Karetka nie zdążyła do chorej

KISZEWO. Zbyt mała liczba karetek pogotowia w regionie nadal budzi emocje. Oborniczanie za śmierć swych bliskich obwiniają opieszałość lekarzy i ratowników medycznych. Kilka razy ratownicy nie zdążyli do chorego i ten umierał na rękach swej rodzinny. Na nic zdają się tłumaczenia, że o liczbie karetek decyduje wojewoda, a nie lekarze. Oborniczanie złość wyładowują niekiedy na pracownikach pogotowia. W ostatnich miesiącach zdarzały się przypadki, gdy policja musiała eskortować lekarzy do chorego.

W minioną środę wieczorem, w Kiszewie, 80-letnia kobieta, która długo chorowała z powodu nowotworu, straciła przytomność. Rodzina wezwała karetkę pogotowia. Lekarze jednak byli zajęci innym pacjentem. Dyspozytor z Poznania wysłał więc na pomoc helikopter ratunkowy, który z powodu mgły nad Kiszewem został cofnięty do bazy. Gdy karetka wrzeszczcie dojechała do chorej kobiety, było już za późno.

Podobne artykuły