Kaczka uratowała honor Obornik

Kaczka uratowała honor Obornik

OBORNIKI. Na łamach Gazety Wyborczej ukazał się tekst o Obornikach. Dla tych oborniczan, którzy są ciekawy, w jaki sposób odbiera ich miasto ktoś z wielkiej, odległej metropolii (dziennikarz pochodzi z Krakowa), przytaczamy kilka jego uwag.
Któregoś z tych dni ostatnich wysiadłem na stacji Oborniki, te wielkopolskie, niedaleko Poznania. Jeden czynny tor, chwasty, pod drzewami wdeptane pety, ogrodzenie prawieczne, peerelowskie. Droga ku miastu wiodła osiedlem domków typu kostka betonowa, na koniec hotel, też kostka. Właściciel stojący w recepcji zabronił mi używać drugiego łóżka, bo pranie jest drogie. Pokój piękny, widziałem podobne na amerykańskich filmach, które fatalnie się kończą – tak zaczyna się wizyta korespondenta Wyborczej w Obornikach.
Dalej nasz bohater opisuje kurczaka z rożna, którego zamówił w jednym z punktów gastronomicznych (nazwę pominiemy). Oborniczanin, który go obsługiwał ponoć zdjął kurczaka z rożna, rozpłaszczył i dosmażył na blasze, zerwał skórę, wydarł kości i chrząstki, posiekał mięso i nadział nim bagietkę. Dorzucił do niej to i owo, cebulę i kmin, ciecierzycę, zieleninę, paprykę; a na małym talerzyku podał soczewicę pływającą w tłuszczu z pieczenia – (…) uciekłem.
Później nasz gość zwiedzał miasto, opatrując to, co zobaczył, uwagami typu: Po pobieżnym rozpoznaniu miejskiej oferty handlowo-usługowej stwierdziłem, że może niepotrzebnie przyjechałem. (Choć w Rynku są bardzo tanie buty skajowe, piękne szpilki i czółenka). Mógłbym tak tu opowiadać o wałęsaniu się nad Wartą i Wełną, o konstatacjach dotyczących kostki Bauma czy małomiasteczkowej ohydy bannerowej.
Krytycznych uwag miał tak dużo, a pozytywów zero, że wydawało się, iż nic nie uratuje honoru Obornik w oczach krakowianina. Jednak okazało się inaczej.
Trafił na restaurację (której nazwę też pominiemy), gdzie podano mu znakomitą kaczkę. Pierś kaczki z pieczoną kalarepą, pomidorami koktajlowymi, emulsją z pietruszki i brązowym ryżem była, obok zupy z wędzonych warzyw, odkryciem tego wyjazdu: chrupiąca skórka, różowe mięso o doskonale jednolitej konsystencji. To jest taka kaczka, jaką lubię: nietłusta, wręcz zalotna. Kalarepa miejscami przyzłocona – i choć stoję po stronie kalarepy surowej, to taka też jest bardzo smaczna. Ryż pięknie chrupiący, pomidorki ciepłe, ale w punkt przestano je w kuchni obrabiać – no i czerwone na neonowozielonej plamie pietruszkowej emulsji. Kolory, kształty, chrupkości i miękkości, wszystko tu harmonijne i wyraziste. (Halo, czy ktoś w Krakowie przyrządza kaczkę w ten sposób?).
I w ten sposób kaczka uratowała honor Obornik. Jak stwierdził w podsumowaniu nasz krytyczny dziennikarz z Wyborczej: Nie sądziłem, że to powiem: jeśli będziecie gdzieś w okolicy, rozważcie koniecznie wypad do Obornik.

Podobne artykuły