Płonąca remiza w Kiszewie

KISZEWO. Około godziny pierwszej w nocy, z czwartku na piątek, w pomieszczeniu służącym jako przebieralnia i magazyn remizy OSP zapalił się komputer. Ogień najpierw zniszczył wyposażenie strażaków, a potem przedostał się do garażu, w którym stały dwa wozy strażackie.

Łut szczęścia spowodował, że budynek nie spalił się całkowicie. Spięcie w instalacji elektrycznej, spowodowane pożarem kabli, uruchomiło syrenę alarmową. Głośny dźwięk wybudził ze snu mieszkańców wioski.

Strażacy z jednostki OSP Kiszewo myśleli, że są wzywani na akcję. Zadzwonili do komendy straży pożarnej w Obornikach pytając: dlaczego włączono alarm? Dyżurny w komendzie nie mógł odpowiedzieć na to pytanie, bo włączenie syreny nie zostało odnotowane przez komputery w Obornikach. Gdy pobiegli w stronę remizy, zobaczyli dym i płomienie.

W środku budynku znajdował się cały sprzęt gaśniczy ochotników. Po raz kolejny kiszewianie zadzwonili do Obornik i poprosili o pomoc zawodowych strażaków. Sami, ubrani w piżamy lub szybko założone w nocy rzeczy, wbiegli do remizy.

Kilkunastu strażaków i ich rodziny wyciągali ze środka wszystko co dało się jeszcze uratować przed ogniem. Część ochotników ruszyła do szafek po ognioodporną odzież. Pozostali starali się uratować najcenniejszy sprzęt, przede wszystkim dwa wozy strażackie, każdy wart setki tysięcy złotych. Pomimo wysokiej temperatury i niebezpieczeństwa dwóch strażaków weszło do pojazdów, odpaliło silniki i wyjechało na zewnątrz. Samochody były już osmolone.

Kiszewianie użyli uratowanych wozów i wyciągniętego z nich sprzętu do ugaszenia pożaru. Po chwili przyjechali strażacy z Obornik i Bąblina. Panowie odymili pomieszczenie i wyciągnęli resztę sprzętu strażackiego na zewnątrz.

Kiszewianie potrzebowali pomocy. Akcja gaśnicza odbiła się na ich zdrowiu, nawdychali się dymu. Jeden z nich ledwo trzymał się na nogach. Oborniczanie zadzwonili po karetkę a lekarze przebadali poszkodowanych. Część z nich zatruła się dymem, jednak jak przystało na ?twardzieli?, którzy w środku nocy wybiegają w piżamach do palącego się budynku, odmówili przewiezienia do szpitala. Lekarzom mówili: szklanka mleka przed snem wystarczy, w szpitalu podadzą mi to samo.

Po dwóch godzinach ugaszono resztki ognia. Remiza i sprzęt gaśniczy zostały zniszczone. Strażacy stracili większość zgromadzonego wyposażenia. Straty oszacowano na prawie 100 tysięcy złotych. Sadza osiadła się na ścianach a wszelkie metalowe i plastikowe fragmenty elewacji zostały stopione. Strażacy stracili również cenne pamiątki – na przykład puchary z wielu wygranych turniejów stopiły się. Spłonął sztandar jednostki, z którego pozostał jedynie wizerunek św. Floriana.

Według wstępnych ustaleń śledczych, przyczyną pożaru było spięcie w instalacji elektrycznej, które zapaliło najpierw komputer a później dwa pomieszczenia w remizie. Obornicka policja bada szczegółowo sprawy. Nie wyklucza podpalenia. Od kilku tygodniu jakiś podpalacz grasuje w okolicach Kiszewa – podpala śmieci, pola oraz poszycie leśne. Czy to właśnie jego działanie było przyczyną pożaru w remizie, ustalą policyjni śledczy.

Chociaż straty są bardzo wysokie, mogły być większe. Syrena, która obudziła strażaków, uruchomiła się przez przypadek. Piętnaście minut później nie byłoby czego ratować.

Władze gminy Oborniki oraz zarząd OSP zastanawiają się jak pomóc strażakom, którzy nie mają już sprzętu w pełnej gotowości bojowej, więc nie mogą brać udziału w akcjach gaśniczych. Jednostki OSP z całej Ziemi Obornickiej starają się pomóc kolegom. Opublikowały apel o pomoc finansową dla Kiszewa z numerem konta na które można przelać pieniądze. Radni zastanawiają się, skąd wziąć pieniędzy na remont generalny remizy i zakup nowego sprzętu. Mówi się o kwocie sięgającej nawet 250 tys. zł.

Podobne artykuły