Jubileuszowe Wianki w nowym, lepszym miejscu

Jubileuszowe Wianki w nowym, lepszym miejscu

OBORNIKI. Obornickie Wianki ogłaszamy za udane, a ich nową lokalizację za nadzwyczaj trafną. Zaczęła się popołudniu od dłuuugiego plażingu.  Potem przyszedł czas na przeróżne aktywności i było na co popatrzeć. Wystartowały łodzie, potem były tradycyjne kajakowe wyścigi trzech mostów. Po pokazie  wakeboardu był pokaz fleyboardu. Musiał się podobać korowód łodzi, a wszystko to ozdabiały szanty w wykonaniu zespołu Karola Bzdręgi.

Nie tylko brzmiała muzyka, nie tylko były śpiewy, ale była też towarzysząca im pantomima i trzeba przyznać, że wypadło to świetnie. Dzieci miały problem z wyborem atrakcji, bo ich nasycenie prześcignęło to wszystko, co było dotąd. Obok ogromnych zamków, można było skorzystać z trampolin lub „wędrować po wodzie” w ogromnej piłce. Były kucyki, wicie wianków i malowanie buzi.  Milusińskich łasych tych uciech było tylu, że na każdą z tych atrakcji trzeba było poczekać w kolejce. Na szczęście plac był ogromny i było gdzie się zabawić oraz gdzie postać.

Tu trzeba wyjaśnić, że dotychczasowe miejsce Wianków, a w tym roku już były dziesiąte, drożało z roku na rok.  Wreszcie organizatorzy powiedzieli pazernym właścicielkom łąki stanowcze „nie” i przenieśli imprezę na drugą stronę małego mostu, na teren obornickiej mariny. Tam firma Budro Kazimierza Stachowiaka w rekordowym tempie przygotowała teren, parking, schody od strony ulicy Szamotulskiej a następnie wysypano tam 400 ton piasku. Tak powstała ogromna plaża, a na niej odbyła się impreza. W licznych punktach gastronomicznych zadbano o to, by było czym się posilić i połasuchować.

Nikt nie skarżył się też na pragnienie. Stoisko niezawodnych gastronomików ze szkoły w Objezierzu przygotowało ciasta i serwowano tam pyszną kawę i nie mniej dobrą herbatkę, a nad całością czuwali dyrektor Roman Ostrowski oraz Edyta Mikołajczak.   Wartą popłynęły tratwy, a na ich ścigające się zespoły. Wśród załóg silnie zbudowanych flisaków z zespołów Niezatapialnych Fiolet i Czerwień oraz „Tratwy OTC” i „Tratwy Cycuszki”, był też zespół pań o wszystko mówiącej nawie „Sołtyski”, który dowiódł, że panie w niczym nie ustępują wodnym twardzielom i potrafią też zająć dobre miejsce na podium. Nic w tym dziwnego, skoro w zespole była sołtys Dorota Schilke, wychowana w Kiszewie nad Wartą, gdzie prom czy tratwa to był chleb powszedni.  Prócz tratw po wodzie kursował mały stateczek wożące chętnych, a jednym z takich kursów przypłynął na teren mariny burmistrz Tomasz Szrama, by uroczyście wraz z prezesem Aplagi Robertem Filipiakiem otworzyć, „wybijając szklanki” okrętowym dzwonem, główną część Wianków.

Jednym z jej elementów był spektakl „Cztery pory roku”. Po zapadnięciu zmierzchu na ścianie ruiny klasztoru reflektory i lasery w rytm muzyki i przy narracji rzucały obrazy i kolory pokazujące zmienność pór roku. Słychać było słowa zachwytu licznie zgromadzonych oborniczan, a kolejni już nadciągali na wielki finał. Był nim tradycyjny pokaz fajerwerków. Tegoroczny przebił wszystkie poprzednie i dało się słyszeć pytania, co będzie za rok? Obecni na pokazie goście z Ukrainy przyznali, że tego rodzaju pokazy widzieli jedynie w telewizji.  Byłby w błędzie każdy, kto sądziłby, że po pokazie widzowie rozeszli się do domów. Impreza trwała nadal, leżaki i inne miejsca siedzące były zajęte, gastronomia pracowała w najlepsze i wszyscy bawili się nadal, zadbawszy jedynie o to, by najmłodsi trafili do swych łóżeczek. Nic w tym zresztą dziwnego, była to noc ciepła, najkrótsza w roku, rozpoczynająca wakacje i warta spędzenia jej nad wodą na miejskiej plaży.

Organizatorzy Wianków wykonali ogromną pracę, ale było warto, bo bawiono się świetnie, a opinie o imprezie słyszeliśmy jedynie dobre i bardzo dobre.

Podobne artykuły