Urzędniczy ping-pong ponad protestami

POWIAT OBORNICKI. Protest przeciwko planowanej żwirowni w Jaraczu wciąż trwa, a urzędnicy samorządowi przerzucają się wzajem korespondencją.
Gdy do protestu mieszkańców gminy Rogoźno dołączyła gmina Oborniki obaj burmistrzowie zaproponowali wykonanie badań hydrologicznych. Zadanie to miałoby wykonać starostwo powiatowe, bo zdaniem Tomasza Szramy: Kwestia wykonania badań hydrologicznych lub hydrogeologicznych terenu w Jaraczu została wywołana ze strony starostwa powiatowego w Obornikach.
W imieniu burmistrzów wpłynęło do starostwa pismo, w którym Tomasz Szrama zacytował oświadczenie naczelnik wydziału ochrony środowiska starostwa powiatowego Ewy Durasiewicz, iż: Planowane wydobycie kopaliny z udokumentowanego złoża Jaracz MC będzie miało niewątpliwie negatywny wpływ na zmianę stosunków wodnych w rzece Wełnie, w rzece Flincie i w rzece Starej Flincie”, „(…) może spowodować niedobory wody w rzece Wełnie, zwłaszcza w okresach letnich i jesiennych niskich przepływów, co może mieć negatywny wpływ na zasoby wody w ujęciu wody pitnej w Kowanówku dla 30 tys. mieszkańców miasta i gminy Oborniki. Zauważył też, że starosta Adam Olejnik był podobnego zdania: Podnosząc konieczność wykonania badań hydrogeologicznych i hydrologicznych – zatem badania winien zlecić właśnie on.
Tymczasem Adam Olejnik podpisał się pod pismem, w którym twierdzi, że w sprawie dotyczącej wykonania badań hydrologicznych lub hydrogeologicznych terenu położonego w sąsiedztwie planowanej eksploatacji piasku i żwiru w Jaraczu podtrzymuję swoje dotychczasowe stanowisko. Wyjaśnia jednak, że: Kompetencje powiatu dotyczą m.in. zadań o charakterze ponadgminnym. Planowana żwirownia w Jaraczu obejmuje tylko teren gminy Rogoźno, nie jest więc przedsięwzięciem o charakterze ponadgminnym. Także w zakresie gospodarki wodnej jakiekolwiek czynności podejmowane przez powiat muszą wynikać z przepisów szczególnych i mieć charakter ponadgminny.
W zasadzie taki charakter mają, bo jak zabraknie wody w Wełnie na terenie gminy Rogoźno, to nie będzie jej też w ujęciu wody na terenie gminy Oborniki.
Wedle wyjaśnień starosty on pieniędzy na badania jednak nie da. – Finansowanie ochrony środowiska i gospodarki wodnej odbywa się w trybie określonym w przepisach odrębnych. Nie jest zatem wystarczające, aby samo zadanie miało na celu ochronę środowiska, a konieczne jest wskazanie konkretnej podstawy prawnej.
Skoro wedle starosty badanie jako takie środowiska nas nie chroni, on grosza na nie nie wyda. – Właściwość powiatu w tym zakresie musi wynikać wyraźnie z przepisów prawa materialnego. Ponadto zadania powiatu nie mogą naruszać zakresu działania gmin. Same przepisy ustawy o samorządzie powiatowym nie mogą być zatem samodzielną podstawą do finansowania zadania – napisał pan starosta i elegancko wymiksował się z badań hydrologicznych.
Teraz piłeczka jest po stronie samorządów gminnych, a protesty zwykłych ludzi wciąż trwają, choć urzędnicze wsparcie najwyraźniej słabnie.

Podobne artykuły