Mieszkańcy Szczytniewskiej z protestem u władz powiatu i zaskakująca obietnica Krzysztofa Ostrowskiego

Mieszkańcy Szczytniewskiej z protestem u władz powiatu i zaskakująca obietnica Krzysztofa Ostrowskiego

ROŻNOWO, OBORNIKI. – Wróciliśmy jak obiecałem – powiedział podczas ostatniej w minionym roku sesji rady powiatu mieszkaniec Drogi Szczytniewskiej Tadeusz Witek, wraz z którym do sali sesyjnej weszło kilkanaście innych osób zamieszkujących tę opuszczoną przez wszelkie władze ulicę.

Miesiąc wcześniej Tadeusz Witek apelował do zarządu powiatu o kilka wywrotek tłucznia, aby drogę wyrównywaną latami przez samych mieszkańców utwardzić, bo jej degradacja postępuje coraz szybciej. Uzyskał wówczas tyle, że zarządzający tą drogą wysłał tam wyrówniarkę nie w tym terminie jaki uzgodniono, a jej operator nie bacząc na ciągłe opady deszczu przewalił błoto ze spodu na wierzch. Tadeusz Witek ujął to słowami: Po mojej pierwszej wizycie nastąpiło żałosne równanie. Równiarka miała być po wywozie buraków a przybyła przedwcześnie, mimo uzgodnień z sołtysem. Równiarka przewaliła błoto, uszkodziła kilka studzienek. Buraki trzeba było wywieźć, a my od tego czasu w błocie po kolana się poruszamy. Dlaczego robicie nam na przekór? Dlaczego marnujecie pieniądze nas, podatników? Droga zmarnowana, rowy się zawaliły, podłoże się zapada i strach przed wiosną. Jaki macie plan na te 300 do 350 metrów drogi? Nie chcemy wiele, kilka ciężarówek kamienia. Szkoda, że żaden z was się nie pofatygował, choć zapraszaliśmy.

Do jego wystąpienia przyłączyła się jedna z sąsiadek: Przecież my nie chcemy wiele. Nie chcemy asfaltu, chcemy równej drogi i świateł, bo żyjemy po ciemku jak ludzie pierwotni, Tam się nie da żyć. Jak chodzić? Dołączył do niej kolejny sąsiad ze słowami: Karetka nie chce dojechać, za to jeżdżą tu jacyś wariaci. Zwracając się do siedzącego w sali komendanta policji wyjaśnił: Jak mieszkam tam dwa lata to tylko raz była policja. Jeżdżą czasem wariaci i robią rajdy po błocie a policja nic. Gdy tylko skończył, komendant Wojciech Spychała skwitował tę skargę słowami: Dziękuję za sygnał. To pomaga nam w pracy. Wiem co zrobić i zajmiemy się tym problemem.

Tadeusz Witek kontynuował: Kto podpisał odbiór tej drogi? Tę drogę mieliśmy niedawno w dobrym stanie, gmina dała nam kamienie a my utwardzaliśmy ją własnymi rękoma. W tym czasie powiat nic nie zrobił i nam w niczym nie pomaga. Odpowiedzialny za drogi Andrzej Okpisz wyczuł, że czas na odpowiedzi i wskazał na dyrektora zarządu dróg powiatowych Bogdana Jerana. Ten swoim zwyczajem zgrabnie ominął problem Szczytniewskiej przechodząc z miejsca do „problemów ogólnych”: Dróg do naprawy mamy 64 kilometrów, a jeden kilometr kosztuje milion złotych. Drogi naprawiamy na tym poziomie, na jaki nas stać. Gorsze są w Sycynie, Sokołowo, Budziszewku czy Zawadach a Szczytniewska jest w środku tego rankingu. Monitorujemy, naprawiamy, ubytki usuwamy. Naprawialiśmy też waszą drogę, ale warunki były niewłaściwe. Jak jesteście w stanie za te pieniądze sobie wyremontować, to chętnie je odstąpimy i sami sobie zrobicie. Tam szybkość ograniczona do 30 na godzinę, więc znaczy, że jeździcie szybciej, to znaczy, że droga jest w tak dobrym stanie, że można szybciej. Na ile możemy na tyle naprawimy. Zdaję sobie sprawę, że to was nie satysfakcjonuje. Jak rada powiatu zdecyduje, to zrobimy więcej. Drogi są rozjeżdżane przez pojazdy rolnicze, a trudno nam stawiać szlabany. Postaram się zachować waszą drogę w stanie przejezdności, ale na przebudowę nie można liczyć. Na koniec Jean stwierdził: Was więcej, to jestem na przegranej pozycji, ale mam wykresy z drogi i innych dróg i możemy je oglądać razem, bo są na tych wykresach małe odchylenia. Największe odchylenie są na Ogrodowej w Obornikach.

