Po 72 latach zagrał na organach i opowiedział swoją historię

LUDOMY. W maju pisaliśmy o Fredzie Neubauerze, 90 letnim Niemcu, który udając się w podróż sentymentalną do Obornik, przypadkiem trafił do Obornik Śląskich, by ostatecznie po wielu przygodach dotrzeć do hotelu Doris Barbary i Tadeusza Cichackich.

Gdy gość odpoczął po trudach podróży, zajął się nim nauczyciel z Objezierza Adam Maliński, germanista i zamiłowany regionalista. Dzięki uprzejmości pana Adama możemy przekazać relację z tych niezwykłych odwiedzin po ponad 70 latach.

Fred Neubauer najbardziej chciał zwiedzić Ludomy, które szczególnie zapadły mu w pamięć.

Udał się tam z Adamem Malińskim. Poprosił o pokazanie mu, jak zapamiętał, neobarokowego kościoła ewangelickiego z końca XIX wieku z wieżą zakończoną hełmem w kształcie cebuli.

Okazało się jednak, że to nie ten kościół, który mu utkwił w pamięci. Najbardziej zależało mu jednak na zobaczeniu organów. Za zgodą księdza proboszcza Niemiec mógł zwiedzić wnętrze kościoła, który w czasie II wojny światowej był zamknięty dla Polaków i niemieckich katolików. W pamięci przybyłego z Westfalii siedemnastoletniego wówczas Freda Neubauera utkwił też moment, w którym miał możność zagrania na organach w jedną z niedziel 1944 roku.

Ponad 70 lat marzył o tym, aby ponownie przybyć do Ludom i dotknąć historycznych organów. Dla towarzyszących mu polskich przewodników było niezwykłym przeżyciem zobaczyć bardzo wzruszonego gościa, który po 72 latach, 12 maja 2016 znowu mógł dotknąć i zagrać na ludomskich organach.

Ksiądz kanonik Tomasz Kurkowiak, proboszcz parafii ludomskiej, pobłogosławił podróżnego, życząc mu dużo zdrowia i spełnienia marzenia powrotu do Ludom za rok.

Skąd ten sentyment do tego miejsca? Fred Neubauer wyjaśnił to opowiadając swoją historię.

Urodził się 10 lutego 1927 roku w Westfalii, niedaleko Gelsenkirchen. Pierwszego dnia marca 1944 roku jako siedemnastolatek został powołany do pełnienia 12-letniej służby w Reichsarbeitsdienst (RAD, Służba Pracy Rzeszy). Na miejsce swego skierowania jechał pociągami wojskowymi przez cały ówczesny obszar III Rzeszy. Dotarł do Żychlina koło Kutna, gdzie przez pierwszy miesiąc swej służby pracował przy budowie umocnień wojennych w okolicznych lasach. Po miesiącu został przeniesiony do jednostki RAD Abt 5/34, stacjonującej w Ludomach. Pamięta, że przez jeden miesiąc uczęszczał do szkoły w Szamotułach (Samter).

W Ludomach, w odległości około kilometra od centrum wioski, znajdowały się dwa kompleksy drewnianych baraków, gdzie mieszkali niemieccy junacy. Zbudowano tam również kolejkę wąskotorową.

Głównym zajęciem pełniących służbę w RAD Abt. 34/5 młodzieńców i starców była budowa stanowisk artylerii przeciwlotniczej (Flak). 90-letni Fred Neubauer zapamiętał, że najwyższym stopniem wojskowym był Oberfeldmeister Gezius. Jego oddział budowlany składał się z około 250  osób i był podzielony na cztery pododdziały składające się z około 50-60 ludzi każdy. Wszyscy mieszkali w drewnianych barakach, a w jednym pomieszczeniu spało 10-12 osób.

Oprócz zadań budowlanych musiał się też nauczyć gradacji służbowej, którą do dziś pamięta i cytuje: Vormann, Obervormann, Hauptvormann, Untertruppvormann, Unterfeldmeister, Haupttruppfuhrer, Feldmeister, Oberfeldmeister, Oberstfeldmeister, Abteilungsmeister, Abteilungsoberstfeldmeister. Pracowano przy pomocy transportu konnego. Stanowiska ogniowe dla armat przeciwlotniczych kopano ręcznie przy pomocy łopat.

