Drewno było i znikło

LULIN. W minioną środę porywisty wiatr, który nawiedził Ziemię Obornicką zerwał pokaźną gałąź z drzewa na trasie z Lulina do Baborowa. Potężny kawałek drewna zablokował przejazd połową szosy. Jeden z mieszkańców zadzwonił po pomoc, by uprzątnięto blokadę. Jednak zanim służby dojechali na wieś, ten sam mieszkaniec zadzwonił po raz kolejny informując, że gałąź znikła. Zrobił to po to, żeby strażnicy nie pomyśleli, że on ją ukradł.

Drzewo stało na terenie gminy, tym samym było własnością samorządu. Strażnicy miejscy zjawili się na miejscu i znaleźli ślady po masywnym kawałku drewna. Było one tak ciężkie, że potrzeba byłoby czterech chłopa, żeby je ruszyć, lub ciągnika. Strażnicy rozpoczęli śledztwo. Na pobliskim polu znaleźli ślady opon i ciągniętej gałęzi. Za nitką aż do kłębka doszli do niedaleko położonego gospodarstwa. Tam znaleźli świeżo pocięte kawałki drewna. Rolnik nie przyznał się do kradzieży, tylko oświadczył, że jest to jego drewno.

Sprawa mogłaby zakończyć się nawet w sądzie, gdyby za rolnikiem wstawiła się sołtysowa. Poinformowała ona strażników, że na wsi ten właśnie ten rolnik zajmuję się sprzątaniem gałęzi. Na tym też sprawa się skończyła, bo jak tu karać za wiejskie tradycje i ustalenia.

Podobne artykuły