Gdy Jeran dotarł aż do centrum Obornik, głos zabrał Gustaw Wańkowicz prosząc starostę, by się nad problemem pochylił. – Przy właściwej pogodzie trzeba przywieźć kamień, wyrównać we właściwy sposób, by droga była lepsza. Zaraz po nim głos zabrał radny Andrzej Ilski:  Mieszkańcy mają trafne argumenty. Oni nie przyszli po nową drogę, ale poskarżyć się na źle wykonany remont. Oni postawili dyrektorowi Jeranowi wyraźny zarzut i czekają na pana decyzję, co pan zrobi z dyrektorem.

Skierował ostatnie słowa do starosty Adama Olejnika. Ten odparł: Muszę tę sprawę zbadać. Zapoznać się z kalendarzem prac, przejrzeć dokumenty, a jak będą powody do ukarania to ukarzę. Piotr Desperak był najwyraźniej przeciwny karaniu Jerana i zaproponował: Skupmy się nad tym, co można dla mieszkańców drogi zrobić. Kolejna przyczepa szlaki nie ma sensu, bo oni tu wrócą z nierozwiązanym problemem. Adam Olejnik ostrzegł zebranych: Jak zrobimy Szczytniewską to przyjdą inni, żeby im też drogi porobić. Ci z Sepna już nawet byli, bo nie jadą, ale płyną. Gustaw Wańkowicz znów upierał się, by drogi jednak ponaprawiać: Był czas, że kupowaliśmy tłuczeń i robiliśmy drogi i do tego wrócimy. Dołączył do niego Paweł Wardęga radząc: Warto wykopać rowy, woda spłynie i będzie dobrze. To nie jest straszny koszt. Potem wystarczy dobrze, panie dyrektorze, drogę wyprofilować a potem utwardzić kamieniem i go zagęścić. Tak, moim zdaniem, trzeba robić drogi gruntowe. Poparł go Kazimierz Zieliński wskazując na uchwalany właśnie budżet powiatu: Proponuję zaplanowany milion na chodniki i na powierzchniowe utwardzenie dróg przeznaczyć na porządne utwardzenie dróg gruntowych. Są ważniejsze od przekładania chodników, bo te mogą jeszcze rok poczekać.

Radny i członek zarządu powiatu Krzysztof Ostrowski starał się przeciąć ów węzeł gordyjski słowami godnymi samego starosty: Biorę to na siebie. Pomysł Wardęgi jest najlepszy. Dopilnuje tego i wspomogę dyrektora, by odwodnić drogę. Ze swojej strony obiecuje państwu, że nie odpuszczę, a znają mnie z uporu. Wasza sprawa jest dla mnie ważna i stan waszej drogi poprawimy.

Takich słów oczekiwano na tej sali latami. Jedynym niezadowolonym został Andrzej Ilski, który dość nieoczekiwanie oświadczył: Mnie pańska wypowiedź zdenerwowała. Niech pan nie obiecuje gruszek na wierzbie. Jest pan radnym z dietą 1800 złotych a ja 800 złotych, ale to jedyna różnica miedzy nami, ja nic nie mogę i pan nic nie może. Po co te obietnice?

To zakończyło wizytę Tadeusza Witka i jego sąsiadów. Uwierzyli w obietnicę Krzysztofa Ostrowskiego. Jeżeli jednak skończy się tylko na słowach, można być pewnym, że mieszkańcy Drogi Szczytniewskiej wrócą i to w składzie jeszcze liczniejszym.

Podobne artykuły