W lewo czy w prawo, czyli godzinka nad regulaminem

OBORNIKI. Lodowisko Biały Orlik miało pomimo opóźnienia niebawem wreszcie ruszyć, gdy oborniccy radni zasiedli nad jego regulaminem. Tylko laik mógłby przypuszczać, że aby sobie pojechać, wystarczy wejść w łyżwach na lód i odepchnąć się krawędzią. Nic bardziej mylnego. Odepchnąć się owszem, ale którą nogą? Jechać, ale w którą stronę? Może w lewo, może w prawo? Można też zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jak zaproponował radca prawny lub wręcz przeciwnie. 

Gdy radni po pół godzinie porozumieli się w sprawie kierunku jazdy kolejne kwadranse dyskutowali nad tym, kto ów kierunek ustali. Może łyżwiarz, może administrator, rada miejska a może jeszcze jakiś inny i nie mniej ważny czynnik? Twórca regulaminu zaproponował, aby zmianę kierunku ślizgania wymuszał sygnał dźwiękowy. Jeden z radnych wolał jednak, aby był to – komunikat głosowy. Gdy i to ustalono, nagle nad radnymi zawisła myśl straszna. A co jeżeli ktoś pojedzie niezgodnie z regulaminem? 
Faktem jest, że regulamin przygotowany został wyjątkowo niechlujnie i roił od wszelkiego rodzaju błędów. Przedstawiający go dyrektor OCS musiał się zapewne wstydzić za jego twórcę lub twórców, bo do końca nie wyjaśniło się, kto tego knota napisał. Poprawek, zmian i sprostowań było w nim tyle, że Renata Małyszek zaproponowała regulamin zaorać i napisać go od początku. Ostatecznie po ponad godzinie ciężkiej pracy i wielu zmianach w regulaminie zalegalizowanego ślizgania się po lodzie został on zatwierdzony przez rajców z rady miejskiej. 
Śledzący ten trud radny powiatu Andrzej Ilski cichcem zauważył: może warto ten regulamin poddać jeszcze pod osąd Trybunału Konstytucyjnego. Ot tak na wszelki wypadek. 

Podobne artykuły