Twierdzi, że szpitale zniszczyły mu życie

Twierdzi, że szpitale zniszczyły mu życie

ROGOŹNO. Pan Józef ma 59 lat i mieszka samotnie przy ulicy Wielkiej Poznańskiej w Rogoźnie. Ma problem z poruszaniem się i ogromny żal do lekarzy, którzy w jego opinii, się do tego przyczynili. Stracił dobrze płatną pracę, żyje za marną, tysiączłotową rencinę, ledwo wystarczającą na leki. Jest sam jak palec.

Żony i dzieci nigdy nie miał, a dwa lata temu zmarła mu matka i brat. Wspiera go opieka społeczna i dobre serce burmistrza, który wysyła coraz kogoś do zaopiekowania się niesprawnym mężczyzną. Najczęściej patrzy w okno, obserwując ludzi szybko przemieszczających się w swoich sprawach. Jemu pozostało przygnębienie, wiara w sprawiedliwość i niewielka iskra nadziei na kolejną operację usprawniająca jego nogę.

Kilka lat temu pracował w elektrociepłowni i jak sam wspomina – wiodło mi się całkiem dobrze aż do dnia, gdy 15 sierpnia 2009 roku, o godzinie 7:45 rano, tuż przed moim domem miałem wypadek, gdy wracałem motorkiem z pracy. Po zderzeniu z samochodem pan Józef doznał złamania lewej nogi i trafił do szpitala w Obornikach. Tam przeszedł operację, której podjął się lekarz Jarosław P.

Ówczesny ordynator pamięta jeszcze tę sprawę. W jego opinii – pacjentowi groziła amputacja. Doktor P podjął się jednak ratowania nogi i zdecydował na bardzo skomplikowany zabieg ortopedyczny. Noga goiła się e trudno, a po wyjściu ze szpitala pan Józef zauważył, że noga nie wraca do stanu sprzed wypadku, zrasta się nierówno i jest z nią coraz gorzej. W rozmowie z nasza redakcją mówił: Zwracałem się wiele razy do lekarza. Skarżyłem się na to, że noga jest zniekształcona, ale on nie zwracał na to uwagi. Przekonywał mnie za to, ze tak musi być. Przez 15 miesięcy, co miesiąc jeździłem do niego na kontrolę. Chodziłem z wielkim trudem i z oparciem o szczudła, nie rozumiem jak to mogło być, że mu to nie przeszkadzało i nie przeszkadzało nikomu w szpitalu. Szukałem pomocy w innych miejscach aż trafiłem do poznańskiego szpitala, gdzie obiecano mi pomóc. Koszt operacji miał wynieść 10 tysięcy złotych a późniejsza rehabilitacja miała mnie całkiem usprawnić. Wtedy zwrócił się do obornickiego szpitala z żądaniem wypłaceniu mu odszkodowania w kwocie 50 tysięcy, bo wyliczył, że tyle potrzebuje na prywatną operację i rehabilitację.

Gdy usłyszał stanowczą odmowę, zaczął chodzić od Annasza do Kajfasza. – Byłem u dyrektorki szpitala, potem u starosty Olejnika. Ten znowu mnie wysłał do dyrektorki szpitala a ona do ordynatora, bo powiedziała, że się nie zna na leczeniu, gdyż jest ekonomistką. Ordynator kazał mi się cieszyć, że w ogóle mam nogę, ale to dla mnie nie była żadna pociecha, bo z noga puchła i było z nią coraz gorzej. Tak szukając pomocy trafił do kolejnego szpitala. Tym razem był to szpital powiatowy w Chodzieży. Tam przeszedł kolejną operacja, mająca naprawić skutki operacji obornickiej. Podjął się jej doktor C., ale na niewiele się zdała.

– Po tej operacji stan mojej nogi pogorszył się jeszcze bardziej a noga została całkowicie skrzywiona – opowiadał pan Józef demonstrując zdjęcia rentgenowskie swojej nogi. Zrozpaczony mężczyzna zrezygnował z pomocy medyków i zaczął jej szukać u prawników.

W grudniu 2014 roku złożył w swej sprawie skargę do prokuratury. Podejrzenie o możliwości popełnienia przestępstwa prokuratura podjęła w styczniu roku 2015. Z dokumentów wynika, że Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zaczęła je prowadzić – w sprawie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci zniekształcenia lewej nogi, po przeprowadzonej operacji u pokrzywdzonego. W celu ustalenia ewentualnej winy śledczy zwrócili się o opinię biegłych lekarzy. Po 15 miesiącach oczekiwania opinia nadeszła i była miażdżąca w ocenie działania lekarzy.

