Mateusz Szymański, bohater z Kowanówka

KOWANÓWKO, KAROLEWO. Dochodziła godzina siódma rano. Wychodząc z łuku z szybkością 110 km/h spostrzegłem zamknięty między rogatkami samochód ciężarowy. Natychmiast wdrożyłem nagłe hamowanie i wybiegłem z kabiny maszynisty, alarmując ludzi, żeby padli się na podłogę. To był jedyny sposób, aby zmniejszyć obrażenia, jakich mogli doznać skutkiem zderzenia – powiedział 27-letni Mateusz Szymański z Kowanówka, bohaterski maszynista, który nie stracił głowy ratując pasażerów przed niechybną kolizją.

Było to 19 kwietnia około godziny 7:00 na trasie Wągrowiec?Poznań, a dokładnie na wysokości wsi Karolewo pomiędzy miejscowościami Sława Wielkopolska a Skoki.

Prowadzony przez Mateusza Szymańskiego szynobusu o masie sięgającej grubo ponad 100 ton miał prędkość 110 km/h. Gładkie stalowe tory były wilgotne od porannej rosy. Zatrzymanie w takich warunkach pojazdu to setki metrów.

Gdy maszynista zauważył uwięzioną pomiędzy rogatkami ciężarówkę nie wiedział, czy jej kierowca zdecyduje się wyłamać aluminiową barierkę, czy będzie czekał na nieuchronne zderzenie. Nie wiedział czym ciężarówka była załadowana. Pewne było jedynie to, że uderzenie będzie potężne, a skutki mogą być nawet tragiczne. Opowiadał w naszej redakcji, jak szybko pracował jego umysł. Błyskawicznym ruchem odciągnął dźwignię, włączając hamulec pneumatyczny. Mózg pana Mateusza błyskawicznie przeliczał. Elektrozawory uruchomią hamulec pneumatyczny. Zadziała system ABS, a piaskownice zwiększą szorstkość i opór szyn. Jeżeli nadwozie nie wyskoczy z czopów, zostaje parę sekund, aby wybiec z kabiny i odbiec jak najdalej w głąb pociągu, zanim dojdzie do zderzenia i zanim ciała pasażerów zamkną drogę odwrotu.

Podczas gdy umysł maszynisty kalkulował, jego mięśnie już działały. Rzucił się przed siebie i biegnąc wzdłuż pociągu wolał do pasażerów, aby padli na ziemię. – Musiałem użyć takich słów i wołać w taki sposób, aby działali instynktownie, bez pytań i bez zastanowienia. To był jedyny sposób.

– A co z pańskim stresem? Co ze strachem? Jak pan go opanował w tak krótkim czasie?

– Prowadzę pociągi od czterech lat. Od roku potrafię działać w stresie. Nagły wzrost poziomu adrenaliny nie hamuje mnie, lecz stymuluje. Nie paraliżuje mnie strach, lecz napędza potrzeba działania.

To działanie odniosło doskonały rezultat. Wewnętrzny monitoring pociągu zarejestrował, jak drewniana belka wbiła się w szynobus, wybijając szybę w miejscu, w którym sekundę wcześniej znajdowała się pasażerka.

Laminatowe poszycie szynobusu uległo całkowitej destrukcji. Zbiorniki z wodą znajdujące się pod pojazdem znalazły się nagle w kabinie maszynisty. Wszędzie sypało się szkło. Pękły potężne czołowe szyby. Słychać było huk uderzenia i trzask łamanych elementów pojazdu.

Szybka reakcja maszynisty uratowała dziesiątki pasażerów.

– Nie czuję się bohaterem. Cieszy mnie, że udało się bezpiecznie przejść przez ten wypadek i że nikomu nic się nie stało – powiedział skromnie Mateusz Szymański.

Pan Mateusz niemal od urodzenia mieszka w Kowanówku. Ma miłą aparycję, jest powszechnie lubiany. Kulturalny sposób bycia i wysławiania oraz ciepły uśmiech przysparzają mu wiele sympatii. Od najmłodszych lat interesuje się muzyką. Gra na instrumentach klawiszowych i wiele razy przygrywał podczas imprez wiejskich w świetlicy w Kowanówku lub podczas innych zabaw. Podczas studiów na politologii ukończył wydział zarządzania i gospodarowania zasobami ludzkimi. To może właśnie dzięki znajomości psychiki tłumu zdołał w ciągu paru sekund bezpiecznie ?położyć? ich na ziemi.

