Kłopoty z reformą szkół w Obornikach

OBORNIKI. Nadzwyczajne tempo wprowadzania reformy oświaty spowodowało to, że trzeba było wykonać natychmiast kilka karkołomnych wolt. Tworzone pospiesznie obwody szkolne skutkują na przykład tym, że z dwojga dzieci z jednej rodziny, jedne idzie do SP 3 a drugie do innej szkoły, bo trójka już pęka w szwach. – Przybyły nam w podstawówkach dwa roczniki i trudno było je wcisnąć do i tak przyciasnych szkół – powiedział kierujący oświatą Krzysztof Hetmański. Teraz dopiero są układane plany lekcji, a problem dwuzmianowości nadal wisi nad szkołami.
Są też problemy z dowozami uczniów. Do tego dochodzą pretensje ich rodziców, którzy czasami chcieliby, by autobus szkolny niczym taksówka podjeżdżał pod ich domy.
Prawdziwym problemem jest konieczność zwiększenia dowozów do Poznana i do Owińsk. Tam do szkół specjalnych pojadą teraz dwa samochody, bo w gminie rośnie liczba dzieci niepełnosprawnych. Na szczęście Krzysztof Hetmański bardzo dobrze przygotował przetarg i gminie udało się zaoszczędzić aż 160 tys. złotych. Wszystko przez to, że przewoźników wystraszyła deklaracja Poznańskiego Busa, że przystąpi do przetargów i choć ostatecznie nie przystąpił, to ceny spadły.
Skutkiem reformy tylko dwoje nauczycieli otrzymało wypowiedzenia. Mają jednak szanse na zatrudnienie, bo wiele dzieci ma orzeczenia o niepełnosprawności i tam mogą być potrzebni, by uczyć ich w domach. Jeden nauczyciel nie przyjął warunków i wymówił pracę, inny godzi się na zmniejszoną liczbę godzin, a jeszcze inny dostał propozycje zatrudnienia w innej szkole. Spora liczba nauczycieli deklaruje chęć przejścia na emeryturę. Jedna z germanistek nauczyła się języka angielskiego i nie ma groźby utraty pracy, bo angielski jest coraz bardziej popularny. Gorzej mają historycy. Minister obiecała zwiększyć ilość godzin z historii, ale słowa nie dotrzymała i nauczycielom tego przedmiotu grożą zwolnienia. Brakuje natomiast jak zwykle informatyków i co ciekawe, nauczycieli wychowania technicznego. W tym roku to tyle, a w przyszłym mogą ruszyć zwolnienia znacznie poważniejsze.
Ministerstwo dyktuje przeróżne pomysły, gminna oświata ma z tym czasem kłopot. Jest zapis o obowiązkowych posiłkach dla uczniów, ale nikt nie wie jak w takiej SP 2 wydać dzieciom 600 obiadów w dwóch małych salkach i to w czasie jednej przerwy.
Inne kuriozum, to interaktywna tablica. Program rządowy zakłada ją w każdej szkole, dopisując drobnym druczkiem obowiązek posiadania przez szkołę internetu o prędkości nie mniejszej niż 30 Mb/s. Gminni informatycy twierdzą, że i 10 Mb/s wystarczy, ale przepis jest przepisem. W wielu szkołach tak szybkich łączy nie ma i być nie może, więc tablicy nie będzie. Oświata zdrożeje i to sporo, więc dyrektor Krzysztof Hetmański już złożył u burmistrza wniosek o zwiększenie środków na oświatę.

Podobne artykuły