Tam gdzie szaleństwo się ściga z obłędem, czyli nowy armagedon – burmistrzowie chcą jechać na Nowogrodzką do prezesa

Tam gdzie szaleństwo się ściga z obłędem, czyli nowy armagedon – burmistrzowie chcą jechać na Nowogrodzką do prezesa

OBORNIKI. – Może być wprowadzone na moście wahadło, ale wówczas zmiana trwałaby… 17 minut. Taką informację otrzymała nieoficjalnym kanałem nasza redakcja.

Od dłuższego czasu trwają zabiegi burmistrza Obornik o wprowadzenie ruchu wahadłowego na czas zaplanowanego remontu mostu na Warcie w ciągu drogi krajowej. Najczęściej słychać było, że nie da się tego wprowadzić a ponadto nie ma sensu, bo jazda z Poznania do Piły odbywać się będzie bez przeszkód, a w drodze powrotnej można jechać przez Murowaną Goślinę i Suchy Las. Patrząc na takie rozwiązanie z perspektywy warszawskiej wygląda to całkiem ładnie. Patrząc na takie rozwiązanie z obornickiego Rynku wygląda to kuriozalnie.

– Próbowaliśmy znaleźć zrozumienie i pomoc u posłów partii rządzącej z okręgu pilskiego. Niestety bezskutecznie. Teraz staram się zainteresować sprawą posłów PiS z Poznania. Jak trzeba będzie pojadę razem z burmistrzem Szramą na Nowogrodzką – powiedział wiceburmistrz Piotr Woszczyk.

Na most zastępczy nie ma ani szans, ani czasu na jego montaż. Tymczasem od wykonawcy nadszedł sygnał, że może się zgodzić na ruch wahadłowy, ale w cyklach… 17 minutowych. Co to oznacza dla Obornik? Przy założeniu, że drogą przejeżdża średnio jak dotąd 19500 pojazdów, dzieląc to przez 24 godziny i średnią długość pojazdu, w ciągu owych 17 minut przed mostem stanie kolumna długa na ponad 2 km. Owa kolumna przejedzie w ciągu 17 minut przez most jedynie częścią pojazdów. Reszta stanie, a za nimi kolejny dwukilometrowy sznur pojazdów. Tu warto pamiętać, że nawet po wyłączeniu wszystkich świateł będą prace na wiadukcie czy przejścia dla pieszych. Po paru godzinach korek sięgnie Ocieszyna, w godzinach szczytu nawet Złotnik, a z drugiej strony może nawet okolic Rogoźna.

Nawet jeśli przejaskrawiliśmy ten obraz, to armagedonu komunikacyjnego nie da się uniknąć, chyba że zaradzi temu ewnetualna wizyta burmistrzów u prezesa w Warszawie.

Podobne artykuły