Fred Neubauer zachował do dziś wiele przepustek uprawniających go do przejazdów do Poznania, skąd musiał przywozić wozem konnym lekarstwa dla oddziału. Jeździł też do Strzelna, gdzie budowano drogi.

Jego zwykły dzień zaczynał się pobudką o 6 rano. O godzinie 7 był apel, potem śniadanie i praca w systemie ośmiogodzinnym. W niedziele wolno było opuszczać obóz, jednak nie dłużej niż na trzy godziny i tylko w grupach conajmniej trzyosobowych, z uwagi na zagrożenie polską partyzantką.

Ciekawostką jest, że junacy nie mogli pić wody, którą ponoć zatruli im Polacy. Codziennie dostarczano do obozu w 200-litrowych beczkach mleko. Fred Neubauer udał ?sture Westfalle,? czyli tępego Westfalczyka, i pomimo zakazu napił się wody. Niebawem okazało się, że ma wysoką gorączkę, co stwierdził miejscowy wojskowy lekarz, kierując chorego do lazaretu.

17-letni Fred cieszył się zaufaniem dowódcy oddziału Geziusa i otrzymał zadanie opiekowania się jego ciężarną żoną oraz dwójką małych dzieci. Ta, wraz z potomstwem, ewakuowała się jednym z ostatnich pociągów, gdy Rosjanie byli już prawie pod Czarnkowem. Fred pomagał jej w ucieczce, towarzysząc Niemce aż do Rolzhausen koło Gottingen.

Tam zatrzymany przez niemiecką żandarmerię polową został skierowany do kolejnego oddziału RAD, gdzie pracował do 18 kwietnia 1945, czyli do dnia, gdy dostał się do amerykańskiej niewoli, mimo iż w ostatniej chwili zdążył pozbyć się munduru. W niewoli przebywał na terenie Francji aż do Bożego Narodzenia 1945.

Kiedy wrócił do kraju okazało się, że dom jego rodziców w wiosce Westelhold koło Recklinhausen, niedaleko Gelsenkirchen, już nie istnieje, zniszczony amerykańskim bombardowaniami. Taka była historia nastolatka wplątanego w losy straszliwej wojny.

Fred Neubauer pozostał w Niemczech, a w Ludomach, w swoim baraku zostawił wśród swych rzeczy osobistych najcenniejsze dla niego zdjęcia. Z Ludomami wiąże go nie tylko wiele wspomnień z czasu wojny, ale i pamięć pierwszej miłości do pięknej Polki. Wtedy krył to uczucie, bo było to w stosunki do córy podbitego narodu surowo zabronione.

Dziewięćdziesięcioletni Fred Neubauer ma wciąż przez oczami obraz pięknej, ciemnoblond długowłosej dziewczyny i bardzo przeżywa nieubłagany bieg czasu i bezwzględne koło historii, który przetoczyło się po jego życiu zabierając mu miłość, młodość, rodzinę i dom. Po wojnie pracował jako górnik w Belgii i nauczyciel w szkole zawodowej górnictwa w Niemczech. W 1952 odnalazł dzięki pomocy Czerwonego Krzyża rodzinę swojego dowódcy Geziusa w Gottingen i odwiedził go.

Dzięki kolejnemu regionaliście, Robertowi Zimnemu, udało się pokazać gościowi z Niemiec kilka zdjęć  przedstawiających dawne drewniane baraki RAD w Ludomach/Ludomkach.  Fred Neubauer rozpoznał barak, w którym mieszkał, pokazał gdzie były Wachtstube, czyli wartownia oraz Schreibstube – pomieszczenie do pisania. Na rzecz zbiorów przyszłej izby regionalnej, planowanej w Ryczywole i Obornikach, Fred Neubauer przekazał przechowywane przez siebie oryginalne dokumenty i dwa zdjęcia.

 Leciwy Niemiec zdążył, za radą i przy pomocy proboszcza z Ludom, odwiedzić miejsce gdzie stoją jeszcze fragmenty dawnych baraków byłego obozu RAD – Reichsarbeitsdienst/Abteilung 34. Odwiedził też odnowiony, staraniem Stowarzyszenia Rewitalizacji Cmentarzy Ewangelickich, cmentarz ewangelicki w Ludomach.

Podobne artykuły