Opony, smród i prawie trup

OBORNIKI. W sobotę, słońce pojawiło się jedynie na chwilę, na niebie panowały chmury a jesienny chłód zaglądał do mieszkań. Pomimo, że w jednej z kamienic przy ul. Staszica wszystkie okna były zamknięte, matka wyczuła niepokojący zapach – przypominał gumę grillowaną na oleju. Kobieta zlokalizowała źródło zapachu na zewnątrz. Otworzyła okno i natychmiast zasłoniła usta, bo smród był nie do wytrzymania. Nieprzyjemne zapachy pochodziły z dymu wydobywającego się z pobliskiego warsztatu.

Oborniczanka chwyciła za telefon i zadzwoniła do straży miejskiej. Jednakże komenda nie była czynna w sobotnie przedpołudnie. Kobieta zadzwoniła więc do innych służb, żadna nie była jednak skora do pomocy. Dopiero oborniccy strażacy podali kobiecie pomocną rękę.

Strażacki wóz bojowy podjechał na Staszica dwie minuty później. Strażacy od razu wyczuli źródło problemu. Podeszli pod drzwi warsztatu i zapukali do środka, nikt jednak nie odpowiedział. Przez jedną z szyb zauważyli śpiącego w samochodzie mężczyznę.

W strażackich głowach pojawił się czarny scenariusz. Dym był bardzo gęsty i drażniący, mężczyzna mógł więc zostać zaczadzony. Zachowując zimną krew zapukali po raz kolejny i gdy już szykowali się do wyważenia drzwi, te stanęły otworem. Ze środka wyszedł zaspany mężczyzna i widząc przed sobą strażaków zdębiał.

Jak się okazało po krótkiej inspekcji, mężczyzna palił w piecu zużytymi oponami. Teraz za swój czyn będzie musiał odpowiedzieć.

Podobne artykuły