Protest rolników – zablokowali drogę w Gościejewie

GOŚCIEJEWO. W proteście przed niskim cenami trzody chlewnej rolnicy z gminy Rogoźno i ich sąsiedzi zablokowali w miniony poniedziałek drogę krajową nr 11 w Gościejewie, na wysokości mleczarni. Na drodze tworzyły się gigantyczne korki, a protestujący chodzili pod kontrolą policji po przejściu dla pieszych.

Relację z protestu zaczniemy od przypomnienia słów rolnika, radnego powiatu i prezesa PSL gminy Oborniki Andrzeja Ilskiego, który stwierdził: już niedługo przestanę być rolnikiem, bo do swojej hodowli trzody dołożyłem już znaczną część swych oszczędności, wciąż dokładam a końca nie widać. Pisaliśmy o tym relacjonując w ubiegłym tygodniu protest rolników wobec odebrania im możliwości zakupu ziemi. Już wówczas rolnicy grozili otwartymi protestami a pierwszym z nich, kilkudziesięcioosobowym, był ten gościejewski.

Protest gościejewski zorganizował Eugeniusz Koczorowski, prezes grupy producenckiej ?Blondyna? wyjaśniając, że – powodem do wyjścia rolników – producentów trzody na ulicę był kolejny spadek cen w skupie. Tu trzeba wyjaśnić, że ceny są dwie. Jedna dotyczy rolników zrzeszonych w grupy producenckie, którzy mogą liczyć maksymalnie na 3,60 zł za kilo żywca a druga dla hodowców niezrzeszonych, którym się proponuje nawet 2,80 za kilogram. Tymczasem jeden z rolników, Sławomir Rybak wyliczył, że wyprodukowanie kilograma żywca to koszt 4,50 i to skromnie licząc. Wedle słów pana Sławomira – Polska mając deficyt żywca importuje ponad 300 tysięcy ton wieprzowiny rocznie Dziwi go: jak to się opłaca, skoro w tym samym czasie polscy rolnicy nie mogą sprzedać swoich świń.

Rolnik Mateusz Piechowiak przyznał, że pogłowie spadło. Było 10 lat temu 15 mln świń a jest teraz 9. Przekonywał, iż nasza wieprzowina jest lepsza niż z zagranicy. Tak się to nam tłumaczy, że musimy wpuszczać z zagranicy obce mięso, żeby zlikwidować polskich rolników z produkcji trzody chlewnej.

Hodowca Marek Oko, nie krył, że sytuacja jest dramatyczna. – Rolnicy są zdeterminowani, że nie wiedzą, co z sobą zrobić. Jak ceny nadal będą takie, to jest tragedia.

Janusz Białoskórski, producent wieprzowiny i prezes grupy producenckiej ostrzegł: jeżeli w najbliższym okresie minister i rząd nie znajdą rozwiązania, to stada podstawowe zostaną wyrżnięte, bo co zrobią, jeżeli zakłady mięsne zaproponują im 2,50?

Tu trzeba wyjaśnić, że pan Janusz jest właśnie współwłaścicielem i prezesem zakładu mięsnego ?Dolina Noteci?, więc może sobie wybierać rolę, w jakiej w danym momencie występuje. W miniony poniedziałek stał po stronie producentów, polskich producentów, proponując ni mniej ni węcej: odebranie dopłat unijnych rolnikom, którzy kupują prosięta zagranicą. Sam hoduję 250 macior i mam 3000 prosiaków i taką ciasnotę, że przekroczyłem już o 60% dobrostan.

Podczas protestu nie zabrakło samorządowców. Przewodniczący rady miejskiej Rogoźna, Henryk Janus już od trzech lat nie produkuje żywca wieprzowego, bo jak sam przyznał – stale dokładałem do tej hodowli, a robić żeby robić, dla idei? Nie warto. Zauważył, że ceny żywca spadają a ceny w sklepach nie. Nawoływał, aby – mieszkańcy gminy nie kupowali mięsa w marketach!

Eugeniusz Koczorowski zaproponował rozwiązanie problemu cen: to może być sprzedaż mięsa i wyrobów z małych gospodarstw prosto klientom z miasta. Niestety przepisy tego zabraniają.

Obok protestujących stanął burmistrz Roman Szuberski. Stwierdził: problemy rolników są problemami naszej gminy. To co się dzieje będzie miało duży skutek i odbije się na podatkach.

Burmistrz słusznie o tym wspomniał, bo właśnie rada miejska podniosła rolnikom podatek. Obawia się teraz, że – trzeba będzie podatek obniżyć, umorzyć albo odroczyć. Obawy burmistrza o dochody gminy są w pełni uzasadnione, bo w gminie Rogoźno jest 156 stad, liczących łącznie 13600 sztuk trzody, więc problem jest niebagatelny. Burmistrz obiecał rolnikom pomoc a wiceprzewodniczący rady miejskiej Paweł Wojciechowski pokazał faktury, z których niezbicie wynikało, że jakiś czas temu ceny żywca sięgały nawet ceny 4,90 a teraz produkcja stała się całkowicie nieopłacalna. – Powodem jest wwóz tańszego mięsa z Niemiec i Danii.

W podobnym tonie, choć z elementami sensacyjnymi, wypowiadał się rolnik Tomasz Bigos trzymając w dłoniach flagę mówił – nasi dziadkowie, ojcowie bili się za tę flagę i nie rozumiem dlaczego nasz rząd nic nie robi i oddaje nas zachodowi jak bezdomnych i zupełnie niepotrzebnych ludzi, jak niewolników. Obarczał winą za niskie ceny żywca pośredników, a zwłaszcza spółkę Pini Polonia: to firma, która wywodzi się z Sycylii, to są pieniądze mafijne….Wszystko jest załatwiane przez łapówkarstwo. Pan Rybak przypomniał Samoobronę stwierdził – musimy się rolnicy zjednoczyć i walczyć o nasz byt.

Podobny był tembr wypowiedzi młodych, przyszłych rolników. Student Krystian Mielke z Kazipola ostrzegł – młodzi wyjadą z Polski i nie będzie w Polsce młodzieży i się nie obejrzymy, a nie będzie w Polsce polskiej trzody.

Protest hodowców był dobrze zorganizowany i mimo znacznego napięcia emocjonalnego, spokojny. Celem organizatorów było zwrócenie uwagoi rządzocych na pogarszającą się z dnia na dzień kondycję rolnictwa. Jeden z uczestników powiedział naszej redakcji z sarkazmem – wieś uwierzyła i zagłosowała w wyborach jak chcieli i teraz nas już nie potrzebują, więc mogą olać. Smutne to, ale czyż nie po części prawdziwe?

Podobne artykuły