Świńska sprawa w Budziszewku – ekolodzy kontra rolnik. Przeszkadza im gnojowica.

BUDZISZEWKO. Mieszkaniec Budziszewka postanowił zbudować chlewnię. Jest dobrze wykształconym rolnikiem, ma grunt, ma wiedzę o hodowli i zapał do działania. Wystąpił o kredyt i dotację na rozwój gospodarstwa i otrzymał promesę uzyskania niemal półmilionowego wsparcia ze strony państwa. Kolejnym krokiem rolnika było wystąpienie do burmistrza Rogoźna o wydanie mu warunków zabudowy i do starosty o pozwolenie na budowę.

Tu właśnie zaczyna się ta historia, niektórzy mówią o niej nawet „histeria”, bo wbrew oczekiwaniom i apelom części mieszkańców Budziszewka stowarzyszonych w grupie proekologicznej owe warunki otrzymał.

Grupa ze stowarzyszenia „Natura Budziszewko”, przeciwna chlewni, podniosła szereg argumentów przeciwko budowie tuczarni. Mieszkańcy mówią o katastrofalnym wpływie obiektów na stan środowiska naturalnego, a jeszcze dokładniej o możliwości przecieków gnojowicy do wód Jeziora Budziszewskiego.  Miejscem mocnego zderzenia budziszewskich ekologów z burmistrzem Szuberskim było niedawne forum ekologiczne na temat czystości wód. Tam pani Grażyna Kożuszkiewicz ze wspominanego stowarzyszenia twierdziła – nikt nam nie chce pomóc, bo jeden z rolników dostał 500 tysięcy złotych po to, aby zniszczyć innych rolników. 

Burmistrz Rogoźna Roman Szuberski zwrócił się do kilku instytucji z zapytaniem czy popełnia jakikolwiek błąd wydając rolnikowi warunki zabudowy. Ostatnim ogniwem instytucji nadzorczych było Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Pile. To wydało właśnie opinię, z której jasno wynika, że burmistrz nie popełnił błędu i musiał wydać warunki dopuszczające budowę chlewni.  Kolejną osobą, która starała się zablokować wspomnianą budowę był starosta obornicki. Organ nadzorczy w osobie wojewody wielkopolskiego cofnął jego decyzję i rolnik uzyskał pozwolenie na budowę.  Naczelnik wydziału budownictwa i architektury starostwa powiatowego, Karolina Bak tłumaczyła to tak: Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało w mocy decyzję burmistrza Rogoźna o uwarunkowaniach środowiskowych dla budowy budynku inwentarskiego w Budziszewku, a wojewoda uznał, że stowarzyszenie „Natura Budziszewko” nie może być stroną w postępowaniu. SKO uważa, że obszar chronionego krajobrazu „Dolina Wełny i Rynna Gołaniecko-Wągrowiecka” funkcjonuje, lecz związane z nim zakazy nie obowiązują w odniesieniu do chlewni bezściółkowych. Dlatego starosta wydał pozwolenie na budowę. 

Mimo to, członkowie stowarzyszenia nie rezygnują. Sprowadzili telewizję, „urabiają” część dziennikarzy, protestują. Ostatni taki protest miał miejsce niedawno. Protestujący krytykowali działania burmistrza Rogoźna i starosty obornickiego Adama Olejnika.

Roman Szuberski w rozmowie z naszą redakcją wyjaśniał: Nie jestem miłośnikiem chlewni w sąsiedztwie wsi, ale skoro pięć albo już sześć instytucji nakazuje mi wydanie warunków, to muszę je wydać albo zakończyć swoją kadencję, co i tak pozostanie bez wpływu na tę sprawę. Może się komuś to podobać lub nie, ale ja muszę przestrzegać prawa.  Również starosta nie mógł odmówić wydania zgody na budowę tuczarni, bo mu tego broni wojewoda, a ten także musi stosować prawo.

Członkowie stowarzyszenia nie przyjmują tego do wiadomości, kontestując także wspomniane postanowienia nadzorcze. Uważają, że: SKO nie wzięło pod uwagę przebiegu procedury, dlatego też przygotowujemy pismo, w których poinformujemy Kolegium o nieprawidłowościach. Pismo zostało dostarczone również do prokuratury w Obornikach, w której złożyliśmy zawiadomienie o domniemaniu popełnienia przestępstwa – poinformowała o tym Grażyna Kożuszkiewicz ze stowarzyszenia „Natura”.

Roman Szuberski zastanawia się nad przyczyną niechęci wobec tuczarni rolnika z Budziszewka. Przecież ta chlewnia nie będzie połączona żadnym odpływem z wodami jeziora. Będzie odprowadzać ścieki do szczelnego szamba.  – Rolnicy wciąż wywożą gnojowicę na pola, bo mają takie prawo i póki nikt go nie zmieni, musimy się na to godzić. Hodowca tej skali musi się przynajmniej ze ścieków rozliczyć, pojedynczy rolnik już nie. Zapytałem o zgodność swojej decyzji wszystkie odpowiednie organy i wszystkie przyznały mi słuszność. Ja już nie mam się do kogo zwrócić. – powiedział nam Szuberski.

Opinię w tej sprawie wydał wybitny przyrodnik profesor Ryszard Gołdyn z Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu: Gnojowica nie jest obecnie ściekiem, ale nawozem. Takie jest prawo unijne i stosuje się je też w Polsce. Rolnik ma prawo rozlewać gnojowicę do 170 kg azotanów na hektar i może to być także pole innego rolnika. Opinię wyraził także profesor Stanisław Podsiadłowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu:  gnojowica odpowiednio wprowadzona do gleby jest doskonałym nawozem, a na rozlewaniu jej na pola traci jedynie przemysł produkujący nawozy. Słowo do tych opinii dorzucił też czynny rolnik i praktyk Henryk Janus: nawet jak nie będzie w Budziszewku chlewni, to i tak może być wylewana tam gnojowica.

Protestujący w Budziszewku mają wiedzę o tym, że ponoć w całym powiecie obornickim ma powstać 18 takich chlewni. Zaczyna to nieco przypominać zbiorową histerię. Pisaliśmy już na naszych łamach o nowych mieszkańcach regionu, którzy sprowadzając się z miast nagle odkryli, że na wsi niekiedy śmierdzi i wymagali od władz zmuszania rolników do zaprzestania nawożenia pól. Podczas ubiegłotygodniowej sesji rady miejskiej w Obornikach pytano burmistrza, czy prawdą jest, że takie chlewnie powstaną i to w zachodniej części gminy. Tomasz Szrama odparł, że nic mu o tym nie wiadomo, nikt o to nie wnioskował, nie wie o żadnych krokach w tym kierunku.

Podobne artykuły