Kto rządzi w izbie przyjęć?

OBORNIKI. Naszą redakcję odwiedził młody człowiek, by opowiedzieć o sytuacji, jaka spotkała go niedawno w obornickim szpitalu. Wedle jego słów: najwięcej do powiedzenia ma w szpitalu pani z izby przyjęć. To tam się decyduje o dalszym losie pacjenta. Tak też się stało w niedawny poniedziałek. Udałem się chory do izby przyjęć w Obornikach, tam zostałem odesłany przez panią z izby do lekarza rodzinnego. Zadałem sobie pytanie, kim jest ta pani i dlaczego decyduje o moim dalszym leczeniu i diagnozie. Nie wezwała żadnego lekarza. Nie wypisała mi zaświadczenia o odmowie konsultacji lekarskiej, więc udałem się do pani dyrektor szpitala, która poleciła konsultację lekarską. Następnie dostałem skierowanie do szpitala. Niestety, nie wiem czy będzie to szpital w Obornikach, bo może znów nie będzie to pasowało pani z izby.

Dyrektor Małgorzata Ludzkowska spokojnie podchodzi do tego typu opinii, mając pełną świadomość, że osoba chora reaguje nierzadko emocjonalnie i trzeba to uwzględnić. – Straszenie personelu wujkiem prokuratorem niczego nie przyspieszy a lekarz rodzinny jest najbardziej odpowiednią osobą do kierowania chorego do szpitala lub leczenia specjalistycznego – powiedziała pani dyrektor poproszona o komentarz do tego zdarzenia.

W tego rodzaju sprawie wypowiedziała się także naczelnik wydziału Spraw Obywatelskich i Zdrowia w starostwie powiatowym, Urszula Bak. – Aby pójść do szpitala, to już nie z ulicy. Tak kiedyś było, ale się skończyło. Teraz szpital przyjmie, ale wyłącznie ze skierowaniem lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, specjalisty albo z pomocy wieczorowej. Nie każdy przypadek jest jednak przyjmowany do szpitala. Jeżeli lekarz nie dowiedzie takiej potrzeby, to mimo skierowania pacjent nie musi być przyjęty. Lekarz przez sześć godzin obserwuje pacjenta i dopiero wtedy decyduje przyjąć lub nie. Bywa, że owe sześć godzin czekać trzeba w korytarzu na krzesełku.

Tyle o sprawie fachowcy. W szpitalnej izbie przyjęć zderza się zdenerwowany pacjent, który słusznie oczekuje natychmiastowej pomocy i zajęcia się jego osobą z ?panią z izby przyjęć?, która musi przestrzegać procedur i zachować chłodną ocenę sytuacji. Owe zderzenie zawsze wywoływało konflikty. Dzięki swemu doświadczeniu i wrodzonej empatii dyrektor Ludzkowska zwykle w takich przypadkach staje po stronie pacjenta, co na szczęście dla wszystkich znacznie łagodzi opisane zdarzenia.

Podobne artykuły