Dzień paniki – radioaktywna chmura miała przejść nad Obornikami

GMINA OBORNIKI. Gdy do Obornik dotarła informacja o awarii ukraińskiej elektrowni atomowej na Zaporożu, przez tydzień panował spokój. Wreszcie dnia siódmego, w piątek zaczęła się mała panika. 

Szkoły pierwsze, z samego rana, otrzymały odgórną zalecenie, że nie mają wypuszczać dzieci na zewnątrz a pomiędzy podanymi godzinami popołudniowymi nie wolno im ich wypuścić nawet do domu.
Wszytko przez rzekomą chmurę pełną pyłu radioaktywnego, który miał przejść nad północna Wielkopolską. Krople deszczu miały przenieść niebezpieczną substancję wprost na skórę najmłodszych. 
Informacja, chociaż nie ogłoszona publicznie, rozeszła się droga błyskawicy. Rodzice brali dzień wolny i odbierali wcześniej dzieci ze szkoły. Nauczeni doświadczeniem Czarnobyla, oborniczanie zaczęli wykupywać w sklepach sól jodowaną. Policja, straż pożarna i szpital również zostali ostrzeżeni o zagrożeniu.
Do magistratu zadzwoniło kilkadziesiąt osób z zapytaniem czy to fakt, że burmistrz w obawie promieniowania pozamykał przedszkola i szkoły. Dzwoniono też z zapytaniem, gdzie można otrzymać jod, a w aptekach ustawiły się kolejki po preparaty jodowe. Znajomi i rodziny ostrzegały się wzajem, aby nie wchodzić w piątek o 14 z domów bo nad Obornikami przejdzie radioaktywna chmura. Byli tacy, którzy widzieli na własne oczy jak burmistrz zamykał na głucho drzwi urzędu miejskiego. 
Około godz. 14 Państwowa Agencja Atomistyki odwołała alarm podając do publicznej wiadomości komunikat, w którym napisano: z informacji, jakie od ukraińskiego dozoru jądrowego otrzymała Państwowa Agencja Atomistyki wynika, że 28.11.2014 r. wystąpiły problemy w części elektrycznej turbozespołu bloku III, który musiał zostać wyłączony (spowodowało to konieczność wyłączenia całego bloku – a więc i reaktora). Incydentowi takiemu nie towarzyszy żadne uwolnienie do środowiska substancji promieniotwórczych. W związku z tym brak jest jakiegokolwiek zagrożenia radiacyjnego na terenie elektrowni jądrowej, jak i poza nią, a tym bardziej dla mieszkańców Polski – ponieważ nie było to zdarzenie radiacyjne.
Wreszcie Tomasz Szrama nie miał innego wyjścia jak wydać komunikat o treści: Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Obornikach informuje, że zgodnie z informacją uzyskaną od Państwowej Agencji Atomistyki brak zagrożenia radiacyjnego w związku z incydentem w elektrowni jądrowej na Ukrainie. Wyniki pomiarów ze stacji PMS w normie. Wyniki pomiaru mocy dawki promieniowania gamma w Europie są w normie. Informacja uspokoiła cześć najbardziej podenerwowanych obywateli gminy. Awaria związana była z elektryką i zasilaniem, więc nie miała nic wspólnego z reaktorami. 
W razie, gdyby rzeczywiście radioaktywna chmura przechodziła nad Obornikami, powiatowe i gminne instytucje kryzysowe oraz służby mundurowe, były przygotowane na czarny scenariusz.
– Są procedury. Ćwiczenia z tym związane przeprowadzaliśmy dwa lata temu. Jak dojdzie do skażenia terenu mamy zapas tabletek, które wydajemy osobom na zagrożonym terenie. Są to tabletki z jodem, które otrzymują najpierw osoby najmłodsze – powiedział nam były szef sztabu kryzysowego w starostwie, obecnie burmistrz Rogoźna, Roman Szuberski. Jak powiedziano nam w starostwie, są przygotowane plany tymczasowych miejsc dla poszkodowanych a także procedur oczyszczania ludzi i mienia z opadu. Straż pożarna i policja potwierdziły nam, że są przygotowane na tego typu sytuację kryzysową. W większości szkół, jak oceniają służby, dyrekcje i nauczyciele zareagowali na informacje prawidłowo.
Na szczęście alarm był fałszywy, ale po wszystkich niepokojących informacjach dochodzących do nas z Ukrainy i Rosji, nic dziwnego, że wielu oborniczan zareagowało paniką.
Trudno się jednak dziwić „panikującym” nieco starszej daty, pamiętającym jak po katastrofie czarnobylskiej w 1986 roku władze uspakajały, że nic się nie stało. Na szczęście były to czasy zupełnie innych realiów ustrojowych. 

Podobne artykuły