Chcieli ulicy dostali bajoro

UŚCIKOWO. Grupa mieszkańców Uścikowa długo zabiegała o utwardzenie ich drogi, a mowa o bocznej drodze odchodzącej na północ od drogi wojewódzkiej Oborniki-Szamotuły. Zabiegali, aż się doczekali i dzisiaj ten dzień przeklinają.
Najpierw na placu budowy pojawili się pracownicy montujący kolektor kanalizacji sanitarnej. Ich koparki przemieściły stały grunt, droga straciła stabilizację i rozmiękła. Wystarczył dzień opadów, by zamieniła się w bajoro, a w lipcu padało nieraz po kilka dni bez większych przerw. Potem pojawiła się firma montująca oświetlenie. Światła co prawda jeszcze nie ma, ale latarnie stojące w błotku już chwieją się jak trzcina na wietrze. Wreszcie przybyli drogowcy. Wykorytowali część drogi, ale już podczas wypełniania koryta podsypką z gruzu, żwirów i tłucznia, woda zalała całość. Woda nie wsiąka, bo droga gruntowa okazała się być pokładem nieprzepuszczalnej gliny.
Drogowcy wyliczyli, że podbudowa pod drogę powinna być o wiele grubsza niż zakładano, bo drogę wciąż będzie zalewać. Tego nie przewidywał kosztorys, ani harmonogram prac.
Inspektor nadzoru wstrzymał prace, a drogowcy z obornickiego Ivestona zwrócili się do władz Obornik z wnioskiem o przeredagowanie warunków umowy.
– Tak pechowej budowy sobie nie przypominam – przyznał Przemysław Mączyński naczelnik wydziału inwestycyjnego w obornickim magistracie. Burmistrz zgodził się na zmianę warunków i można by wracać na budowę, ale warunkiem jest zmiana pogody. – Drogowcy odwodnią koryto, ale na jak długo, skoro każdej doby leje jak z cebra. Bez odwodnienia nie ma sensu ruszać dalej z pracami – powiedział Przemysław Mączyński, a Tomasz Szrama dodał: Jest mi bardzo przykro, że tak się dzieje. Mogą wpłynąć na budżet, wykonawców i urzędników, ale nie na pogodę. Mogę jedynie obiecać mieszkańcom, że jeżeli przestanie na jakiś czas lać, to drogowcy wezmą się do pracy bez zbytecznej zwłoki.
To jedna strona medalu, bo jest i druga.
Mieszkańcy co najmniej od trzech tygodni nie mogą dojechać do swoich domów. Samochody parkują przy drodze wojewódzkiej, wkładają gumowce i brną do domów niosąc nieraz ciężkie zakupy. Pojemniki ze śmieciami muszą ciągnąc na drogę wojewódzką, bo śmieciarka nie podjedzie. Codziennie drżą, by nie trzeba było wzywać pogotowia, bo i może ono nie dotrzeć, a najbardziej im przykro, że nikt z nimi nie rozmawia o problemie, nikt ich o nim nie informuje. Przed domami jeziorko, drogowcy zniknęli i trwa wielka cisza przerywana jedynie pluskiem deszczu i zgrzytaniem zębami mieszkańców pechowej drogi.
Zakończenie jej budowy, też może być kłopotliwe, bo z wyniesionej drogi woda będzie ściekać na ich posesje, więc i tu potrzebne będzie porządne rozwiązanie. Teraz pozostaje jedynie oczekiwać na zakończenie pory deszczowej.

Podobne artykuły