Zmarł w izbie zatrzymań na komendzie

OBORNIKI. W nocy z piątku na sobotę, krótko po północy, w izbie zatrzymań komendy powiatowej policji zmarł 35-letni oborniczanin, mieszkający przy Armii Krajowej. Izba zatrzymań do eufemistyczna nazwa obornickiego aresztu.

– Mężczyzna był monitorowany. W pewnym momencie upadł. Funkcjonariusze udzielili mu pomocy i wezwali karetkę pogotowia. Pomimo naszych starań mężczyzna zmarł – powiedziała rzecznik policji Izabela Leśnik.

Sprawą zajęła się prokuratura. Przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała, że mężczyzna miał chore serce, co prawdopodobnie było konsekwencją zażywania sterydów. Oborniczanin był znany zwłaszcza wśród młodzieży. Po jego śmierci wiele osób zapalało znicze w poczekalni komendy policji. Policjanci, tłumacząc się przepisami przeciwpożarowymi, wynosili znicze przed komendę.

Przeciwko mężczyźnie obornicki sąd prowadził sprawę dotyczącą handlu tytoniem bez akcyzy. W izbie zatrzymań czekał na decyzję sądu, dotyczącą jego aresztu lub wypuszczenia. Już wcześniej oborniczanin miał problemy z prawem i był dobrze znany policji.

Sprawa jest bulwersująca, ponieważ jest to już druga osoba, która zmarła w izbie zatrzymań w ostatnich 12 miesiącach. Poprzednim razem była to osoba, która została zatrzymana pod wpływem alkoholu. Podczas gdy trzeźwiała na komendzie, zasłabła i po krótkim czasie zmarła. Prokurator również wówczas zbadał sprawę i nie znalazł w śmierci mężczyzny winy policjantów. Od tamtego czasu trwa jednak dyskusja na temat funkcjonowania izby wytrzeźwień w izbie zatrzymań w komendzie policji – a zwłaszcza braku całodobowej opieki lekarskiej, która jest normą w innych miastach.

Tym razem, pomimo tego, że policjanci natychmiast wezwali karetkę pogotowia, ta przyjechała dopiero po kilkudziesięciu minutach. Gdyby na miejscu był lekarz, oborniczanin miałby szansę przeżyć.

Podobne artykuły