Wiele obietnic, wiele emocji i zero odwodnienia

Wiele obietnic, wiele emocji i zero odwodnienia

LIPA. Doroczne zebranie sołeckie w Lipie zdominował temat odwodnienia dróg, choć nie sposób przejść do niego z pominięciem pierwszej części zebrania.  Zaczęło się od doskonale przygotowanego w formie multimedialnej sprawozdania z działalności sołtysa Łukasza Surmy, rady sołeckiej i najaktywniejszych mieszkańców wsi. Tu trzeba przyznać, że mieli się czym pochwalić, bowiem niełatwo znaleźć wieś tak spójną i aktywną. W ciągu minionego roku przybyła tam siłownia zewnętrzna, wyczyszczono staw, uzupełniono wyposażenie świetlicy.

Można by jeszcze długo wymieniać to, o czym informowaliśmy systematyczne na naszych łamach. Za prezentację i cały swój trud sołtys i jego drużyna usłyszeli gromkie brawa od mieszkańców wsi oraz gości, a wśród nich ryczywolskich samorządowców oraz radnych powiatu: Kazimierza Zielińskiego i Krzysztofa Ostrowskiego. Swoje sprawozdanie przedstawiła też wójt Renata Gembiak-Binkiewicz i także usłyszała brawa, zwłaszcza że swą prezentację zakończyła dobrą informacją o I-szej nagrodzie urbanistów polskich dla ryczywolskiego rynku.

Potem zaczęła się dyskusja, a jako pierwszy o głos poprosił członek zarządu powiatu Krzysztof Ostrowski. – Pewnie chcecie wiedzieć coś o odwodnieniu wsi, no to jest ciężka sprawa. Wciąż się z tym boksujemy, a potrzebna jest kalkulacja. Takich tematów jak ten z odwodnieniem Lipy jest w powiecie wiele. Pieniędzy brakuje, a te dwa miliony co wyliczył Jeran, to dziwne, bo nie jesteśmy milionerami, ale porozumiemy się z panią wójt i jakoś zrobimy. W sali nieco zawrzało, bo lipianie nie przyszli by słuchać „opowieści dziwnej treści” i ogólników, ale po konkrety. Pragmatyczny Kazimierz Zieliński zaapelował do przedmówcy: Krzysiu, Ty tu nie obiecuj, bo w tym roku nie ma mowy o żadnych inwestycjach. Wyliczenia Jerana na 1,8 miliona dla Lipy i milion na chodnik przy Mikołajczaka są takie, że Jerana trzeba zaraz odsunąć od zadań drogowych.  Ostrowski wsparł odpowiedzialnego za drogi powiatu dyrektora Jerana – Myślę, że coś zostanie z pieniędzy po przetargach na inne zadania i zobowiązuję się, że zrobimy u was to odwodnienie. 

Powaga tej deklaracji była natychmiast kontestowana przez obecnych w sali lipian. – Już jak wy coś zrobicie, to będzie jak z łataniem dziur. Co złataliście, zaraz się rozleciało, a na poboczach zostawiliście nam bałagan – wytknął urzędnikom powiatu jeden z mieszkańców Lipy.  Inni pytali, skąd te kwoty, które wyliczył Jeran. Następna osoba stwierdziła: W Ryczywole policzyli, że można odwodnić za 40 do 100 tysięcy, a w powiecie wyszły im dwa miliony? Jak to policzyli? Może zróbcie nareszcie coś z głową! Adam Sobociński dodał: Gdybyście w porę zbudowali chodnik od Gorzewa do Ludom, to nie byłoby może tragedii i śmierci pieszej.

Michał Bogacz wypowiedział się w sprawie kosztów odwodnienia. – Gdyby powiat przeznaczył na to 50 tysięcy, to i my byśmy dołożyli swoje 50 tysięcy. Dokumentację wraz z pozwoleniem wodno- prawnym już mamy, wydaliśmy na nią nie czekając na powiat kilka tysięcy, bo chcemy zająć się odwodnieniem. Razem byśmy to szybko zrobili i byłoby po wszystkim. Dariusz Grządzielewski przypomniał: Robert Zimny w imieniu zarządu powiatu już w roku 2015 obiecał nam podczas sesji, że odwodnienie Lipy będzie zaraz zrobione. Dzisiaj go zaprosiliśmy do Lipy, ale się wystraszył i odmówił przybycia. O swojej obietnicy już nie pamięta.

Znów do dyskusji przyłączył się Krzysztof Ostrowski. Zimnego nie bronił, ale tłumaczył Jerana. – On mówi, że to co planujecie zrobić w Lipie to partyzantka. Zareagował Michał Bogacz: Jeran kłamie. Mamy przecież dokumentację.  Ostrowski zaproponował: chcę zaprosić was na spotkanie ze starostą, zarządem i Jeranem, żeby ustalić. Bogacz odparł: było już kilka takich spotkań i co? Ostrowski nalegał: robię komisje, będzie Jeran. Przyjedźcie.

Dyskurs obu panów przerwała mieszkanka Lipy. – Wy się tu zapraszacie, a my przez pół roku mamy niektóre dogi całkiem nieprzejezdne. Wyjaśnienie ze strony pani wójt brzmiało: mamy wiele takich dróg w gminie – i nie uspokoiło tych, których dojazd do domów znalazł się w wodzie i błocie.  Niezadowolenie wyciszył nieco Michał Bogacz składając konkretną obietnicę: Do końca roku 2018 chcemy ułożyć kanalizację, a potem te wszystkie drogi odtworzymy z solidnym ich utwardzeniem. Na drogi przywieziemy tłuczeń i je skanalizujemy. Będzie to najpóźniej rok 2019. Szczegóły znać będę za kilka dni, a o drodze Lipa-Ludomki pamiętamy.

Dyskusja trwała jeszcze długo. Oberwało się też Lasom Państwem, które w opinii lipian – zarabiają na drzewie, prywatne firmy zarabiają na wywozie, a wsi zostawiają zniszczone drogi ja ta na bagna. Oberwało się też byłej sołtys, która skarżyła się na zły stan swojej drogi do domu, a odpowiedzi udzielił jej jeden z sąsiadów:  nie zadbała pani przez tyle czasu nawet o drogę do siebie, to jakim pani była sołtysem? Ogólny śmiech złagodził napięcia i złagodził emocje nagromadzone podczas tego spotkania.  Wsi nie przybyło ani krztyny odwodnienia, ale padło za to kilka ważnych deklaracji, o których tu piszemy, by nie zostały tak szybko zapomniane, jak szybko było ogłaszane.

Podobne artykuły