Przez lunetę podglądają mieszkańców Obornik

OBORNIKI. Media ogólnopolskie drwią z Obornik z powodu lunety. W licznych relacjach dziennikarze komentują małomiasteczkową wścibskość i stwierdzają, że projekt urzędu miasta nie został do końca przemyślany.

Dwa tygodnie temu przy ul. Objezierskiej zakończono budowę punktu widokowego, który składa się z małego placu i lunety. Koszt budowy obiektu wyniósł 48 tys. zł, przy czym urzędnicy postarali się o dofinansowanie projektu kwotą 18 tys. zł z urzędu marszałkowskiego.
Jednak od dnia uruchomienia lunety grupa oborniczan używa jej do podglądania sąsiadów. Celem podglądaczy są nie tylko o domy w pobliżu górki, ale także oddalone o kilkaset metrów bloki przy Armii Poznań. – Młode szczony krzyczą, jaki kolor majtek mam na sobie – powiedziała nam jedna z mieszkanek bloku. 
Młodzież przychodzi wieczorami na punkt widokowy z plecakami pełnymi alkoholu. Przez lunetę wypatruje okien bez zasłon. Nie jest o nie trudno, zwłaszcza w mieszkaniach na wyższych piętrach bloków. Wcześniej mieszkając wysoko lokatorzy nie musieli się obawiać podglądaczy. Jak nas poinformowała komenda policji w Obornikach, przed postawieniem lunety podobne sytuacje się nie zdarzały.
Do naszej redakcji w minionym tygodniu zgłosiło się wiele poszkodowanych rodzin. Kolejna mieszkanka boku opowiedziała nam, jak nieznana osoba zrobiła jej zdjęcia, gdy przechadzała się po mieszkaniu w bieliźnie. Fotki znalazła w skrzynce pocztowej. Zapowiedziała zgłoszenia sprawy do prokuratury.
Poszkodowani również są właściciele domów przy ul. Jesiennej. Mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie lunety i teraz stali obiektem zainteresowania spoglądających przez szkło. Czują się niekomfortowo wychodząc na własny ogrody. We wszystkich pokojach powiesili grube zasłony. W gorące, letnie popołudnie mają przesłonięte okna. – Czuję się bardziej swobodnie na rynku, niż we własnym domu. Ja się nie zgodziłam, by mnie oglądali, ja się nie godzę na to – powiedziała nam mieszkająca na Jesiennej Krystyna Sóbucka. Przeprowadziła się do Obornik z Poznania w poszukiwaniu spokoju po przejściu na emeryturę. Przez lata pracowała pomagając ludziom jako pielęgniarka. Teraz nie może uwierzyć, że spokój jej i sąsiadów został zaburzony. 
Mieszkańcy Jesiennej winią urząd miasta. Głownie za brak konsultacji, ale również za niedomiar, jak to określili, oleju w głowach. – Stałam się ofiarą kpin internautów z niskiej półki i zawdzięczam to wszystko panu burmistrzowi, któremu zabrakło wyobraźni – skarżyła się Sóbocka.
Ze względu na nieobecność burmistrza Tomasza Szramy, poprosiliśmy o komentarz jego zastępcę, Piotra Woszczyka. Burmistrz o problemie dowiedział się od nas, jednak zapowiedział działania w celu poprawy napiętej sytuacji. – Rozmawiałem z wydziałem inwestycji. Będziemy myśleć jak tą sprawę naprawić. Mówi się o wielu pomysłach. Dyskutujemy nad przesłoną, ale głownie skłaniamy się za blokadą na lunecie, która ograniczy jej poruszanie. Jest jednak jeszcze za wcześnie, byśmy zdecydowali co zrobimy. W przyszłym tygodniu podejmiemy jakieś decyzje – powiedział nam w ubiegłym tygodniu burmistrz.
Luneta w punkcie widokowym stała się tematem dzień później podczas sesji rady miejskiej. Damian Bukowski odczytał list podpisany przez mieszkańców jednego z domów przy ulicy Jesiennej. 
Autorzy poinformowali, że podgląda się intymne sceny z ich życia i je komentuje. Wnieśli o usunięcia lunety lub ustawianie ekranu zasłaniającego ich dom oraz zagrozili władzom prokuratorem, sądem oraz mediami. W tym ostatnim przypadku nie była to czcza pogróżka, bowiem w czasie trwania sesji na tarasie domu przy Jesiennej gościła już poznańska telewizja. 
Dyskusja, jaka miała miejsce w sali sesyjnej oraz w kuluarach dowiodła zderzenia opinii politycznych z pragmatycznymi. Podczas, gdy część radnych opozycji załamywała ręce nad losem „podglądanych”, pozostali radni podkreślali, iż wzgórze stoi od wieków i od wieków można z niego spoglądać przez lunety i lornety na domy oraz ich mieszkańców. Usłyszeliśmy także opinię, iż mieszkańcy Jesiennej zrobili sobie niepotrzebną reklamę. Zapewne nikogo nie obchodziłby ich taras, a teraz całe wycieczki jadą go oglądać.
Zastanawiano się także dlaczego przez cały czas budowy punktu widokowego nikt nie protestował. – Nikt do dzisiaj nie zgłosił się w tej sprawie do mnie – poinformował radnych wiceburmistrz Piotr Woszczyk. Jeden z urzędników nie krył obawy, że ustawienie ekranu przed “medialnym tarasem” może spowodować protest mieszkańców Jesienniej, iż ów ekran zasłania im widok. 
Właściciele domów i mieszkań w pobliżu Objezierskiej przygotowują petycję, która za pośrednictwem radnego Bukowskiego trafi na stół burmistrza. Jeżeli urząd miasta nie zareaguje, zapowiadają złożenie pozwu do sądu.
 

Podobne artykuły