci.
Czynsz za ową rodzinę musiała regulować gmina, więc opłaciło się burmistrzowi dać im jakiś lokal i przestać za nich płacić. To było wyjście optymalne, tym bardziej, że na remont lokalu i trzyletni czynsz pieniądze wyłożyła spółdzielnia, chcąca się pozbyć dłużników. Gminni urzędnicy znaleźli lokal po nieczynnej od dłuższego czasu aptece w jednej z miejscowości na terenie gminy Oborniki.
Lokal wyremontowano i rodzinę przeprowadzono. Ustawianiem mebli zajął się osobiście pan domu, bo akurat załapał się na przerwę w odsiadce. Nowe mieszkanko było bardzo przytulne, miejscowość ze świeżym powietrzem i ładnymi widokami, a i do lekarza w razie, nie daj Boże czegoś, dosłownie parę kroków. Tu można by ogłosić happy end owej rodziny, gdyby nie skargi sąsiadów.
Skarżyli się na drobne kradzieże, których dotąd w tym miejscu nie było, na burdy i hałasy im jeszcze nie znane oraz ogólny bałagan, bo rodzina do czyścioszków nie należała. Prócz sąsiadów, skargę złożyli też energetycy, bo rodzina podłączyła się gdzieś tam na lewo i ordynarnie kradła prąd.
Wizyty policji w nowym lokalu stały się niemal regularnymi. Coraz częściej mówi się o potrzebie odebrania rodzinie dzieci, bo żyją w złych warunkach i pod złym wpływem taty a szczególnie mamy, która nie stroni od niczego złego.
Problemem kolejnym jest fakt, że budynek w którym rodzinka zamieszkała, wypełnia funkcje użyteczności publicznej, więc problem nie dotyczy jedynie sąsiadów, ale całej miejscowości i jeszcze paru sąsiednich.
Skargi trafiły do rady gminy, więc radni zwrócili się do burmistrza z prośbą o rozwiązanie problemu. Tomasz Szrama usłyszał porady swych radnych w stylu: Może by ich gdzieś przenieść. Najlepiej takich jak oni nie osiedlać tam, gdzie żyją ludzie porządni.
Burmistrz wsłuchał wszystkich, a potem powiedział: Nie wiem co mogę zrobić i gdzie takie rodziny osiedlać. Nie mogę przecież „sortować” ludzi, bo już samo to słowo budzi u mnie ogromny opór. Lokale mieszkalne przydziela komisja mieszkaniowa, a ta nie odróżnia „porządnych” ludzi od „patologii”. Przecież nie mogę tworzyć w gminie getta.
Trudno nie przyznać Tomaszowi Szramie racji, choć z drugiej strony nikt nie chce mieć takich sąsiadów jak ci tu opisani, a wszyscy ludzie muszą gdzieś przecież mieszkać, a zapewnienie im lokali jest obowiązkiem gminy.

Podobne artykuły