Sołtysi kontra trawnikowa biurokracja

GMINA OBORNIKI. Niełatwe jest życie sołtysa, a już zwłaszcza, gdy we wsi jest trawnik, dowodził niedawno Błażej Pacholski, sołtys z Ocieszyna.  Taka trawa przecież prędzej lub później podrośnie i trzeba ją skosić. Jeżeli kosiarkę zasila energia elektryczna, to jeszcze pół biedy. Gorzej gdy ma silnik spalinowy, bo go trzeba zasilić paliwem.

– Sołtys chcąc skosić trawę jedzie najpierw do gminy, która przygotuje mu zlecenie na zakup paliwa w stacji, która wygrała przetarg. Oczekiwanie na taki papier trwa około tygodnia. Potem dwóch członków rady sołeckiej kwituje zakup i użycie paliwa, by sołtys mógł ów kwit dostarczyć na powrót do gminy. To przedłuża zakup paru litrów paliwa nawet do dwóch tygodni – wyjaśniał Błażej Pacholski. Tak więc trawa rośnie, sołtys biega, a można to znacznie uprościć. Pan Błażej zaapelował do skarbnik gminy, aby ta skróciła sołtysom drogę od trawnika do kosiarki.

Joanna Gzyl obiecała zastanowić się nad problemem. – Może wystarczy jedno podejście na rok? Po tych słowach zgromadzeni w sali sesyjnej sołtysi najwyraźniej odetchnęli z ulgą.

Podobne artykuły