Obornicki poseł zaprzysiężony

OBORNIKI. Gdy tylko stało się pewnym, że Oborniki mają nareszcie swojego posła, Krzysztofa Paszyka, wielu czytelników pytało nas o takie rzeczy, jak to czy przeprowadzi się do Warszawy, czy będzie dostępny nadal w Obornikach, ile za to posłowanie dostanie.

Co prawda czekaliśmy pytań o zamierzeniach posła, jego planach programowych i wytyczonych działaniach. Te pytania kiedyś i tak padną, więc dziś skupiamy się na tym, o co pytają nasi czytelnicy, a o część odpowiedzi poprosiliśmy samego posła na sejm RP Krzysztofa Paszyka.

Jak się okazało, wybrał on opcje pokoju w hotelu poselskim, bo nie ma zamiaru żadnym sposobem opuszczać Ziemi Obornickiej, której społeczność udzieliła mu nie pierwszy raz silnego mandatu zaufania.

Tu poseł wyjaśnił: pokój w hotelu poselskim ma zaledwie 9 metrów kwadratowych i daleko mu do komfortu. Jest w nim jednak wygodne łóżko, fotel i biurko. Do tego schludna łazienka i miejsce, gdzie można zaparzyć kawę czy zjeść śniadanie. Jeżeli całość jest raczej skromna, to ogromnym plusem jest to, że do sal sejmowych z hotelu mam tylko pięć minut pieszo, co osobiście sprawdziłem, nie martwiąc się po drodze parkingami, korkami i rozkładami jazdy.

Pan poseł zapewnił nas o częstym pobycie w Obornikach, gdzie już organizuje biuro. Będzie to jego główne biuro poselskie. Znalazł dobry punkt w samym centrum Obornik i z parkingiem.

Biuro poselskie Krzysztofa Paszyka będzie się mieścić w budynku po dawnej dyrekcji fabryk mebli przy ulicy Piłsudskiego. Przy okazji rozmowy udało się nam dowiedzieć, że pierwszą deklaracją, poza formalnościami, jaką złożył w kancelarii sejmu było przystąpienie do koła strażackiego. Tę informację usłyszeli też druhowie Ziemi Obornickiej zgromadzeni na spotkaniu strażackim w Uścikowie i przyjęli je gromkimi brawami.

O konfitury czekające na parlamentarzystę, Krzysztofa Paszyka nie pytaliśmy, bowiem po paru dniach posłowania nie wie o nich jeszcze zbyt wiele. Tu naszym źródłem informacji była kancelaria sejmu.

Posada polskiego posła to, przede wszystkim, nawet 25 tysięcy złotych miesięcznie na rękę, immunitet i masa innych przywilejów.

Każdy poseł i senator otrzymuje co miesiąc 9892,30 zł brutto pensji. To ponad 5 razy tyle, ile wynosić ma w przyszłym roku minimalne wynagrodzenie przeciętnego Polaka. Co więcej, wielce prawdopodobnym jest, że na jednym z pierwszych posiedzeń, posłowie przegłosują nowelizację, która sprawi, że kwota poszybuje o kilkaset złotych w górę. Wszystko dzięki odmrożeniu płac w sferze budżetowej. Do tego dochodzi 2473,08 zł miesięcznej diety. Poseł lub senator może ją wydawać na wszystko, co ma związek z pracą posła, a więc chociażby na dojazdy, wyżywienie czy organizację spotkań z wyborcami. Co miesiąc poseł i senator inkasuje więc ponad 12 tysięcy złotych brutto.

Kolejny przywilej to tzw. ryczałt na prowadzenie biura poselskiego. Każdy parlamentarzysta otrzymuje z tego tytułu co miesiąc 12 150 złotych, z których musi pokryć wszystkie wydatki poniesione na funkcjonowanie biura. Zaliczają się do nich m. in. wynagrodzenia pracowników, czynsze, opłaty za media, koszty dojazdów i inne podróże służbowe. Na tym jednak ciągle nie koniec. Do tego wszystkiego trzeba bowiem doliczyć przeróżne dodatki za komisje i gigantyczną kwotę wolną od podatku.

Ci posłowie, którzy zasiadają w parlamentarnych komisjach, a jest nich miejsce dla każdego, z wyjątkiem tej dotyczącej służb specjalnych o czym zadecydował właśnie zwycięski PiS. Komisji zostaje wciąż jeszcze około 30, więc jest w czym wybierać. Przewodniczący komisji inkasuje dodatkowo 20% uposażenia (1978,46 zł), a wiceprzewodniczący – 15% – (1483,85 zł). Jedna dziesiąta uposażenia (989 złotych) to z kolei dodatek dla przewodniczącego podkomisji.

W sumie, obrotny parlamentarzysta może co miesiąc zarabiać około 27 tysięcy złotych i wcale nie musi dzielić się tymi pieniędzmi z fiskusem w takim stopniu, jak „zwykły” wyborca.

Zwolnione z podatku są bowiem dochody posła nieprzekraczające 2280 złotych miesięcznie. Oznacza to, że rocznie kwota wolna wynosi ponad 27 tysięcy złotych, czyli prawie 10 razy więcej, niż dla każdego ?szarego? Polaka.

Każdy parlamentarzysta ma również mnóstwo innych, mniej lub bardziej wymiernych przywilejów związanych z wykonywaniem mandatu. Immunitet to tylko ten najbardziej znanych. Oprócz tego każdy poseł i senator mają zagwarantowane darmowe podróżowanie środkami komunikacji publicznej łącznie z samolotami. Niepisanym obowiązkiem LOT – u jest zostawianie na pokładach samolotów w ruchu krajowym wolnego miejsca na wypadek, gdyby parlamentarzysta zechciał się przelecieć.

Przysługuje posłowi również wolne miejsce w hotelu sejmowym i darmowe noclegi podczas wyjazdów służbowych, nisko oprocentowane pożyczki czy dopłata do wynajmu mieszkania w Warszawie, a tu już wiemy, że z tego ostatniego przywileju poseł Krzysztof Paszyk nie chce skorzystać.

Parlamentarzysta nie musi się też martwić tak przyziemnymi sprawami jak płacenie za przesyłki czy kupowanie znaczków pocztowych. Za wszystko płaci kancelaria sejmu, czyli budżet państwa, a więc wszyscy podatnicy. Na koniec kadencji parlamentarzystom należy się jeszcze odprawa pieniężna w wysokości jego trzech ostatnich pensji, czyli całkiem spory kawał grosza.

Podobne artykuły