Mateusz Szymański nie chce się czuć bohaterem. Uważa, że zrobił co należało i po co o tym wiele mówić?

Jest też i druga strona zdarzenia. O ile kierowca – sprawca kolizji nie mówi nic, jego szef a zarazem właściciel firmy przewozowej mówi wiele, by nie rzec zbyt wiele.

Stacja TVN24 odnotowała jego wypowiedź. – To, że on uciekł i informował pasażerów, że grozi im jakieś niebezpieczeństwo, jest to też jakiś tam odruch, ale każdy z nas, kiedy widzi niebezpieczeństwo jadąc w samochodzie, to nie wskakuje na tylne siedzenie, tylko kładzie rękę na klakson i hamuje – twierdził Wojciech Szkudlarek, którego zdaniem rogatka zamknęła się na kabinę, a kierowca nie chcąc jej uszkodzić do końca próbował odbić w prawo i odjechać z przejazdu. Według Szkudlarka sygnał dźwiękowy i zamknięcie przejazdu następuje w tym samym momencie. Na dowód pokazał film, który tego nie potwierdza, a komisja powołana przez kolej dowiodła, że przejazd był zabezpieczony w sposób należyty.

Specjalistka od spraw bezpieczeństwa Ryszarda Węcławik, dyrektor Działu Bezpieczeństwa Ruchu Kolejowego komentuje to słowami: Wypowiedź o tym, że należało hamować, trąbić itp. jest żenującym przykładem połączenia braku elementarnej wiedzy o poruszaniu się pojazdów i bezczelności, gdy zamiast przynajmniej przeprosić ludzi, którzy o mały włos nie straciliby życia, szuka się co najmniej ?wspólników? ewidentnego przestępstwa.

Tymczasem właściciel firmy przewozowej złożył do prokuratury wniosek z podejrzeniem, iż jego zdaniem – przejazd kolejowy nie spełnia wymagań i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa powszechnego. Mężczyzna wnioskuje też o przeprowadzenie eksperymentu dotyczącego czasu hamowania i przekroczenia dozwolonej prędkości przez maszynistę. Prędkość 110 km/h jest jednak na wyremontowanej trasie w pełni dozwolona a Mateusz Szymański potwierdził nam, że w Wielkopolsce są tory, po których jeździł już 160 km/h.

Koleje Wielkopolskie, jak i PKP PLK SA mogłyby podjąć działania z zamiarem windykacji szkód. Owe szkody są ogromnie. Samo uszkodzenie szynobusu już wyceniono na kwotę ok. 800 tysięcy złotych, a to jeszcze nie jest kwota ostateczna, bo według naszych nieoficjalnych jeszcze ustaleń, przekroczy ona milion złotych.

– Po zgłoszeniu, prokuratura już teraz może podjąć działania, które moim zdaniem powinny szybko spowodować odebranie prawa jazdy kierowcy i licencji na wykonywanie przewozów właścicielowi firmy transportowej – stwierdzi Węcławik i dodaje, że – wniosek do prokuratury jest… dobrą informacją dla kolei. Bez zawiadomienia trzeba by było poczekać na wyniki prac komisji kolejowej.

Przedsiębiorca spiera się z władzami kolei, a o bohaterze z Kowanówka mówią i piszą media na całym świecie.

Informacje o wypadku i postawie maszynisty dotarły do tak odległych miejsc jak Australia i Nowa Zelandia, Kanada a nawet Wietnam i Iran. Film ze zdarzenia opublikowała telewizja CNN, a Mateusz zaistniał w takich mediach jak Daily Maill, The Daily Telegrach, Corriere della Sera, La Repubblica, Le Monde, El Pais, o licznych portalach internetowych nie wspominając, a do nich dołącza dzisiaj też Gazeta Powiatowa Ziemia Obornicka.

Podobne artykuły