Szron na skroniach, w sercach maj i pędzle w dłoniach

Szron na skroniach, w sercach maj i pędzle w dłoniach

OBORNIKI. Ewa Sundmann-Stroińska najchętniej maluje kwiaty, ale nie jest to jedyny obiekt jej zainteresowań malarskich. Zygmunt Kaczmarek lubi malować pejzaże, a Stanisław Kolanus od pewnego czasu maluje kobiety Witkacego. Czyta wiele o tym niezwykłym artyście, starając się jak najlepiej poznać jego świat.

Malować zaczął około czterech lat temu, czując potrzebę ducha i mając rezerwę czasu. Elżbieta Piechowiak zaczęła malować w ramach terapii w walce ze straszną chorobą. Ucieczka od zasklepienia się w cierpieniu skierowała ją do poznańskiego stowarzyszenia Serdecznik, a będąc z gruntu dobrym człowiekiem o ogromnej delikatności i empatii wobec bliźnich starała się, i nadal stara pomagać innym, wypełniając resztę swego czasu sztuką. Nie ma określonej tematyki malarskiej ani wybranego tworzywa. Jest uniwersalna i nie stroni od martwej natury. Maria Kasperczak maluje od czasu, gdy wnuki podrosły i ma więcej czasu. Jej miniaturowe pejzaże robią spore wrażenie, zwłaszcza z rzeką na pierwszym planie. Wybrała je przeglądając zdjęcia ze spacerów i wypraw zimowych w okolice Obornik. Potem przeniosła na płótno i wraz z kilkoma innymi pokazała na wernisażu amatorów, którzy wystawili swe prace w szacownych murach biblioteki publicznej. Ich mecenasem, jak sami ją nazywają, jest Maria Pilarska, udostępniająca artystom świetlicę.

– Mamy tam dobre światło, życzliwą opiekę i dobrą kawę na dobry początek – powiedział Stanisław Kolanus podczas wernisażu wystawy. Panią Marię fetowano oklaskami, bo dla licznie zgromadzonych na otwarciu wystawy Obornicka Spółdzielnia Mieszkaniowa kojarzyła się dotąd z czynszami lub remontami, a rzadko z artystami. Pani prezes i mecenas sztuki w jednej osobie została uhonorowana naszyjnikiem z kolorowych kwiatów, a pomysłodawczynią tego wyróżnienia była niezastąpiona Aldona Banik, która nie tylko artystów wieńczyła kwiatami, ale i dyrektor oraz dobrego ducha tego rodzaju przedsięwzięć Krystynę Eichler, którą udekorowała krwistoczerwonym kwietnym boa.

Wystawa jest warta odwiedzin, bo zgromadziła barwy, ciekawe opowieści i wiele energii. Prezentowane tam obrazy malowały i tworzyły osoby wyjątkowe, z wiekiem senioralnym w metrykach i wieczną wiosną w sercach. Licznie przybyli na wernisaż goście byli zgodni w tym, że dobrze jest móc i chcieć przekazać swoje przemyślenia, odczucia czy pokazać co w duszy gra poprzez sztukę. Pięciorgu artystom amatorom udało się to znakomicie, a na dodatek już po raz drugi.

Podobne artykuły