– Pierwszy raz po ośmiu latach czekania ktoś mi przyznał rację. Ta opinia wyciągnęła mnie ze stanu zupełnej rezygnacji z życia i stała się powodem do dalszego działania. Przyznała mi rację, ze popełniono błędy. Opinia nie zostawia na lekarzach, którzy mną się opiekowali nawet suchej nitki. Można przeczytać w niej zdania: Obecny stan lewej kończyny dolnej pokrzywdzonej w następstwie braku odpowiednich działań lekarskich, w szczególności akceptacji błędnych wyników własnych operacji. Przyjęte modele postępowań ortopedycznych nie były prawidłowe. Przyjęte modele postępowania ortopedycznego zarówno lekarza Jarosława P.. jak i lekarza Michała C., (skróty red.) ostatecznie nie były prawidłowe. Ponadto biegli nieprawidłowe leczenie dostrzegają w braku właściwej opieki w zakresie prawnego obowiązku jej sprawowania, co należy rozumieć jako nieuzasadnione medycznie odstąpienie od skierowania pokrzywdzonego do leczenia w wyspecjalizowanym ośrodku wysokospecjalistycznym. Efektem nieprawidłowych działań, oprócz potrzeby wykonywania dodatkowych zabiegów, jest dysfunkcja ruchowa powodująca utrudnienia w życiu codziennym pokrzywdzonego. Pod opinią podpisało się dwóch profesorów i doktor nauki medycznych.

Pan Józef ma zamiar w oparciu na ten kilkunastostronicowy dokument, skierować sprawę o zadośćuczynienie za wadliwe leczenie na drogę prawna i to niezależnie od postępowania karnego prokuratury w tej sprawi Szpitale jako instytucje nie czują się w tej sprawie winne. Można będzie ewentualnie przypisać winę lekarzom i to nawet obu. – Nasz szpital nie zapłaci żadnego odszkodowania. Jeżeli takowe zostanie zasądzone na rzecz pana Józefa, to zapłaci je ubezpieczyciel, lub obwiniony lekarz oraz jego ubezpieczyciel, bowiem każdy lekarz ma obowiązek zawrzeć umowę ubezpieczenia skutków błędów lekarskich – wyjaśniła dyrektor SP ZOZ w Obornikach Małgorzata Ludzkowska.

Tu nie mamy dla pana Józefa pomyślnych wieści co do terminu uzyskania ewentualnego odszkodowania. Dla przykładu, w sprawie niegdyś opisywanej na naszych łamach, śmierci skutkiem młodej kobiety w połogu zaniedbań. Wówczas zdaniem organów ścigania powodem był błąd ze strony lekarza i brak należytego nadzoru ze strony jego zwierzchnika. Winnych spotkała kara w postaci zawieszenia w prawach zawodowych, kara więzienia w zawieszeniu oraz zapłata części odszkodowania rodzinie pacjentki (drugą część zapłacił ubezpieczyciel). Sprawa ta jednak była badana przez sądy ponad 10 lat. Wobec lekarza Jarosława P., także trwało postępowanie, choć w zupełnie innej sprawie. Za błąd lekarski spłaca właśnie odszkodowanie. Oba te przypadki dowodzą, że warto walczyć o sprawiedliwe zadośćuczynienie, choć sprawy trwają latami.

Pan Józef liczy na odszkodowanie w kwocie co najmniej 200 tysięcy złotych. Czeka na decyzję prokuratury, czy sprawa będzie się toczyć w sprawie czy przeciwko konkretnym osobom. Chce w ewentualnej sprawie karnej brać czynny udział jako oskarżyciel posiłkowy. Czeka też na termin trzeciej operacji, tym razem kolana zniszczonego przez błędy lekarzy, w wysokospecjalistycznym szpitalu ortopedycznym im prof. Degi w Poznaniu. – Mogli mi wypłacić choć 30 tysięcy a dalsze leczenie, albo skierować mnie w porę do szpitala Degi w Poznaniu a nie było by tego wszystkiego. Oni najpierw spaprali mi nogę a potem traktowali jak intruza, aż sam się musiałem upomnieć o jakąś sprawiedliwość – powiedział na koniec rozmowy pan Józef.

Podobne artykuły