Walczyli przez dwa dni z pożarem na polu pod Objezierzem

OBJEZIERZE. Strażacy z całej Obornik, Objezierza, Rożnowa, Chrustowa, Świerkówek, Nowołoskońca, Maniewa, Kiszewa, Ocieszyna a nawet z Poznania – przez trzydzieści dwie godziny gasili jeden z największych pożarów 2014 roku.

W niedzielę wieczorem na polu wybuchł pożarł, który swoim zasięgiem objął 5 tys. metrów kwadratowych balotów słomy, wysokich na pięć m. Ogień w krótkim czasie zaczął przenosić się na okoliczne budynki, między innymi na oborę, w środku której znajdowało się około trzysta sztuk bydła.
Do gaszenia pożaru przyjechało ponad sześćdziesięciu strażaków. Stanęli oni przed dużym wyzwaniem. Nie jest łatwo ugasić jeden balot słomy, jeszcze trudniej ugasić setkę. Strażacy skupili się więc na opanowaniu pożaru w jednym miejscu i obronie budynków gospodarczych oraz żywego inwentarza. Z wężami strażackimi w ręku utworzyli kordon wokół obory, ale również wokół całego pożaru i przy pomocy strumieni wody zatrzymali ogień w jednym miejscu. Następnie czekali przez ponad trzydzieści godzin do momentu, gdy słoma się wygasi. Dzięki ich działaniom uchroniono dobytek o wartości ponad miliona zł.
Pomimo szybkiej i bardzo dobrze przeprowadzonej akcji gaśniczej straży, straty wyniosły około 250 tys. zł. Policja i straż pożarna podejrzewają, że pożar wybuchł na skutek podpalenia. Jedną z przesłanek takiej teorii jest fakt, że ogień pojawił się, gdy z nieba padał deszcz. 
Wina jednak, jak zdołaliśmy się dowiedzieć, leży prawdopodobnie również po stronie rolnika, który składował baloty słomy w odległości około 10 metrów od zabudowań. Zgodnie z prawem powinny odległość ta powinna wynosić minimum 50 metrów.

Podobne artykuły