Połajewianin spowodował rekordowe korki w całym regionie, poznańska policja zablokowała drogę na Oborniki

Połajewianin spowodował rekordowe korki w całym regionie, poznańska policja zablokowała drogę na Oborniki

ZIEMIA OBORNICKA. Nadal nieznany jest powód wtorkowego wypadku w Golęczewie, znane są jednak jego konsekwencje. Młody mieszkaniec Połajewa, około godz. 5.40, kierując samochodem marki Volkswagen Golf zderzył się z jadącym w przeciwnym kierunku samochodem ciężarowym. Przód osobówki w jednym momencie przestał istnieć. Blacha wraz z całą maską zgięła się w rulonik jak zrobiona z papieru.

Ciężarówka przewróciła się na bok i wylądowała w rowie. Na miejsce zostali wezwani strażacy z Chludowa, Golęczewa i Poznania jak również policjanci ze wszystkich pobliskich komend. Strażacy zastali auto osobowe na poboczu drogi, obok auta znajdował się poszkodowany, zaś drugie auto ciężarowe leżało w rowie po przeciwnej stronie jezdni. Kierowca ciężarówki opuścił pojazd o własnych siłach. Strażacy w pierwszej fazie akcji zabezpieczyli miejsce akcji, udzielili pierwszej pomocy poszkodowanemu i przygotowali ciężko rannego kierowcy auta osobowego do transportu przez karetkę pogotowia.

Mężczyzna z obrażeniami całego ciała został przewieziony do szpitala w Poznaniu. W minioną niedzielę jego stan był ciężki, ale i stabilny. Na czas prowadzonych działań przez służby była całkowicie zablokowana. Odczuli to wszyscy którzy jechali do Poznania do pracy lub z dziećmi do szkoły, oraz ci, którzy wracali z Poznania do Obornik po nocnej zmianie. Jeżeli trafiło się na korek około godz. 6 rano, trzeba było czekać ponad dwie godziny na rozładowanie zatoru. Nie znaczy to jednak, że później można było jechać dalej.

Policja zablokowała szosę w obie strony. Kierowcy zjeżdżający z obwodnicy musieli zatrzymać się i czekać aż służbiści łaskawie wypuszczą ich z pułapki. Zanim policja zebrała siły, żeby kontrolować ruch minęło, 120 minut. W tym czasie oborniczanie, którzy próbowali dostać się do domów, spali w samochodach przy temperaturze zbliżającej się do zera. Gdy wreszcie rozpoczęto puszczać ruch, około godz. 8 rano, policjanci nadal nie mieli przygotowanych objazdów, ani nie przepuszczali samochodów przez drogę krajową nr 11 w kierunku na Oborniki. Zamiast tego zaczęli wszystkich cofać na Poznań. Sfrustrowani kierowcy, którzy pytali się jak mają dojechać do Obornik, słyszeli od policjantów: „nie mamy pojęcia, nie jesteśmy stąd”. Niektórzy kierowcy próbowali przejechać bokiem, trasą na Kiekrz, później boczną drogą przez Golęczowa aż do Chludowa.

Tutaj jednak czekała ich kolejna niespodzianka. Akurat w tym czasie remontowano drogę przez Golęczewo. Tysiące samochodów manewrowało pomiędzy spychaczami, ciężarówkami i pracownikami. Pomimo, że strażacy i ratownicy z karetki dobrze wykonali swoją pracę, prawdopodobnie ratując życie młodemu kierowcy, poznańscy policjanci ponieśli sromotną klęskę. Ruch wahadłowy został wprowadzony dopiero trzy godziny po wypadku. Gdyby poznaniacy poprosili o pomoc obornickich policjantów, którzy nie tylko znali teren, ale również mają doświadczenie w radzeniu sobie z blokadami na drodze krajowej nr 11, sprawa mogłaby wyglądać inaczej.

Podobne artykuły