Nowa linia elektroenergetyczna: po siódmym projekcie znowu pierwszy, czyli kołowrotek z wariantami

OBORNIKI. Swego czasu projektanci przebiegu przez gminę Oborniki nowej linii elektroenergetycznej 400kV tak ja wyrysowali, że zmuszała do wyburzenia dwóch domów mieszkalnych oraz blokowała wiele terenów inwestycyjnych.

Oborniccy radni pogodzili się z tym, że prąd musi jakoś płynąc z południowych elektrowni na północ kraju, a w porównaniu z innymi gminami straty nie będą aż tak dotkliwe. Wyrazili swą uchwałą przebieg linii tą trasą i szybko o tym zapomnieli. Potem projektanci poprawiali jeszcze sześć razy przebieg trasy i po każdej poprawce było jedynie gorzej. Burmistrz na owe poprawianie się nie godził i pokazywał projektantom uchwałę rady miejskiej, która uznała za jedyny kompromis ów pierwszy projekt.

Razu pewnego, w połowie tego roku pojawili się nowi projektanci i zaproponowali taki przebieg trasy linii 400kV, że niczego burzyć nie trzeba, a prąd popłynie nad lasami i polami, gwarantując gminie dodatkowe podatki a rolnikom odszkodowania. Tym razem burmistrz wysłuchał ich propozycji z uwagą i powagą, po pierwszy projekt nie sięgał, prosząc radnych o zaopiniowanie siódmej wersji planu. Radni, tak jak burmistrz, uznali to rozwiązanie za optymalne i wszyscy wyszli ze spotkania zadowoleni.

Tymczasem uchwała o przyjęciu pierwszej wersji projektu spoczywała gdzieś w papierzyskach niczym bomba z opóźnionym zapłonem i tykała cierpliwie, aby wybuchnąć w jakimś najmniej oczekiwanym momencie. Niedawno wokół różnych wersji przebiegu linii zaczęli krążyć niczym sępy jacyś dziwni faceci. Organizowali wiejskiej spotkania, coś tam wyjaśniali, czegoś nie mówili, ale zawsze zapewniali, że – jak nas posłuchacie, to będziecie zadowoleni.

Ostatnio trzech panów ze stolicy odwiedziło obornickich radnych, by podczas sesji zaproponować im powrót do wersji pierwszej, tej z wyburzeniem dwóch domów. Jeden z panów mówił, drugi nagrywał spotkanie za pomocą eleganckiego tabletu, a trzeci obserwował reakcje słuchających. Po sesji Tomasz Szrama żachnął się. – Czas kończyć te szopki i zatwierdzić odpowiednią uchwałą, tę najmniej kolizyjną wersję siódmą. Ponadto trzeba usunąć wersję pierwszą, zanim kiedyś nam wybuchnie. Burmistrz ma zamiar zaproponować radnym podjęcie takiej uchwały podczas kolejnej sesji rady miejskiej, by raz na zawsze temat zakończyć.

Podobne artykuły