Piwna katastrofa

NIECZAJNA. W poniedziałek wydarzyła się rzecz niecodzienna. Główna droga we wsi zamieniła się w rzekę piwem płynącą. Dwieście butelek napoju wypadło z samochodu dostawczego. Większość butelek roztrzaskała się o szosę. Kawałki szkła i napoju rozlały się po okolicy a w całej wsi zapachniało chmielem.

Wieść o piwnej katastrofie rozeszła się z prędkością błyskawicy i szybko pojawiło się wielu ochotników, którzy próbowali uratować jak najwięcej nierozbitych butelek z ziemi. Ponoć wiele z nich trafiło do ich kieszeni.

Sprzątaniem zajęli się strażacy z Nieczajny i Obornik. Zajęło to godzinę. Dłużej trwało wyjaśnienie żonom strażaków, dlaczego ich mężowie po powrocie do domu śmierdzą browarem.

Podobne artykuły