Kołowrotek z rożnowską stacyjką

ROŻNOWO. Gdy przed laty burmistrz zgodził się na wykup działki kolejowej przez mieszkańców domku przy dawnym przejeździe w Rożnowie, decyzja ta pociągnęła za sobą ciąg kłopotliwych zdarzeń.  Nikt wówczas nie przewidywał, że rząd i władze wojewódzkie podejmą decyzję o odbudowie sieci kolejowej w Wielkopolsce i przywróceniu jej znaczenia w transporcie publicznym. W ubiegłym tygodniu zadecydowano o przeznaczeniu pieniędzy na stopniowe przywrócenie funkcjonowania linii z Rokietnicy do Międzychodu, coraz bliżej wydaje się być podobna decyzja w sprawie linii z Rogoźna do Czarnkowa. Wciąż trwa poszukiwanie miejsca pod punkt przesiadkowy, który kolej chce zlokalizować w Rożnowie.

Tomasz Szrama wziął problem „na klatę” i zaczął intensywne poszukiwania gruntu zastępczego.  Burmistrz zaprosił do siebie właścicieli sąsiedniej działki, aby zaproponować im sprzedaż gruntu pod niezbędny parking. Przybyli państwo Borowiak, Stachowiak i Wieczorek. Nie zdjęli nawet okryć, informując od drzwi, że o sprzedaży być mowy nie może i nie chcą o tym nawet rozmawiać. Wreszcie przyznali, że nie chcą mieszkać przy parkingu i znosić tych uciążliwości, które gwarantuje im takie sąsiedztwo.

Burmistrz porozumiał się w tej sytuacji z dyrektor Aliną Stachowiak  – odpowiedzialną w PKP za grunty. Ta rozłożyła ręce stwierdzając, że gmina musi pozyskać grunt sama i to szybko, bo ruszył już projekt przebudowy linii.  Tomasz Szrama znalazł tym razem teren pomiędzy ulicami Dworcową i Nad Strugą należący do Stanisława Winieckiego. Pan Stanisław byłby skłonny grunt sprzedać. Działka ma jednak kształt niefortunnie zwężony przy wjeździe, co utrudniłoby funkcjonowanie parkingu. Gdyby i jego sąsiad zdecydował się sprzedać na poszerzenie wjazdu niewielki klin ziemi od ulicy Dworcowej, problem można by rozwiązać. Burmistrz umówił się z nim na rozmowę w tym celu, a jednocześnie zaprosił już do obornik dyrektora z PKP, Wojciecha Grześkowiaka, by obejrzał teren, a następnie sprawdził czy nie ma jakichś instalacji pod gruntem kolejowym. Jeśli nie ma, to burmistrz wystąpi do PKP o przekazanie gminie kawałka gruntu na poszerzenie dojazdu do parkingu przesiadkowego.

Po poskładaniu wszystkich skrawków w jedną całość będzie można uzyskać dość miejsca do pozostawiania pojazdów na czas wyjazdu koleją. Parking będzie oddalony od istniejącego już peronu jakieś 150 metrów plus przejście przez ulicę, więc stosunkowo niewiele. Potem jeszcze pozostanie burmistrzowi urządzenie miejsc parkingowych i po kłopocie. Na wsparcie finansowe tego przedsięwzięcia przez kolej nie warto liczyć, bo przetarg na modernizację linii Piła-Poznań wyszedł drożej niż zakładano. Opisana przez nas sytuacja wydaje się być już całkiem klarowna, ale życie potrafi czasem spłatać figla, więc nie jest to jeszcze wersja ostateczna.

Podobne artykuły