Niesmak pozostał

OBORNIKI. Nasz stały czytelnik głosił się do redakcji, bowiem spotkało go podczas zakupów w jednym z obornickich marketów coś niemiłego i dość zaskakującego. Od dawna robi zakupy w markecie nieopodal galerii handlowej i aż do minionego tygodnia chwalił to sobie.

Gdy go ostatnio odwiedził po minionym weekendzie zauważył, że robiąc większe zakupy zapełnił już ciągnięty za sobą koszyk na kółkach, a na dodatek zdał sobie sprawę, że nie będzie mógł podjechać nim do bagażnika samochodu. Żeby nie ryzykować wynoszenia zakupów w mogących pękać foliowych torbach, ustawił koszyk w szczycie regału, by nie przeszkadzał nikomu, a sam ze złotówką w palcach udał się obok czynnej kasy na zewnątrz po sklepowy wózek.

Tu jednak zastąpił mu drogę rosły ochroniarz w czerwonej bluzie z pytaniem – no i co pan zrobił? Czytelnik opisał, tak jak nam, swój zamysł zamiany koszyka na wózek. Ochoniarzowi to nie wystarczyło. Zapytał – co pan wynosi na sobie pod spodem – a przechodzące obok osoby zaczęły się przyglądać czytelnikowi dość podejrzliwie. Było to bardzo krępujące. Ochroniarz miał w tym momencie władzę i najwyraźniej zamierzał z niej skorzystać, choć nie zdecydował jeszcze jak. Ponowił swe pytanie o założoną z góry kradzież w sklepie, omiatając przy tym czytelnika bacznym wzrokiem.

Czytelnik powiedział – nie można tak traktować klientów, bo szkodzi to marce sklepu. Ruszył konsekwentnie po wózek, wrócił do sklepu, przepakował zakupy i po zapłacie wyładował je na parkingu w samochodzie. Niesmak i upokorzenie jednak pozostały. – Gdybym był podejrzany o kradzież, ochroniarz powinien mnie przeszukać. Jeżeli takiego podejrzenia nie było, to po co ten cały cyrk i to na oczach innych klientów. Pewnie przestanę tam kupować, chyba że kierownictwo marketu wyśle ochroniarza na jakiś kurs dokształcający.

Podobne artykuły