Agroturystyka kontra świńska ferma

Agroturystyka kontra świńska ferma

MANIEWO. Krewna przedsiębiorcy transportowego z Maniewa stworzyła niedaleko bazy swego taty bardzo ładny obiekt agroturystyczny o wdzięcznej nazwie Luliraj. Jej sąsiadem jest rolnik uprawiający ziemię i hodujący inwentarz już w trzecim pokoleniu. Ten właśnie inwentarz, a dokładniej trzoda, której stan ma się niebawem potroić, stał się kością niezgody a nawet małej wiejskiej wojenki.

Aby waśni zaradzić sołtys Krzysztof Frąckowiak zwołał zebranie wiejskie.  Celem było wyjaśnienie tego, o czym od paru miesięcy szeptano i plotkowano. Gościem specjalnym spotkania w gościnnych progach miejscowej szkoły był wiceburmistrz Obornik Piotr Woszczyk oraz projektant nowej chlewni Stefan Dutkowiak.

Ten pierwszy wyjaśnił, jakie wydano w tej sprawie decyzje i dokumenty, a drugi przekazał całą wiedzę o przyszłym obiekcie. Będzie to chlewnia na około 1500 tuczników. Ich ilość jest ściśle ograniczona urzędowo do 208 djp (duża jednostka przeliczeniowa). Tuczniki będą hodowane metodą bezściółkową, a ich odchody trafią do szczelnego zbiornika, znajdującego się pod chlewnią, skąd będą wywożone specjalnym transportem na pola lub do biogazowni. Ze strony bezpieczeństwa sanitarnego nic nikomu nie zagraża.

Problemem jest charakterystyczny dla świnek zapach, którego nie da się w ryzach utrzymać. Właścicielka agroturystyki obawia się, czy nie będzie on przeszkadzał jej klientom. – Chcemy żyć w zgodzie, ale ta inwestycja dotyczy całej wsi. Obawiam się, że taka ferma tuczników zniechęci mieszkańców Poznania do kupowania w Maniewie działek i osiedlanie się  tam. 

Mieszkańcom wsi to jednak raczej nie przeszkadza. Jeden z nich powiedział nam: Mieszkamy tu od lat i hodujemy z pokolenia na pokolenie. Dla nas najważniejsza jest produkcja, bo z niej żyjemy, a produkować musimy coraz więcej, by się to opłacało i mogło nas utrzymać. Jeśli komuś tu śmierdzi, to niech szuka sobie innego miejsca.

Prezes obornickiego oddziału Izby Rolniczej Tadeusz Witek dodał: Ten problem pojawia się ostatnio coraz częściej. Warto inwestorom obiektów w agroturystycznych i nowym mieszkańcom uświadomić, że to ty przyszedłeś na wieś a nie wieś do ciebie i musisz zaakceptować to co tu zastajesz. Uważał, że warto dyskutować i trzeba dyskutować o problemach – ale trzeba ważyć słowa, bo niektóre trudno będzie cofnąć.  

Interesów hotelarki bronił jej pełnomocnik, który już na wstępie oświadczył: na hodowli i tucznikach się nie znam. Życzył zebranym aby żyli w zgodzie, a potem przepytał Piotra Woszczyka dlaczego gmina wydała rolnikowi warunki zabudowy.  Wiceburmistrz wyjaśnił, że wydała, bo nie mogła nie wydać. Rolnik i jego inwestycja spełniają wszelkie warunki określona prawem. Żądanie od niego dodatkowych badań środowiskowych naraziłoby gminę na obowiązek zwrotu kosztów tychże, a to już byłaby niegospodarność.

Piotr Woszczyk ostrzegł, że na wsiach będą powstawać podobne farmy tuczników lub kurniki, bo niby gdzie miałyby być budowane? Ilekroć inwestorzy spełnią wymagane przepisami warunki, tylekroć gmina będzie musiała im wydać warunki zabudowy a starosta pozwolenia na budowę.  

Zebrani najwyraźniej popierają sąsiada, prosząc go jedynie o montaż bio-filtrów na wentylacji chlewni, by świńskie zapaszki choć nieco przytłumić.

Sprawa inwestycji nie była jedyną podczas tego spotkania. Pytano burmistrza o kanalizację i skarżono się na drogę przez wieś. W obu przypadkach Piotr Woszczyk kierował pytających pod inny adres.  Droga, przebudowana przez powiat zaledwie osiem lat temu, już się na poboczach „sypie” niszczona przez potężne ciężarówki wywożące żwir z kopalni w Gołębowie. – To jednak domena starosty a nie władz powiatu – wyjaśniał wiceburmistrz. W kwestii budowy kanalizacji zaproponował skierować pytania o tę inwestycję wprost do prezesa PWiK Tomasza Augustyna. Przyznał mieszkańcom, że – kanalizacja jest w Maniewie priorytetem i musi wreszcie powstać. Uświadomił, że budowanie jej ze środków gminnych bez wsparcia z zewnątrz nie jest obecnie możliwe, natomiast takiego wsparcie nie ma, bo jest zbyt mało mieszkańców przypadających na jeden metr rury, jakkolwiek to brzmi.  Wreszcie zaproponował, by postarali się zwiększyć liczebność Maniewa, co było trudne w chwili, gdy maniewianie siedzieli w szkole zamiast zadbać w domach o to, o co prosił.

Wracając jednak do pełnej powagi, trzeba przyznać, że zebranie było pożyteczne, bo uczyniło inwestycję ich sąsiada bardziej  transparentną. Nie brakował jednak głosów, że można takie sprawy załatwiać w mniejszym gronie, bo czas jest zbyt drogi.  Niebawem odbędzie się zapewne kolejne zebranie, tym razem w sprawie kanalizacji, bo mieszkańcy wsi najwyraźniej z niej nie rezygnują, a chcą do nich dołączyć także mieszkańcy sąsiedzkiego Gołębowa, którym długie oczekiwanie na kanalizację też spędza sen z oczu.

Podobne artykuły