Policjanci pilnują mostu i polują na emerytki

OBORNIKI. O byłym moście kolejowym przy obornickich łazienkach informowaliśmy wielokrotnie. Właściwie piszemy o nim od 10 lat, bo tyle trwają obietnice polityków, którzy przed każdymi wyborami zarzekają się, że to oni będą tymi, którzy wyremontują most i poprowadzą przez niego obwodnicę. Jak wiadomo, takowa by się bardzo przydała.

Jako, że w mieście samochodów przybywa a nie ubywa, szczególnie za sprawą nowych mieszkańców w ostatnich latach osiedlających się tutaj głównie z Poznania. Korki na Czarnkowskiej i ks. Szymańskiego wydłużają się. Obietnice nigdy nie zostały przekute w rzeczywistość a doprowadziły jedynie do zamknięcia mostu – nie tylko dla aut, ale również dla pieszych. Jak pisaliśmy, drogowcy z samego rana, żeby nikt nie zauważył, zespawali metalowe szlabany i postawili znaki zakazu wstępu.

Most to skrót dla mieszkańców Bielaw, Osiedla Leśnego i Czarnkowskiej do centrum miasta. Jak dotąd nikt, włącznie z policją, nie przejmował się oderwanym od rzeczywistości zakazem. Tak było jednak tylko do minionego wtorku.

73-letnia pani Eugenia, w święto 3 Maja, poszła odwiedzić swoje wnuki przy ul. Kowanowskiej. Syn zaproponował, że przyjedzie po nią, ale ona wolała spacer tłumacząc, że chce rozruszać stare kości. Kobieta poszła na skróty przez most kolejowy. Było to wyjątkowo trudne, ponieważ szlabany były na wysokości jej piersi. Starsza pani chciała się prześlizgnąć pod spodem, ale na to nie pozwoliły jej stare plecy. Wybrała więc drogę górą. Niosła ze sobą siatkę, a w miała własnej roboty placki dla wnucząt.

Gdy wreszcie pokonała pierwszą przeszkodę, spocona ruszyła na drugi koniec mostu, gdzie czekał ją kolejny szlaban. Do tego samego szlabanu zbliżyły się w tym samym czasie dwie postacie. Byli to policjanci. Kobieta nie przejmując się stróżami prawa, ruszyła im na spotkanie.

Gdy stała po jednej stronie szlabanu, a policjanci po drugiej, panowie poinformowali ją, że przejście mostem jest zakazane. Kobieta zdziwiła się, bo chociaż przeskakiwała przez metalowe pręty, sam zakaz wydał jej się absurdalny. Policjantom odpowiedziała: a którędy pan chce żebym poszła? Ci wskazali w kierunku kładki na rzece Wełnie. Kobieta zaśmiała się informując, że jest to dodatkowy kilometr drogi. Policjanci wzdrygnęli ramionami.

Gdy panowie zagadywali starszą panią, ta próbowała przejść przez szlaban. Żaden z policjantów jej nie pomógł. Ciągnęła za sobą siatkę, zajęło więc jej to sporo czasu. Gdy już przeszła, zatrzymali ja w pełnym słońcu na dłuższa pogadankę na temat bezpieczeństwa. Kobieta pociła się nie tylko z wysiłku, ale również od słońca parzącego w jej twarz. W pewnym momencie poczuła się słabo i spytała, czy może iść. Panowie puścili ją z pouczeniem.

Pomimo, że policjanci mieli pełne prawo ukarać panią Eugenię, zachowali tyle rozsądku, żeby puścić ją jedynie z pouczeniem. Jednak kobieta czuje się dotknięta zachowaniem funkcjonariuszy. Po pierwsze brakiem pomocy z ich strony, po drugie brakiem troski związanej z jej zdrowiem. – Czułam się bez sił, gdy ze mną rozmawiali tak długo. Jakbym zasłabła po drodze? Nawet nie zaproponowali pomocy – skarżyła się emerytka i trudno jej się dziwić.

Nie wiadomo ile osób pouczono lub ukarano przy moście w minionym tygodniu. Próbowaliśmy poprosić o komentarz komendę, jednak rzecznik policji była nieuchwytna.

Podobne artykuły