Punkt widokowy wszedł nieco w szkodę

GMINA OBORNIKI. Gdy niedawno informowaliśmy naszych czytelników o tym, że skończyły się kłopoty z lunetą na obornicko – uścikowskim wzgórzu widokowym, nic nie wskazywało na to, że do tematu lunety będzie trzeba wrócić. Tym razem nie luneta jest jednak przyczyną kłopotów, bo solidnie zablokowana nie pozwala na zerkanie tam gdzie zerkać nie należy, ale problemem jest sam punkt widokowy. 

Podczas jego budowy twórcy punktu weszli na 10 metróœ w obcą działkę. Zajęto prywatny grunt i choć niezbyt wiele, to jednak sprawa jest bardzo kłopotliwa. Nie ma wątpliwości, że geodeta popełnił błąd przy pomiarach i dziś trudno go za to rozliczyć. – Możemy pozwać go za to do sądu, ale skutek będzie marny a koszty, które poniesie gmina będą niewspółmierne do uzyskanej satysfakcji z ukarania winnego – powiedział burmistrz Szrama i dodał – jedyne co nam zostaje, to ułożyć się z poszkodowanym co właśnie robimy i niebawem będzie po kłopocie.
Niestety, takie sytuacje się zdarzają i zapewne zdarzać będą. Tomasz Szrama wyjaśniając rzecz całą stwierdził, że – gmina musiałaby każdorazowo wynajmować geodetę, który pilnowałby geodetę wykonawcy a i tak nie ma pewności, czy nie doszłoby do jakiegoś błędu. 
Takie rzeczy przydarzały się bodaj każdemu burmistrzowi. Przy budowie drogi w Maniewie wyprostowano tak narożnik, że drogowcy weszli na cudzy grunt. 
Podobny błąd popełniono w Uścikówcu i przy budowie gminnych chodników. W Kowanówku sprzedano działkę razem z… rzeką, a gmina wciąż musi wyjaśniać prawa własności ze spółdzielnią mieszkaniową. 

Podobne artykuły