Jak na wybory, to po szlachecku

OBORNIKI. Członkowie komisji wyborczych widzieli już wszystko. W Obornikach były już zawały, omdlenia, pijani wyborcy a nawet skurcze przed porodowe. Tego jednak co wymyślił młody oborniczanin w miniona niedzielę jeszcze nie było.

W jednej z komisji w centrum Obornik panował spokój. Dzień nie różnił się od innych wyborczych – ludzie przychodzili, podpisywali się, pobierali karty i wrzucali je do urny.

Spokój przerwał oborniczanin, który na wybory przyszedł z szablą. Zasalutował komisji, podszedł do stołu podając swoje imię i nazwisko oraz imiona przodków do szóstego pokolenia wstecz. Członkini komisji, stara ?wyjadaczka?, która z niejednego kotła jadła, znużona całodniową pracą odpowiedziała jedynie ? tutaj proszę się podpisać. Oborniczanin zdezorientowanym spokojnym zachowaniem kobiety i jej towarzyszy dopowiedział ? bo wie pani, szabla jest po pradziadku, w rodzinnie od pokoleń. Kobieta bardzo spokojnym głosem odpowiedziała: bardzo ładna szabla a teraz proszę się podpisać. Jak oborniczaninowi kazano, tak zrobił, a w zamian dostał kartę do głosowania. Przed wrzuceniem karty do urny obnażył szablę. – Za wolną Polskę! – próbował krzyknąć, ale z ust wydobył mu się jedynie skowyt. Członkom komisji nawet powieka nie drgnęła. Oręż zawisł na chwilę, ale szybko znalazł się z powrotem, z małymi problemami, w pochwie.

Po patriotycznym zrywie wyborca, z uśmiechem od ucha do ucha, wyszedł. Członkini komisji jedynie westchnęła: co te wybory robią z ludźmi.

Podobne artykuły